Close Menu
    Facebook X (Twitter) Instagram
    90sekund.pl
    • HOME
    • WIDEO 90SEK
    • RECENZJE SPRZĘTU
    • WEARABLE TECH
    • SMART HOME&CITIES
    • FOTO
      Featured

      Fotograficzny pojedynek mistrzów klasy średniej! Honor 8 kontra Samsung Galaxy A5 (2017)!

      By 3 kwietnia, 201712
      Recent

      Najlepsze, co mogło spotkać zdjęcia to Google Photos, czyli Zdjęcia Google!

      8 maja, 2018

      Sony, co Ty do diaska robisz?!?! Oto Xperia XZ2 z 4K HDR i podwójnym aparatem. Oficjalnie!

      16 kwietnia, 2018

      Test, recenzja, opinia – Motorola Moto Mods kamera 360 do Moto Z – oto, jak objąć świat jednym spojrzeniem!

      21 lutego, 2018
    • PODCAST
    90sekund.pl
    You are at:Home»Garmin»Recenzja Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire – wióry nadal lecą
    Garmin

    Recenzja Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire – wióry nadal lecą

    Michał BrożyńskiBy Michał Brożyński6 lipca, 2026Updated:6 lipca, 2026Brak komentarzy50 Mins Read
    Facebook Twitter Pinterest LinkedIn Tumblr Email
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - 90sekund.pl

    Słowem wstępu

    Zanim na dobre rozpiszę się o zegarku Garmin Fenix 8 51 mm MIP z ładowaniem solarnym, to najpierw kilka refleksji, które stworzą nam odpowiednie tło. Kiedy po premierze przeczytałem specyfikację Fenixa 7, to pomyślałem, że moja „szóstka pro” nie jest zagrożona. Kiedy model ten wylądował na moim nadgarstku zrozumiałem, jak wielka jest przepaść pomiędzy Fenixem 6X Pro, a nową „siódemką”, która szczególnie zachwycała w wariancie Pro (debiutując nieco później). Na papierze zmian nie było wiele, ale w praktyce pojawiło się dużo nowości, jak m.in. możliwość pomiaru EKG, lepszy czujnik tętna, podrasowane oprogramowanie, które wprowadziło Poranny Raport, a z nim wiele istotnych wskazówek bazujących na mojej aktywności plus – oczywiście – kapitalna latarka, która jest prawdziwym (chociaż przez konkurencję nie za bardzo jeszcze odkrytym) gamechangerem.

    Kiedy debiutował Fenix 8 myślałem, że największą zmianą jest wejście przez Garmina do świata ekranów AMOLED w zegarkach, do których ten wyświetlacz zupełnie nie pasował w sensie charakteru Fenixów – multisportowych kombajnów dedykowanych zadaniom specjalnym. Ale wcześniej Epix 2 przetarł szlak (TU masz jego recenzję – również wideo) i okazało się, że Fenix naprawdę nieźle odnajduje się w tej rzeczywistości. Nawet pod względem pracy na jednym ładowaniu baterii. Co więcej – sam ekran to nie wszystko. W pakiecie dostaliśmy naprawdę dużo usprawnień, w tym jeszcze bogatsze raporty, nieustające aktualizacje (uznawane przez część społeczności za wadę), bardzo dużo nowości w stylu mikrofonu, głośnika, rejestracji notatek, czy opcji nurkowania oraz wyraźnie poprawiony interfejs coraz bardziej kompatybilny z dotykową nawigacją po systemie (chociaż do ideału wiele brakuje).

    Piszę o tym, bo można zadawać sobie pytania – czy faktycznie te Fenixy są takie super? Czy „ósemka” jest rzeczywiście warta przesiadki? A jeśli tak, to czy mój model nadaje się już do wymiany? Czy różnice pomiędzy kolejnymi wariantami są aż tak istotne? I od razu na te pytania odpowiem – w kolejności: tak, tak, tak, tak. Ale żeby nie było za prosto wymaga to pewnych dopowiedzeń. Bo w istocie – wszystkie Fenixy są nie do podrobienia. Co więcej Fenix 8 udowadnia, że Garmin wciąż potrafi dokładać do pieca, a ta lokomotywa pędzi aż miło. To zegarki rewelacyjne i godne przesiadki, ALE… kiedy wskakujemy na nie z modeli zdecydowanie starszych. Bo ten producent dba o swoje produkty. Wciąż je aktualizuje, a nawet starsze warianty otrzymują wiele z nowości. Sam sprzęt jest solidny i niezawodny. To buduje poczucie zaufania do marki i nawet jeśli płaci się za to zaufanie wysoką cenę, to otrzymuje się w zamian prawdziwą wierność. Coś, jak z Apple i jego iPhone’ami, tyle że w świecie inteligentnych zegarków sportowych.

    Akurat moja recenzja powstaje już po blisko dwóch latach od premiery Fenixa 8, zatem testowany przeze mnie model ma dawno za sobą wszelkie wady wieku dziecięcego. To kompletny, dopieszczony i doszlifowany produkt, który niebawem doczeka się swojego następcy z kolejnym numerkiem w nazwie. Wyraźnie też staniał wraz z upływem czasu, chociaż jasno trzeba przyznać, że Fenix 8 do najtańszych nadal nie należy. Zresztą i o tym w tej recenzji trochę będzie, ale nieco niżej.

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire – 90sekund.pl

    Wzornictwo i wykonanie zegarka Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire

    Garmin od wielu, wielu lat jedzie na jednej i tej samej konstrukcji. Wszystkie jego topowe zegarki, czyli serie Fenix, Tactix, Epix, Enduro, Quatix, Descent, a nawet prestiżowe MARQ – wyglądają niemal identycznie. To znaczy bazują na tej samej konstrukcji. Różnią je detale, w tym kolorystyczne. Na pewno jednak widać, że Fenixy 8 posiadają od wcześniejszych modeli cieńsze ramki, które optycznie bardziej ugrzeczniają całą serię i jest ona milsza dla oka. Ponadto pojawia się osłonka na czujniki, bowiem ósemki są teraz zegarkami, z którymi można nurkować i w zależności od wersji mają swój kolor, a akcent ten pozwala wprawnemu oku rozróżnić poszczególne warianty.

