To jest złoty czas dla firmy Garmin. Jeśli chodzi o zegarki specjalistyczne dawno nie było takiego silnego wiatru w żagle jakiegokolwiek producenta z tej kategorii produktowej. Ta dobra passa nie jest i nie była wcale tak oczywista. Prawdziwie przełomowo zrobiło się po premierze Fenixa 7, a właściwie Fenixa 7X Pro. To wtedy zaczęły pojawiać się pierwsze solidne zmiany w oprogramowaniu, a nowości sprzętowe zaczęły wyraźnie odcinać się od ścieżki wytyczonej dla Fenixa 6 (myślę tutaj o obsłudze dwuzakresowego sygnału satelitarnego, nowym czujniku tętna i możliwości przeprowadzenia badania EKG oraz wbudowanej latarce). Poprzeczkę Garmin podniósł jeszcze wyżej serwując Fenixa 8, a później model Fenix 8 Pro. Każdym z tych zegarków byłem zachwycony.
Pewnie niewiele osób pamięta, ale na „siódemkę” trzeba było poczekać dobre 2,5 roku, a rocze odstępy były też pomiędzy kolejnymi wariantami „szóstek”. Niecałe półtora roku później otrzymaliśmy model 7 Pro. Potem cykl przyspieszył. Koniec sierpnia 2024 roku to debiut Fenixa 8, a we wrześniu 2025 r. świat poznał Fenixa 8 Pro z łącznością satelitarną i pierwszy model z nowatorskim wyświetlaczem MicroLED. I oto mamy koniec sierpnia i debiutują od razu dwaj supermocni zawodnicy: Fenix 9 i Fenix 9 Pro. Nie ukrywam, że jestem trochę zaskoczony tą decyzją Garmina, aby wypuścić na rynek „dziewiątkę” i „dziewiątkę pro” równocześnie. Wcześniej te premiery rozdzielone były co najmniej rokiem przerwy. Innymi słowy – pojawiał się nowy regularny model z nowym numerkiem, a rok (półtora roku) później podkręcony model z oznaczeniem Pro (lub „X”) przy tym samym numerku.
Obecny cykl sugeruje, że kolejne mogę być Fenixy z dopiskiem „X” lub po prostu jubileuszowe Fenixy 10, dla których Garmin szykuje coś specjalnego (a szykuje?). Dziś oczywiście nie chcę pisać o przyszłości, ale przyznaję, że bardzo ciekawi mnie, jak Amerykanie rozwijają tę serię produktową. Nie da się ukryć, że Fenixy to flagowce. Najważniejsze, najlepiej dopracowane i wyposażone smartwatche w ofercie producenta (a ten ma przecież wiele linii zegarkowych, jak chociażby Forerunner, Enduro, Venu, Tactix, Instinct, czy modele superpremium z serii Marq etc.). Moją ulubioną – obok Fenixów – jest rodzina Enduro.
Doczekaliśmy się dopiero trzech wersji tego ostatniego zegarka, ale jest on jedną z najciekawszych propozycji w portfolio Garmina. Modele Enduro 1 i Enduro 2 były cenowo pozycjonowane wyżej niż Fenixy. Właściwie były wyposażone niemal kropka w kropkę tak samo, ale wyróżniała je niebywała bateria. Stąd modele te kierowane były przede wszystkim dla ultrasów przemierzających góry lub planujących wielodniowe ekspedycje. Enduro 3 przełamał ten schemat, bowiem model ten wciąż ma najlepszą w swojej klasie baterię i wyposażenie niemal takie samo, jak Fenixy, ale tym razem razem z niższą ceną nie otrzymał kilku rozwiązań, jak np. szczelności nurkowej, czy mikrofonu i głośnika, które nie tylko służą do dzwonienia, ale też robienia głosowych notatek. Dziś już wiemy, że to niewielka strata (jeśli nie nurkujesz, bo głośnik i mikrofon w Fenixach 8 pozostawiają wiele do życzenia…). Ale w dniu debiutu Enduro 3 kosztował nieco ponad 3,5 tys. zł i był naprawdę łakomym kąskiem. Zresztą nadal jest. Polecam się zainteresować – z niemal codziennymi treningami na baterii przejechał u mnie 19 dni w okresie jesienno-zimowym, więc nie ma mowy o tym, że słońce go doładowywało. A taryfy ulgowej u mnie nie miał.