    Kolejną kluczową zmianą, którą wymusza nurkowanie jest zastosowanie przycisków indukcyjnych, które są… cóż – wolałem klasyczne, mechaniczne. Po prostu – pomimo progresu – interfejs nadal tylko częściowo dobrze obsługuje się dotykiem, a ja i tak cenię sobie ponad dotyk nawigację przyciskami. Jestem aktywny cały rok i możliwość korzystania z zegarka w zimne dni w rękawiczkach wszystkimi pięcioma przyciskami, jest dla mnie ogromną wygodą i bardzo, bardzo doceniam, że przez lata Garmin doprowadził poruszanie się po systemie w ten sposób do perfekcji. Jasne – mapy to jest coś, czego nie da się wygodnie obsługiwać przyciskami i tam rzeczywiście wybieram palec. Co więcej – zegarek pozwala korzystać wszędzie z przycisków, ale można go ustawić tak, aby podczas używania map aktywował się dotyk ekranu. Poza tym wyjątkiem – mimo wszystko – wolę bardziej analogowe poruszanie się po interfejsie. Można to zrozumieć przekonując się tylko na własnej skórze ;).

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - Widok na przyciski - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire – Widok na przyciski – 90sekund.pl

    Na pewno o tych indukcyjnych przyciskach trzeba napisać, że należy się do nich trochę przyzwyczaić. Pracują na granicy czegoś miękkiego i zarazem sztywnego. Jakby wewnątrz była wata…(?) Tak, tak… trudno to opisać i po prostu trzeba do tego przywyknąć. Jak wspomniałem nie jestem ich entuzjastą – tzn. tego, jak się zachowują podczas „naciskania” – ale mimo wszystko wolę je od mazania placem po małym wyświetlaczu. Tym bardziej, że istotna przewaga fizycznych przycisków pojawia się podczas dynamicznych aktywności, kiedy właściwie bez patrzenia na ekran możemy przełączać określone funkcje, które znamy na pamięć.

    Kluczową zmianą konstrukcyjną jest wspomniane wyżej nurkowanie do 40 m, które Fenix 8 potrafi rozpoznawać automatycznie oraz wyposażenie tego modelu w 3-osiowy kompas nurkowy z regulacją kursu kompasowego (m.in. szybka zmiana na 90P, 90L lub odwrotny). Niestety nie miałem jak przetestować tej aktywności, ale na pewno nie trzeba martwić się o zamoczenie tego modelu, czy intensywne pływanie. Można z nim planować nurkowania (podstawowy limit bezdekompresyjny i planowanie mieszanek), zegarek rejestruje tempo zanurzania i wynurzania oraz informuje ile czasu zostało do możliwości odbycia lotu samolotem, jeśli zbliża się koniec naszego urlopu, podczas którego nurkowaliśmy, i lada dzień będziemy wracać.

    Wisienką na torcie jeśli chodzi o konstrukcję jest latarka (jest tak dobra, że dużo niżej poświęciłem jej całą większą sekcję), która została umieszczona na boku powyżej zaczepu pasków i korzystać z niej można również pod wodą. I tak – tutaj fizyczne przyciski sprawdzają się niezawodnie. Zresztą właśnie z uwagi na funkcje nurkowe zostały zmienione na indukcyjne, aby na dużych głębokościach nie doszło w tych miejscach do rozszczelnienia zegarka.

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - Widok na przyciski - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire – Widok na przyciski – 90sekund.pl

    Wariant Fenixa 8 Solar, który testowałem posiadał kopertę 51 mm oraz tytanową ramkę (nosiła sporo śladów użytkowania. Dużo wyraźnych i widocznych rys) oraz metalową tylną pokrywę. Testowany wariant ważył 95 gramów z sylikonowym paskiem. Model ten posiadał wyrazisty jasnozielony, bijący w oczy akcent przy przycisku włączania, w tym samym kolorze maskownicę/osłonkę na czujniki oraz charakterystyczny żółtawo-zielony pasek. Sama obudowa to polimer wzmocniony włóknem szklanym. Na spodzie oprócz czujnika tętna znajduje się też gniazdo ładowania od Garmina. Trudno tutaj nie ponarzekać na brak ładowania bezprzewodowego oraz fakt, że port USB typu C sprawdziłby się znacznie bardziej niż dedykowane złącze, przy którym dodawany przez producenta przewód potrafi od czasu do czasu lekko się luzować i musiałem upewniać się, czy ładowanie się odbywa. Może przyjdzie czas na sensowną zmianę w kolejnej edycji?

    Oprócz wariantu 51 mm jest też w sprzedaży mniejsza konstrukcja Fenixa 8 Solar z kopertą 47 mm (nie licząc jeszcze mniejszych wersji z ekranem AMOLED) ważąca 80 g. Chociaż jestem przyzwyczajony do tak dużej wersji zegarków Garmina, bo sam posiadam od wielu już lat Fenixa 6X Pro właśnie w wersji 51 mm, to jednak były momenty, że czułem zmęczenie nadgarstka w F8. Zdarzało się więc, że chociaż rzadko, to jednak sporadycznie zdejmowałem Fenixa 8, aby ręka trochę odpoczęła. Jeśli nie mamy zbyt okazałych nadgarstków warto rozważyć mniejszy i zarazem lżejszy wariant. Niemniej – jest to kawał porządnie wykonanego sprzętu. Znosi dzielnie wszelkie warunki atmosferyczne, nie boi się wody, błota, słońca, mrozu. Przyzwyczaiłem się już do komfortu korzystania z Fenixów i ten model również mnie nie zawiódł. Doceniam też dopracowane do perfekcji wzornictwo i wykonanie, które oparte na tej samej konstrukcji zdążyło przez lata dojrzeć i gwarantuje solidność i wytrzymałość, o czym wspominałem już wyżej.

    Jeśli wolimy lżejsze propozycje, to w ofercie producenta są bardzo podobnie wyposażone zegarki z serii Forerunner i aktualny na dzień pisania tego tekstu np. Forerunner 970, który waży 56 gramów (a więc niemal dwukrotnie mniej niż Fenix 8 51 mm) i posiada węższy pasek 22 mm (w F8 mamy 26 mm). Niestety biegowa seria Forerunner nie występuje w wersji z wbudowaną baterią solarną, a więc na pewno nie zaoferuje takich dobrych czasów pracy na jednym ładowaniu (jeśli ktoś tęskni do Forerunnera 955 z baterią solarną, to tu macie recenzję pisaną i wideo). Ale jeśli czytasz akurat tę recenzję, to zakładam, że dobrze wiesz, jakiego produktu szukasz i takie kompromisy Cię nie interesują. Mnie zresztą też nie (chociaż wspomniany Fr955 Solar był naprawdę super).

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - Widok na spód, w tym czujnik tętna i gniazdo ładowania - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire – Widok na spód, w tym czujnik tętna i gniazdo ładowania – 90sekund.pl

    Wyświetlacz w Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire

    Płynnie przejdźmy zatem do zastosowanego ekranu w Fenixie 51 mm Solar Sapphire. Nie da się ukryć, że mamy tutaj dużą zmianę w podejściu do tematu przez Garmina, bowiem aktualny Fenix w wariancie z soczewką solarną, która potrafi doładowywać baterię zegarka podczas aktywności na zewnątrz w słoneczne dni, występuje tak naprawdę w ograniczonych wersjach kolorystycznych. Mamy więc oprócz dwóch rozmiarów – 51 mm i 47 mm – również (tylko) dwa warianty barwowe wykończenia tych produktów. Jest więc wspomniany wściekły zielono-żółty z jasną ramką (Amp yellow / Graphite) oraz klasyczny czarny z ramką w takimż kolorze (Pebble grey). I gdybym miał kupić któryś z nich, to postawiłbym na drugą opcję, która nie rzuca się tak bardzo w oczy.

    Jasne jest więc, że nie mamy tutaj zbyt dużego wyboru w porównaniu do wersji i opcji z ekranami AMOLED. Ale też AMOLED-owe Fenixy 8 nie otrzymały solarnej soczewki. Trudno również nie zauważyć, że zegarki te stały się mocno rozpoznawalne także poza wąskim gronem zaawansowanych amatorów i profesjonalnych sportowców, dzięki czemu cała seria znacznie się spopularyzowała. Do tego stopnia, że na największych rywali Garmina w tym segmencie nie wyrastają już np. Polar, czy Suunto, ale Apple i Samsung. A przecież to nie jedyni producenci, którzy ambitnie gonią Fenixy. Trudno nie wspomnieć o zbierającej dobre recenzje serii T-Rex od Amazfit, która wielokrotnie tańsza, też nie ma się czego wstydzić.

    Zostańmy jednak przy Fenixie 8 z ekranem MIP, czyli Memory-in-Pixel i przyjrzyjmy mu się bliżej. Taki wyświetlacz zbudowany jest z dwóch warstw – jedna (wierzchnia) LCD prezentująca kolorowy obraz – oraz znajdująca się pod nią (tzw. backlight) – odbijająca światło w podobny sposób, jak to ma miejsce w czytnikach ebooków (np. Kindle) z ekranami typu e-ink. Piksele w ekranie MIP są tak skonstruowane, żeby poprzez wbudowaną małą komórkę pamięci SRAM prezentować obraz bez konieczności ciągłego poboru energii. Ta jest wykorzystywana dopiero, kiedy na ekranie zmieniają się wartości, np. godzina, czy trasa na mapie. Oznacza to, że tak naprawdę panele te nie potrzebują wiele energii do działania. Korzystają z niej dopiero, kiedy coś się na naszym ekranie w zegarku dzieje. Daje nam to piękne czasy na jednym ładowaniu baterii, a przy okazji bardzo dobrą widoczność w słoneczne dni.

    Oczywiście nie ma nic za darmo. Ekrany MIP nie wyglądają zbyt atrakcyjnie. Chociaż prezentują kolorowy obraz, to jest on wyprany z barw, o niskim kontraście i bez szałowych kątów widzenia. Kiedy położymy go obok dowolnego smartwatcha z panelem AMOLED, to różnica jest drastyczna. Piękna, nasączona paleta barw robi oszałamiające wrażenie i zdecydowanie zachęca do wyboru pięknego i nasyconego wariantu. Ale i ta róża posiada kolce. Ekrany AMOLED przy ciągłej ekspozycji stałego obrazu potrafią „wypalać” piksele (po wyłączeniu ekranu zostają widoczne na stałe jasne przebarwienia, które jak echo pokazują to, co było prezentowane najczęściej, czyli np. określoną tarczę). Stąd rekomenduje się wyłączanie ekranu typu AMOLED lub włączanie na nim wygaszacza ekranu (np. w smartfonach), aby uniknąć tego efektu. Ekran MIP może być cały czas aktywny w trybie Always-on-Display i nic mu nie grozi.

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire – 90sekund.pl

    Z uwagi na ograniczone możliwości umieszczenia soczewki solarnej wokół ekranu, to mniej prądożerny panel MIP pozwala lepiej gospodarować energią i Fenix 8 z takim ekranem potrafi na tyle doładowywać solara, aby ten realnie mógł wspomóc nasze ogniwo wydłużając pracę zegarka, kiedy spędzamy czas na świeżym powietrzu w słoneczne dni. Nawet, jeśli jest ich niewiele, to efektywność takiego ładowania jest na tyle skuteczna, że można odczuć w miesiącach wiosennoletnich (a nawet przy sprzyjających warunkach w naszej szerokości geograficznej również wczesnojesiennych) realne wydłużenie pracy zegarka (szerzej o tym piszę kilka akapitów niżej).

    Zwracam na to uwagę dlatego, bo jednak seria Fenix to zegarki multisportowe. Prawdziwego ducha pokazują dopiero w terenie, kiedy zabierasz je na wyprawy górskie, wycieczki po szlakach, czy długie wypady rowerowe po bezdrożach, gdzie liczy się każdy procent baterii, tak żeby można było przebiec górski ultra-wyścig, czy spędzić w terenie od kilku do kilkunastu dni bez strachu o baterię, ale przy jednoczesnym ciągłym kontrolowaniu trasy, aktualnego statusu treningu, czy innych danych, które można na ekranach Fenixów wyświetlać, jak chociażby czas do zachodu słońca.

    Na koniec tej sekcji muszę wspomnieć o rzeczy, która mnie zaskoczyła. Zastosowano tutaj szkiełko power sapphire. Jak się pewnie domyślacie – nie jest to czysty szafir, ale odpowiednio zmodyfikowany, aby przepuszczał promienie słoneczne podczas ładowania solarnego. Z dużym zaskoczeniem przyjąłem, że zegarek dojechał do moich testów dość mocno porysowany na tym szkle (widać to na wielu zdjęciach w tej recenzji). Nie umiem tego wyjaśnić, ale odnotowuję, że sytuacja ta nie powinna mieć miejsca i naprawdę mocno zastanawiam się, kto go tak urządził…?