No dobrze, ale wróćmy do głównego wątku tego wpisu. Wiemy, że Garmin Epix 2 (tu recenzja) przetarł szlak dla Fenixów z numerkiem 8 w kwestii zastosowania ekranu AMOLED. Wskrzeszony Epix okazał się hitem i tak naprawdę otworzył ścieżkę Fenixowi 8 pod strzechy. I chociaż Apple Watch dominuje wraz z zegarkami Samsunga i Chińczyków, którzy mają niesamowicie różnorodną ofertę (również absurdalnie niską cenowo), to jednak seria Fenix z zegarków elitarnych i wysoko wyspecjalizowanych, stała się serią zegarków wciąż elitarnych i nadal wysoce wyspecjalizowanych, ale gotowa rozgościć na nadgarstkach ludzi, którzy ze sportem mają tyle wspólnego, że lubią zasiąść wygodnie w fotelu i obejrzeć wieczorem mecz piłki nożnej. Przepraszam – nie chcę nikogo urazić, ale takie są fakty. Obecność Fenixów w ofertach elektromarketów dobrze to ilustruje. Te zegarki można zgarnąć nawet przedłużając kontrakty z operatorami sieci komórkowych.
Oczywiście nie ma w tym nic złego. Garmin zarabia, a jeśli ktoś jednak postanowi ruszyć tyłek z kanapy i ten zegarek mu w tym pomoże, to na pewno się nie zawiedzie. Niemniej sytuacja wygląda w ten sposób, że z Garminem konkurują już kolosy typu Apple i Samsung (wypuszczając swoje zegarki z serii Ultra i Pro), jak i pomniejsi producenci, żeby wspomnieć tylko serię Amazfit, która skutecznie pokazuje, że można oferować podobne rozwiązania do Garmina i kosztować dużo mniej.
Zmienia się też odbiór Fenixów. Większość chwali je przede wszystkim za długi czas pracy na jednym ładowaniu. Kiedy czytam w innych serwisach teksty lub oglądam materiały na YouTube i widzę, że recenzenci zachwycają się, że ich testowe wersje Fenixów jadą na baterii 20 dni, to wiem jedno – Ci ludzie na pewno nie trenują. Nie ma takiej szansy, aby pomimo świetnej baterii, zegarki te potrafiły tyle wytrzymać. Kto regularnie biega 5-10 km i chociażby dodatkowo jeździ na rowerze tylko po mieście ten wie, że mam rację. Realny czas pracy tych zegarków w największym rozmiarze to jakieś 10-12 dni (pod warunkiem, że smartwatch działa z włączonym wyświetlaczem i mierzy wszystko co się da – w końcu jest do tego stworzony). Oczywiście tych 12 dni to wciąż wynik dla konkurencji niemal nieosiągalny, ale do tej pory sytuacja wyglądała w ten sposób, że testerzy sypali, jak z rękawa funkcjami multisportowymi, a jako wisienkę na torcie dodawali: „… a, no i jedzie na jednym ładowaniu dobre 10-12 dni”. Ale skoro sprzęt się upowszechnił, to zainteresował ludzi, którzy w branży niekoniecznie mają wiedzę i doświadczenie z wyspecjalizowanymi multisportowymi kombajnami.
Te odwrócone proporcje sprawiają, że dzisiaj wśród zachwytów akcentuje się oprócz dobrej baterii funkcje smart, które akurat w Fenixach nie są najmocniejszym punktem programu. Natomiast u wielu testerów sport zszedł na dalszy plan. Na szczęście nie u Garmina, który miło zaskakuje nadal usprawniając aktywności i dodając nowe rzeczy. Na pewno na pochwałę zasługuje rozwinięcie w Fenixach 9 funkcji Staminy, która pozwalała realnie ocenić jak długo pociągniemy na obecnym poziomie intensywności i szacować na ile jeszcze wystarczy nam „paliwa”. Teraz (z Fenixami 9 i 9 Pro) dostajemy strefy i krzywe staminy pokazujące, jak w czasie zmienia się nasza wydolność i jest to – jak zapewnia producent – uzależnione od poprawy kondycji i historii treningów. Otrzymujemy więc wgląd w strefy, co wspiera lepsze planowanie rozkładu sił podczas treningów lub zawodów. Kto to doceni? Osoby, które na serio się ruszają.