    Bateria, ładowanie przewodowe i ładowanie solarne w Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire

    Jak to zatem jest z tą osławioną baterią w praktyce? Naprawdę świetnie! Ogniwo w Fenixie 8 51 mm MIP Solar sprawdza się rewelacyjnie. Podczas treningów typu Chód (włączałem w mieście prawie codziennie) w ciągu 55 minut i przebytych w tym czasie 6 km ubywało zaledwie 2 proc. energii. Kolejny trening Wędrówka, podczas której przeszliśmy 18,81 km ze Strzechy Akademickiej przez Luci Boudę, boudę Bile Labe, Schronisko Odrodzenie i Słoneczniki, by finalnie ponownie wylądować w Strzesze Akademickiej – zeszło z baterii w 6 h i 7 min. równe 11 proc. Na tę wyprawę zabrałem również Fenixa 6X Pro i z mojego zegarka ubyło na tej trasie 17 proc. baterii, a więc 6 proc. więcej (aczkolwiek weźcie pod uwagę, że mój model jest w użytku od 5 lat).

    Podczas innego pobytu w górach – tym razy w Tatrach – w czasie Wędrówki z Morskiego Oka przez Rusinową Polanę i Wiktorówki do Małego Cichego zeszło mi równe 7 proc. z baterii. W czasie 3 h i 32 min. zrobiłem 15,22 km. Tutaj teren był jednak znacznie bardziej wymagający niż na trasie opisanej w Karkonoszach, a góry dużo wyższe i gęsto zalesione wysokimi drzewami. Jak widać – przykłady te pokazują, że można mieć 15 proc. na baterii w Fenixie 8 i bez problemu zrobić trasę około 20-kilometrową w górach. Dla typowego smartwatcha wyniki nieosiągalne.

    No dobrze, a jak z bieganiem? W mieście podczas treningu trwającego 30 minut na trasie 5 km z baterii uciekał zaledwie… 1 proc. energii! I to przy najdokładniejszym rejestrowaniu aktywności co sekundę i najwyższej wielopasmowej dokładności satelitarnej (swoją drogą wcześniejsze treningi opisane wyżej też były tak rejestrowane – żadnych kompromisów). Po prostu bajka.

    Sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy włączymy latarkę. Sprawdziłem, jak to wygląda, kiedy wieczór zastał nas na szlaku w Karkonoszach. Do celu została nam jeszcze godzina, a zapadł już zmrok. Latarka na maksymalnej wydajności z aktywnym treningiem Wędrówka zużyła aż 28 proc. baterii. Jeśli zatem w godzinę uciekło blisko 30 proc. z włączonym rejestrowaniem aktywności z dokładnym GPS-em, to można założyć, że świecenia przy pełnym ogniwie zostaje nam na jakieś 3 h – 3,5 h. Ale umówmy się, raczej włączymy ją wtedy, kiedy ja to zrobiłem – wędrówka zbliżała się do końca, została jeszcze godzina do celu i wtedy użyłem latarki, bo po prostu zapadł zmrok, który w górach oznacza totalną ciemność. Aktywowałem ją przy stanie baterii na poziomie 63 proc. A zatem jeśli przewidujecie, że wyprawa zajmie wam cały dzień i możecie potrzebować latarki, to dobrze startować z naładowanym do pełna Fenixem 8, bo zapas energii może przydać się na ostatnim odcinku.

    Z ciekawości sprawdziłem też, ile energii ubędzie podczas korzystania z latarki na najniższym (najsłabszym) poziomie świecenia. W takiej sytuacji przez godzinę zeszło 12 proc. Ale nie był wtedy aktywny żaden trening. Ten najmniejszy poziom nie jest jakiś superwydajny „świeceniowo” i sprawdzi się w specyficznych okolicznościach i rzadko się po niego sięga, ale uznałem, że warto ten fakt tutaj odnotować. W górach, w absolutnych ciemnościach nawet najmniejsze źródło światła jest po prostu przydatne.

    Jak zatem sprawuje się bateria w zegarku Fenix 8 51 mm MIP Solar? Zasadniczo z godzinnym porannym marszem/chodem i ok. 7-10 km na rowerze ucieka w dobę jakieś 8 proc. z baterii. W zależności od korzystania może to być nawet i 10 proc. Ale ja u siebie zauważyłem, że przy moich aktywnościach jedno ładowanie pozwalało zapomnieć o ładowarce przez ok. 10-12 dni. Oczywiście monitorowałem z zegarkiem sen, odbierałem wszystkie powiadomienia z telefonu, sporadycznie przez Fenixa 8 rozmawiałem telefonicznie, czy odpowiadałem zdefiniowanymi komunikatami na przychodzące wiadomości, zaglądałem do kalendarza itp.

    Pewnie w tym momencie zastanawiasz się, jak to jest, że inni testerzy deklarują nawet kilka tygodni pracy na jednym ładowaniu baterii w Fenixie 8? I tutaj chyba najlepszą odpowiedzią będzie – to zależy… Bo jeśli np. włączysz tryb samolotowy, czyli łączność telefonu z zegarkiem zostaje zerwana, ale Fenix 8 wszystko rejestruje, tyle że nie masz powiadomień czy połączeń lub aktualizowanych niektórych danych, jak pogodowych – to już spada zużycie baterii. Tak samo jeśli wyłączysz jakiekolwiek podświetlenie ekranu (w wersji z ekranem MIP Fenixa 8 nie da się wyłączyć całkowicie tarczy – funkcja Always-On-Display jest bez przerwy włączona), albo włączysz inteligentne zarządzanie łączem satelitarnym i inteligentne rejestrowanie treningu (czyli nie superdokładne co sekundę, ale rzadsze zależne od warunków i typu aktywności).

    Natomiast ja testując sprzęt nie bawię się w ceregiele. Skoro Garmin daje, to ja biorę i nie waham się używać zgodnie z przeznaczeniem ;). Osobna sprawa, że niektóre osoby wcale nie trenują regularnie i to też weźcie pod uwagę. Stąd potem chwalą się czasami pracy nierealnymi do uzyskania w normalnych warunkach. Moje są czasami realnymi. Może kiedyś – jak będę miał jeszcze okazję – sprawdzę te tryby inteligentne i wtedy podzielę się wrażeniami z korzystania z takiego sprzętu w mniej obciążający sposób chociażby przez dwa lub trzy cykle ładowania. Z moich obserwacji wynika jednak, że trzy tygodnie na jednym ładowaniu baterii (i dłużej) to wyniki nieosiągalne dla kogoś, kto po prostu się rusza.

    Za to na zdecydowaną zmianę zasługuje czas ładowania baterii w Fenixie 8, chociaż pisząc to jestem dość ostrożny. Ogniwa (paradoksalnie) najmocniej dostają w kość właśnie podczas podłączania ich do prądu. Bardzo lubiane dziś i często podnoszone w recenzjach szybkie ładowanie, którego brakuje w F8, w rzeczywistości znacznie obciąża baterie i po pewnym czasie wpływa na ich czas pracy, który wyraźnie się skraca. Wielokrotnie już o tym wspominałem we wcześniejszych materiałach dot. tych zegarków w latach ubiegłych, czyli że jestem w stanie zaakceptować stosunkowo wolny czas ładowania Fenixów wynoszący około 2,5 h (bo i Fenix 8 tyle czasu potrzebuje od zera do stu proc.), ale wiem, że czytając ten tekst możesz mieć wątpliwości, czy oby nie przesadzam ze swoją pobłażliwością w tym aspekcie. Aby to uzasadnić przedstawię teraz dwa argumenty.

    Pierwszy argument jest taki, że raz na te niecałe 2 tygodnie mogę poświęcić 2,5 h na naładowanie zegarka. Przecież nie muszę go na tak długi czas odkładać do ładowania każdego dnia lub co drugi dzień, jak ma to miejsce w przypadku większości smartwatchy. A to robi zasadniczą różnicę, bo ubytek energii nie jest tak odczuwalny. Mój tryb działania wygląda w ten sposób, że zegarek jest cały czas połączony z telefonem, wchodzą nań wszystkie powiadomienia, które w pierwszej kolejności właśnie na nadgarstku obsługuję. Prawie codziennie trenuję, ekran jest u mnie zawsze włączony, aktywna jest całodobowa rejestracja tętna, a saturacja podczas snu lub na żądanie.

    A jak już przy śnie jesteśmy – tak, śpię z Fenixem 8, zatem mam też monitoring tego, jak przebiegła noc, otrzymuję Poranny i Wieczorny Raport z licznymi wskazówkami, które (prawie) zawsze czytam i przeklikuję. Wszystkie aktywności są u mnie realizowane z aktywnym GPS-em – tym najdokładniejszym (Satelity: Wszystkie + Wielopasmowe) oraz aktywną najdokładniejszą rejestracją treningu co sekundę (do ustawienia w ustawieniach systemowych – sekcja Zaawansowane). Prywatnie tak szczegółowych danych nie potrzebuję, ale skoro ten sprzęt to wszystko w sobie ma, zbiera i mierzy, to dlaczego na potrzeby testu i recenzji tego nie sprawdzić (jak już trzy akapity wyżej wspominałem)? No i okazuje się, że jadę na niemal maksymalnych ustawieniach blisko 2 tygodnie! Czy w tej perspektywie te 2,5 h przeznaczone na ładowanie raz na 10-12 dni to aż tak dużo?

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire – 90sekund.pl

    Drugi argument, który chcę tutaj podjąć to koszty. Tak, będzie o pieniądzach. Skoro Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire kosztuje na dzień pisania tego tekstu (początek lipca 2026 r.) na stronie producenta 4 299 zł brutto, to zakładam, że dla zdecydowanej większości z nas nie są to małe pieniądze. W tej cenie można mieć niezły low-endowy laptop gamingowy z Windowsem lub atrakcyjnego Macbooka Air od Apple z procesorem M4. Oznacza to więc, że jeśli kupujemy taki zegarek, to jest to zakup poważny i nie błahy. Idąc tym tropem jasne staje się, że to zakup na lata. Taki, jaki ja poczyniłem z moim Fenixem 6X Pro, którego posiadam już 5 lat. Poza tym, że moja „szóstka” spadła z czasem pracy na baterii z 10 do 7 dni na jednym ładowaniu, to nie mam z nią absolutnie żadnych problemów. Trochę żałuję, że nie zdecydowałem się na wersję z soczewką solarną, ale dokładnie pamiętam, że musiałbym do niej dołożyć w tamtym czasie równy 1 000 zł.

    Po poznańsku przyoszczędziłem i zostałem ze szkłem Gorilla Glass. Po latach widzę, że szkiełko to nie zdało egzaminu. Jest mocno porysowane, a nawet zarobiło wyraźny odprysk, który pojawił się podczas trenowania w górach. Jakieś 2-3 lata temu upadłem na zmrożony śnieg i nieźle przejechałem po jego krawędzi frontem zegarka. Obudowa F6X Pro jest także solidnie pokiereszowana. Ale przebiegłem z tym zegarkiem tysiące kilometrów, zrobiłem z nim kolejne tysiące kilometrów rowerem, setki kilometrów przeszedłem w górach i wykonałem niezliczoną ilość innych, pomniejszych aktywności. Jedyną rzeczą, którą w nim wymieniłem to po 4,5 roku sylikonowy pasek, bo naderwałem go przy zapince i nie dało się tego naprawić. A na dodatek producent też nie pozwala mi o sobie zapomnieć serwując od czasu do czasu pomniejsze aktualizacje dedykowane również temu staruszkowi.

    Wniosek dla mnie jest taki, że dziś absolutnie nikt nie namówi mnie na przesiadkę na jakiegokolwiek dowolnego typowego smartwatcha dostępnego obecnie na rynku (myślę tu np. o Apple Watchu Ultra lub Samsungu Galaxy Watch Ultra itp.). Nawet, gdybym takiego otrzymał za darmo w najlepszej wersji. Przetestuję – owszem. Napiszę recenzję – czemu nie. Potrenuję – z przyjemnością. Materiał, który powstanie w formie recenzji będzie rzetelny i ciekawy, a przy okazji jestem pewien, że znajdą się osoby, którym będę w stanie te smartwatche z czystym sumieniem zarekomendować. Ale moim kolejnym wyborem będzie na 1 000 proc. albo któryś Fenix albo któryś Enduro od Garmina.

    Wybaczcie, trochę się rozpisałem i pewnie zapachniało fanbojstwem, a przy tym drugim argumencie dot. ładowania baterii w Fenixie 8 chciałem jedynie zauważyć, że skoro kupuję zegarek na lata i to za niemałe pieniądze, to jednak jest to inwestycja, której szybkie ładowanie by nie służyło. Oznacza to, że jestem gotów ładować mój zegarek 2-2,5 h raz na około 2 tyg., bo zależy mi na jego efektywności przez lata, a nie przez kilka-, czy kilkanaście miesięcy.