Drugą rzeczą, którą doceniam w serii Fenix 9 to więcej pamięci operacyjnej, która odpowiada na realną bolączkę zegarków Garmina. Może i wstyd to przyznać, ale jednak w smartwatchach multisportowych – najlepszych multisportowych koniach pociągowych na rynku – wybitnie… lagują mapy… Tak, tak – ot chociażby mój Fenix 6X Pro nie nadąża z ładowaniem map przy spokojnym tempie jazdy rowerem. „Ósemki” miały również problem z doładowywaniem poszczególnych obszarów podczas zwykłego przewijania. Rozumiem, że na mapach jest teraz sporo rzeczy do wyświetlenia, ale jednak na pewnym poziomie niektóre rzeczy już nie wypadają (delikatnie rzecz ujmując)… Teraz Garmin zapewnia, że Fenixy 9 będą szybsze o 30 proc. w tym aspekcie, więc cieszy to bardzo, ale chciałbym zobaczyć, jak to jest w rzeczywistości, gdyż mapy dostały możliwość pochylenia obrazu na ekranie zegarka w perspektywę 3D i mam nadzieję, że nie pochłonie to w całości tej dodatkowej mocy.
Trzeci plus serii Fenix 9 i Fenix 9 Pro należy się za dodanie dwóch rzeczy sportowych. Pierwsza z nich to dorzucenie do profili aktywności Łucznictwa. Druga to rozszerzenie funkcji wioślarstwa na ergometrze. Sam Garmin opisuje to tak: „(…) użytkownicy mogą uzyskać jeszcze więcej informacji o swojej kondycji, m.in. VO2 max i krzywą mocy, aby oceniać postępy, wyznaczać cele i precyzyjniej dobierać intensywność treningów”. Dlaczego tak to doceniam? Bo Garmin ma w zwyczaju naprawdę śledzić trendy sportowe i odpowiednio doposażać w nie swoje zegarki. I tak przed debiutem Fenixa 8 wyszło im z badań, że ludzie ćwiczą z ich sprzętem w siłowniach, więc dodali odpowiednie profile siłowe. Teraz wyszło im, że w dziesiątce sportów, po które sięgamy jest ergometr wioślarski, to dodali dodatkowe funkcjonalności do tego profilu sportowego (obecnego zresztą w serii tych zegarków od lat).
Mamy więc staminę, profile sportowe oraz mapy – trzy istotne czynniki, które domagały się usprawnień i je dostaliśmy. Oczywiście to nie wszystkie nowości. Seria Fenix 9 Pro może pochwalić się zastosowaniem tytanu w kopercie, ta zresztą została tak przeprojektowana, by w wariantach AMOLED powiększyć wyświetlacz do 1,5 cala, udało się też zwiększyć jasność szczytową do 3000 nitów oraz pamięć na mapy i muzykę z 32 GB do 64 GB. Ponadto seria Fenix 9 Pro otrzymała łączność LTE i satelitarną inReach na sytuacje kryzysowe w regionach bez zasięgu telefonii komórkowej (chociaż nie działa to na całym globie).
Wprawne oko wychwyci też, że chociaż w materiałach prasowych Garmin promuje te zegarki, jako smuklejsze, to ich waga w poszczególnych wariantach uległa zwiększeniu. Np. Fenix 9 Pro inReach 51 mm AMOLED waży 99 gramów z paskami, a jego starszy odpowiednik Fenix 8 Pro inReach 51 mm AMOLED waży 90 gramów również z paskami. W swojej recenzji Fenixa 8 51 mm z baterią solarną i ekranem MIP, który waży 95 gramów z paskami zwracałem uwagę, że chociaż lubię masywne zegarki i jestem do nich przyzwyczajony, to jednak testowy Fenix 8 czasami ciążył mi na tyle, że od czasu do czasu zdejmowałem go, aby mój nadgarstek mógł odpocząć.
Piszę o tym wszystkim, bo przejrzałem niektóre komentarze po premierze i nie wszystkie osoby z entuzjazmem przyjęły zmiany względem serii Fenix 8. Od siebie mogę napisać, że to idealny moment, aby nabyć teraz w naprawdę bardzo dobrych cenach poprzednie modele, a jeśli ktoś nie potrzebuje fajerwerków, to jeszcze taniej można wyrwać Fenixa 7X Pro (TU recenzja Fenixa 7S Pro) i wierzcie mi na słowo – wciąż warto, szczególnie przy ograniczonym budżecie. Na pewno jednak właściciele Fenixów 6 mogą myśleć bez wyrzutów sumienia o przesiadce na Fenixa 9 lub Fenixa 9 Pro. Udogodnień – dziedziczonych po seriach 7 i 8 – że zachłysną się nowościami. Tym bardziej, że nowe „dziewiątki” w wariancie Pro oferują łączność inReach w każdym z trzech rozmiarów (43 mm, 47 mm i 51 mm).