    Mogę jednak zrozumieć te osoby, które zmieniają takie zegarki częściej i po prostu dla nich taki argument nic nie znaczy. Przyznam wam jednak, że ludzie, których znam, a którzy naprawdę uprawiają jakiś sport i robią to z zaangażowaniem, rzadko bywają w kwestii zegarków sportowych gadżeciarzami, którzy zmieniają model za modelem. Znam osobiście co najmniej 3-4 osoby, które posiadają Fenixa 6, biegają maratony w Polsce i za granicą i nie widzą powodów do zmiany. Od niedawna mamy też kolegę w pracy (serdecznie pozdrawiam Cię Przemo!), który zrobił już koronę polskich półmaratonów i aktualnie jedzie z półmaratonami w Wielkopolsce na… Suunto Ambit 3 (sic!) z września 2014 roku! Tak, tak – na starusieńkim sportowym zegarku Suunto. Bez fajerwerków, bajerów i wodotrysków. Widać więc, co się dla kogo liczy. Z drugiej strony – jeśli zmieniasz zegarki co roku, co dwa lata, to sądzę, że seria Fenix nie jest dla ciebie. Naprawdę bez urazy – po prostu myślę, że nie tego szukasz w sprzęcie.

    Oczywiście nie ukrywam, że mi osobiście jest najtrudniej, bo mając w testach kolejne warianty Fenixów, czy Enduro widzę, że jednak takich powodów do zmiany jest coraz więcej. Rodzące się co jakiś czas następne wersje przynoszą nowości i usprawnienia. I nie tylko o to chodzi, że pojawia się nadgarstkowy pomiar EKG, czy latarka, ale wyraźnie odczuwalnemu usprawnieniu uległa szybkość łapania sygnału GPS oraz dokładność w pomiarze przebytego w czasie treningu dystansu. Szybciej działa też interfejs, który jest coraz sukcesywniej przemodelowywany pod obsługę palcem. To samo tyczy się szybkości działania map i wygody ich obsługi dotykiem. W teorii nic wielkiego, ale w praktyce powrót do poczciwej „szóstki” (która np. nie nadąża z doładowywaniem mapy podczas szybkiej jazdy rowerem) jest przeze mnie odczuwalny na każdym kroku. A to tylko kilka, dosłownie kilka zmian widocznych gołym okiem. Ale istotne jest, że to co fundamentalne w tym sprzęcie (patrząc na przywołanego tutaj tyle razy Fenixa 6X Pro), a co skłoniło te osoby (w tym i mnie) przed laty do zakupu Fenixa 6, jest niezmienialne. Nie zdezaktualizował się tzw. „core”. Ten sprzęt jest wciąż żywy, mocny i zegarek ten robi to, do czego został stworzony. Tyle, że już bez tych nowości, które naturalnie przyszły z czasem.

    Po prostu Fenixy to specyficzne zegarki multisportowe. Zatem w mojej opinii nie wszystko, co cenimy u konkurencji przy decydowaniu się właśnie na Garmina musi mieć to samo uzasadnienie, gdzie indziej. Zatem jeśli komuś przeszkadza wolne ładowanie, to moje argumenty uważam za zasadne, by jednak spróbować zmienić optykę w tej sprawie lub… poszukać czegoś bardziej dla siebie u innych producentów.

    W każdym razie – skoro jesteśmy w sekcji o baterii w Fenixie 8 (a wy nie daliście się jeszcze zmęczyć) – chciałbym dołożyć cegiełkę na temat ładowania solarnego. Tak naprawdę prawdziwie doładowywanie solarne zauważyłem dopiero w zegarkach Garmin Instinct 2X, Instinct 3 Solar, Enduro 3. W każdym z tych modeli ładowanie solarne jest mierzalne dosłownie niemal na naszych oczach. Odpowiednia ekspozycja na słońce pozwala już po kilkunastu minutach zauważyć, że powoli – ale jednak! – procent naładowania zaczyna rosnąć.

    Ku swemu zaskoczeniu nie mogę tego samego napisać o żadnym Fenixie, który w soczewkę solarną był wyposażony, a który przez moje ręce przeszedł. Prawdziwa zmiana nastąpiła wraz z recenzowanym tutaj Fenixem 8 MIP Solar 51 mm Sapphire. Ale mam jedną uwagę – ładowanie solarne jest stosunkowo wolne i nierówne. Kiedy testowałem tę funkcję, po intensywnym nasłonecznieniu przez 30 min. i 40 tys. luksogodzin, pojawił się 1 proc. więcej na baterii. Natomiast ani po kolejnych 30 min. ani też przez kolejną godzinę nie pojawił się żaden następny procent. I to pomimo pełnej ekspozycji na słońce, czego bardzo pilnowałem.

    Inne zegarki Garmina z solarem również potrafią się różnie doładowywać, np. 5 proc. w ciągu 1 h, a przez kolejną godzinę tylko 1-2 proc. pomimo permanentnego wystawienia na słońce. Ale w Fenixach ogólnie – w tym w Fenixie 8 – poziom doładowywania był dotychczas przeze mnie najmniej zauważalny. Niemniej był i na pewno obecność ładowania solarnego nie jest tutaj chwytem marketingowym. Zatem w terenie – doładowanie chociażby tych kilku procent – podczas wielodniowych wypraw może być kluczowe w najmniej spodziewanych momentach. A przecież o taką niezawodność i wsparcie tutaj chodzi.

    Żeby to jakoś zobrazować sprawdziłem to podczas słonecznej majówki. Rodzinna jazda rowerem z Poznania do urokliwego Puszczykowa wzdłuż Warty, częściowo zalesionym traktem, przy poruszaniu się prawie bez przerwy frontem do słońca oraz po 22 km w czasie ok. 2,5 h uciekło tylko 4 proc. z baterii. W drodze powrotnej, kiedy jechałem już sam i wybrałem szybszą trasę z dala od lasu, kiedy słońce miałem również przed sobą, podobny dystans przebyłem w nieco ponad godzinę i tutaj uciekło tylko 2 proc. z baterii.

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - widok na pasek zegarka i zapinkę - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire – widok na pasek zegarka i zapinkę – 90sekund.pl

    Latarka w Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire

    OK, dobrnęliśmy do zaanonsowanego na początku tej recenzji wątku dedykowanego latarce w Fenixie 8 :). Jeśli mieliście okazję poczytać moje wcześniejsze recenzje zegarków Garmina z latarką to wiecie, że jestem jej wielkim entuzjastą i rzeczywiście sprawuje się ona bardzo, bardzo dobrze. Jest to taka funkcja, o którą nikt nie prosił, ale kiedy już się pojawiła, to trudno wyobrazić sobie, że mogło się wcześniej bez takiej opcji w zegarku obejść.

    Latarka w Fenixie 8 świeci światłem białym lub czerwonym (nie jest to takie oczywiste, bo np. modele Garmin Tactix zamiast czerwonego oferują światło zielone). To drugie przydaje się w nocy, kiedy inni domownicy śpią i wstając na wyprawę lub zimowy poranny trening (nim wzejdzie słońce – u mnie to norma) poruszacie się po omacku np. po domu i nie chcecie nikogo obudzić. Światło białe jest za to na tyle silne i wyraźne, że spokojnie daje radę w całkowitych ciemnościach. Aktualnie mieszkam w lokalizacji, w której po powrocie z pracy przechodzę przez nieoświetlone podwórze. Takie samo jest też tylne wejście do kamienicy – dopiero na półpiętrze można włączyć światło na klatce schodowej. Korzystanie wtedy z latarki wbudowanej w Fenixa 8 jest niezastąpione.

    Ale scenariuszy użycia jest więcej – powrót po zachodzie słońca z nadmorskiej plaży przez las lub korzystanie z niej na biwaku to funkcjonalność nie do podrobienia. Nawet jeśli wysiądzie inne źródło światła, to zegarek zawsze jest na nadgarstku no i wygodniej się nim operuje niż trzymanym w jednej dłoni dużym smartfonem. Tutaj obydwie ręce mamy do dyspozycji. Jest to tak dobra funkcjonalność i tak często przeze mnie używana – stosowana zresztą w coraz większej liczbie zegarków Garmina – że kiedy przestaję testować takiego Fenixa i wracam do swojej „szóstki”, pierwsze co odczuwam po przesiadce to właśnie brak latarki.

    Oczywiście można z niej korzystać również w czasie zwykłych treningów. Sprawdzi się wszędzie tam, gdzie np. trenujecie przy drodze i istnieje ryzyko, że przejeżdżające auto was nie zauważy. Latarkę można wtedy włączyć tak, aby świeciła światłem błyskowym w określonym tempie (można aktywować różne scenariusze błysków). Sprawdzi się również w sytuacjach krytycznych, kiedy chcecie zasygnalizować w nocy waszą lokalizację ekipie ratunkowej – można wtedy włączyć funkcję stroboskopu, co łatwiej zauważyć w niesprzyjających warunkach terenowych. Ostatnia rzecz – myślę, że fajna jako tzw. pro tip – można też latarkę ustawić w taki sposób, aby podczas treningu świeciła światłem to białym – to czerwony w zależności od tego jak machamy rękami. Pod katem lepszej widoczności naprawdę super.

    Funkcje multisportowe w Garmin Fenix 8 51 mm Solar

    Z Fenixem 8 przede wszystkim chodziłem, wędrowałem po górach, jeździłem rowerem w dłuższe trasy i krótsze po mieście oraz… biegałem. Tutaj będzie telenowelowy wyciskacz łez oparty na faktach faktycznych, czyli historia prawdziwa… ;). Po 14 miesiącach (bez dwóch dni) wróciłem do biegania. W styczniu 2025 roku poślizgnąłem się na lodzie i złamałem nogę. Przeszedłem 3 operacje i byłem wyłączony z życia do połowy maja 2025 r. Przez wiele miesięcy musiałem leżeć z podniesioną nogą w jednej pozycji. Z osoby biegającej niemal codziennie, z limitem kroków 20 tys. dziennie, pracującej w biurze przy regulowanym biurku na stojąco, wszędzie poruszającej się pieszo lub rowerem, nagle stałem się osobą, której w oczach zanikały wypracowane przez lata mięśnie i dosłownie zostałem unieruchomiony (tak, tak – witamy w świecie po czterdziestce z poważną kontuzją na koncie…). Pamiątką na całe życie pozostała po tym wszystkim tytanowa płyta w mojej lewej nodze i sześć śrub (z pierwotnych ośmiu).

    Dziś po miesiącach rehabilitacji i aktywnego wracania małymi kroczkami do codziennej aktywności mogę napisać, że jest naprawdę nieźle, chociaż np. dużą niespodzianką są dla mnie słabsze kolana i chociaż do biegania wróciłem (kupiłem nawet na otarcie łez nowe buty biegowe z ulubionej serii), to po kilku treningach musiałem odpuścić właśnie z uwagi na kolana. Ale testy starałem się zrobić jak najsumienniej, aby recenzja, którą czytasz była maksymalnie prawdziwa i użyteczna. Piszę o tym, bo przez wiele, wiele miesięcy – kiedy to nie mogłem biegać – po prostu moją trasę biegową robiłem chodząc praktycznie codziennie, o tej samej porze, co wcześniej biegałem każdego ranka. Namiętnie więc wykorzystywałem trening „Chód”.

    Kiedy złamałem nogę towarzyszył mi Enduro 3. Nie potrafię nawet opisać, jak nie mogłem znieść obecności tego zegarka na moim nadgarstku. Nie dlatego, by był czemuś winien, ale motywujące mnie do tej pory liczne powiadomienia i rejestrowane dane, nagle się zatrzymały i zaczęły stopniowo spadać, a ja codziennie widziałem na ekranie zegarka niezrealizowane cele aktywnościowe… Do tego przytyłem prawie 10 kg… Płakałem szczerymi łzami… Na szczęście ten etap już za mną (udane odchudzanie w dużej mierze również, chociaż jeszcze nie jestem w swoim celu wagowym). Wiele na pewno przede mną, ale piszę o tym wszystkim, żeby nakreślić pewien obraz tego, że kiedy jest się aktywnym i nagle to wszystko zatrzymuje się w miejscu, to nawet najwspanialszy i najnowocześniejszy sprzęt potrafi stanowić obciążenie.