Cieszy też, że Garmin nie porzucił wersji solarnej z ekranem MIP, chociaż jest ona do kupienia wyłącznie z Fenixem 9 Pro w tym największym rozmiarze. Tam też mamy gwarancję jeszcze lepszych czasów pracy na jednym ładowaniu baterii – wg producenta do 57 dni w trybie zegarka z wykorzystaniem soczewki solarnej wystawionej na słońce przez 3 h dziennie i natężenie światła wynoszące 50 tys. luksów. A skoro przy świetle jesteśmy, to nie omieszkam dodać, że Garmin dorzucił teraz do latarki w światło zielone (obok białego i czerwonego), dzięki czemu nocne aktywności z użyciem noktowizora będą jeszcze ciekawsze.
Dla kogo zatem tak konkretnie są te zegarki? Myślę, że to co napisałem powyżej dobrze to ilustruje. Skorzystają z Fenixów 9 (szczególnie wariantu Pro) osoby, które lubią aktywności na świeżym powietrzu, trwające wiele dni ekspedycje, nocne maratony, czy uprawiające ekstremalne sporty rowerowe lub zimowe. No bo kto realnie skorzysta z usprawnionych map? Przecież nagle nie przesiądziecie się z Google Maps na mapy w zegarku. Ale już na górskich szlakach – jak najbardziej. To samo tyczy się ładowania solarnego – ma ono sens tylko wtedy, gdy trenujesz na zewnątrz i nie jest to półgodzinna przebieżka. Podobnie z łącznością satelitarną, czy LTE, które przecież nie jest typowym planem jednej z sieci komórkowych.
Za pomieszczeniami przemawia ergometr wioślarski i rozbudowane treningi siłowe. Ale znowu na zewnątrz wygoni nas łucznictwo. I zapytajcie się samych siebie, czy znacie wiele osób, które to trenują? No właśnie. Dla mnie Garmin z Fenixem 9 jest właśnie tam, gdzie siedzi prawdziwy potencjał sportowy – nawet, jeśli to sport niszowy. I wcale nie trzeba się tutaj specjalnie oglądać na Fenixa 9. Swój debiut około połowy maja 2026 r. miały budżetowe zegarki Garmin Forerunner 70 i Forerunner 170. Dla tych, którzy nie wiedzą – jest to popularna seria zegarków dla biegaczy i wokół tej aktywności najbardziej skupiona. Wiecie co Garmin postanowił rozbudować i rozszerzyć w tych jednych z najtańszych w swoim portfolio smartwatchy? Funkcje marszobiegów z dedykowanymi planami treningowymi i oceną naszych możliwości pod kątem zwiększania czasu biegu i zmniejszania czasu marszu (w miarę postępów). Tak, dokładnie – czyli coś od czego wiele osób (w tym ja) zaczynało lub zaczyna swoją przygodę z bieganiem. Nie chodzi zatem o to, żeby zegarek służył tylko do biegania. Ale żeby to bieganie dopieścić tak, aby ten kto w ten świat wchodzi mógł polubić ten sport i podjąć rękawicę na miarę swoich możliwości.
Zatem seria Fenix 9 i Fenix 9 Pro jest wg mnie przede wszystkim dla wszystkich osób kochających aktywność. Celowo nie piszę o samym sporcie, bo to jest naturalnie wpisane w ten sprzęt. Ale Fenixy mają na celu poprowadzenie użytkowników tych zegarków przez różne scenariusze użycia. To po prostu zaawansowane narzędzia, które nie tylko monitorują nasz sen, kroki, tętno, HRV, SPO2, czy ciśnienie atmosferyczne powietrza, ale jak trzeba to ocalą nam skórę, kiedy będziemy potrzebować pomocy na odludziu w górach. To samo tyczy się wytyczania tras na mapach – sam z Epixem 2-gen. szedłem w takim śniegu i tak wąską ścieżką w górach, że gdyby nie zegarek, to kompletnie nie wiedziałbym którędy iść. A odkrycie możliwości latarki oraz skorzystanie z niej, kiedy w górach zapadł zmrok było prawdziwym wsparciem przy powrocie do schroniska po całym dniu marszu.
I to chyba tyle. Na więcej przyjdzie czas, kiedy już odczekam swoje w kolejce do testów i będę mógł sprawdzić ten sprzęt w terenie. Jeśli udało Ci się dotrzeć do tego miejsca, to z góry serdecznie dziękuję za poświęcony czas na lekturę. Jeśli chcesz podzielić się swoją opinią i przemyśleniami o Fenixach 9, to napisz do mnie na adres: czytelnicy.90sekund@gmail.com.
Źródło tekstu i zdjęcia: Materiały prasowe Garmin