    To wszystko uczy prawdziwej pokory i paradoksalnie – naprawdę solidnie hartuje ducha, bo trzeba się z tego marazmu podnieść i wydobyć z niebytu. Poza tym dzięki takiemu doświadczeniu można odkryć także swój sportowy zegarek na nowo. Nigdy wcześniej nie używałem wspomnianego wyżej treningu „Chód”. Teraz był moim najlepszym przyjacielem, chociaż posiadanie Fenixa dla samego chodzenia mija się z celem. Z drugiej strony naprawdę ma się ochotę na więcej. Z pomocą przychodzą funkcje, o których dawno się zapomniało, czyli powrót do biegania oparty o marszobiegi. Fenix 8 doskonale się do tego nadaje. Pamiętam, jak blisko dwie dekady temu od marszobiegów zaczynałem w ogóle swoją przygodę z aktywnością. Wtedy wszystko przeliczałem w głowie, teraz robi to za mnie zegarek. Wystarczy wejść w ustawienia treningu „Bieg” i w sekcji „Alerty” wybrać odpowiednią pozycję, czyli „Marszobieg”. Ustawiasz w kolejnych krokach ile chcesz biec, a ile maszerować, a podczas treningu zegarek sam sygnalizuje kolejne zmiany.

    Zresztą w „Alertach” jest znacznie więcej funkcji do ustawienia. Możesz skonfigurować własne strefy tętna, co jest przydatne, kiedy biegasz, żeby nie forsować serca i dla wyrównania oddechu. Co więcej skonfigurujesz też bieg na czas, dystans lub tempo, a także sumę kalorii, którą w trakcie tego treningu chcesz spalić. Gdyby Ci było mało, to możesz wybrać sekcję „Własne” w „Alertach” i ustawić dedykowane alarmy, które wyświetlą się w określonych okolicznościach, np. przypomną o nawodnieniu („Napij się”) po zdefiniowanej przebiegniętej liczbie kilometrów lub po ustawionym wcześniej czasie. Podobnie można ustawić alert dotyczący jedzenia, czy powrotu z trasy.

    Na zdjęciu leżące na bokach smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire, a obok Garmin Forerunner 970 - 90sekund.pl
    Na zdjęciu leżące na bokach smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire, a obok Garmin Forerunner 970 – 90sekund.pl

    Z jednej strony są to funkcje bardzo podstawowe, kiedy rzeczywiście chcemy np. rozpocząć przygodę z trenowaniem (vide: marszobieg), a z drugiej pomocne, kiedy przytrafi się coś nieoczekiwanego i powrót do trenowania po miesiącach przymusowego leżenia bywa trudny (ponownie: marszobieg!). Ale przecież „Alerty” to nie wszystkie ustawienia w treningu „Bieg”. Warto odnotować, że kiedy wchodzimy w tą aktywność, to mamy do wyboru możliwość treningu na podstawie „Codziennej sugestii”, która na podstawie analizy historii naszych wcześniejszych aktywności, oceny jakości snu, zmienności tętna (HRV) itp. prognozuje w jakiej kondycji jesteśmy w danym dniu i proponuje pod te dane trening. Co więcej – mamy z tego miejsca dostęp również do prognozy, która przewiduje, jak powinniśmy trenować w najbliższych dniach oraz kiedy ma wypaść dzień odpoczynku. Tak – fajne.

    Ale prawdziwa zabawa zaczyna się, kiedy wejdziemy w ustawienie „Trening” (przypominam, że cały czas jesteśmy w aktywności „Bieg”). I znowu – skonfigurować możesz tutaj co ci się żywnie podoba: „Interwały” (z uwzględnieniem rozgrzewki), „Dystans i czas”, gdzie zegarek pozwala ustalić Ci własny cel, np. przebiec 5 km (wartość możesz dobrać sam_a) w określonym czasie, który też możesz sobie ustawić, albo… możesz skorzystać z prognozy, którą zegarek bierze z Twojego obecnego poziomu śledzenia i wytrenowania, albo… pozwala ci się odnieść do rekordu, który możesz chcieć pobić. Tak, super, super, super! Wreszcie sprzęt, który cię rozumie, zna i dopasowuje się do twojego rytmu. Skąd ten entuzjazm? Bo możesz dzięki temu rozwijać się na mniejszych i średnich dystansach oraz przygotowywać np. do półmaratonu lub maratonu (tak, takie ustawienie też można tutaj wybrać). Zegarek staje się więc kimś w rodzaju twojego naręcznego trenera.

    Oczywiście to nie koniec zabawy. W ustawieniach treningu „Bieg” w Fenixie 8 masz też dostęp do treningów bazujących na codziennych sugestiach oraz możesz stworzyć swoje własne korzystając z bezpłatnej bazy, do której masz dostęp z poziomi aplikacji mobilnej Garmin Connect. Możesz przebierać w nich do woli dopasowując do swoich możliwości albo celów (Garmin Run Coach). I są przemyślane, bo podczas ustawiania np. biegania, otrzymujesz również propozycje urozmaicenia o treningi siłowe (ale nie musisz ich wybierać), które są bardzo przydatne przy wzmacnianiu kondycji i poprawianiu wydolności. Następnie ustawiasz w jakie dni chcesz trenować oraz kiedy mają się odbyć dłuższe wybiegi i na koniec decydujesz na jak długi czas treningi mają zostać zaplanowane (8, 12, czy 16 tygodni).

    Zostanę jeszcze przez chwilę przy bieganiu. Fenixy są zegarkami bardzo zaawansowanymi, więc można je śmiało traktować, jak dobrych partnerów treningowych. Stąd kolejnym punktem, który pozwala na udaną przygodę z bieganiem są plany PacePro, które odpowiadają za stworzenie strategii utrzymania odpowiedniego tempa. I o ile nie ma z nim problemów na stosunkowo równych trasach, to już na podbiegach lub przewyższeniach zaczynają się schody. Tętno potrafi wystrzelić, a ogólne samopoczucie po treningu pogorszyć. Planowanie z PacePro sprawdza się też wtedy, gdy przygotowujesz się do zawodów. Każdy z nas trenuje najwięcej i najczęściej w terenie, który zna. A zawody odbywają się w różnych częściach kraju, Europy i świata. A to oznacza, że znając trasę wyścigu, do którego się szykujesz, możesz odpowiednio zaplanować treningi, by podbiegi nie wycisnęły cię przed czasem i ukończeniem trasy, jak cytryny.

    Przy planowaniu trasy z PacePro również ustawiasz albo tempo docelowe albo czas do celu, w jakim chcesz pobiec. Fajne jest również to, że zegarek obsługuje mapy, więc możesz dodać interesującą cię trasę w postaci wgranego własnoręcznie pliku GPX albo też zegarek Fenix 8 sam ją przeliczy oraz rozrysuje ją w najbliższej okolicy. Co więcej – dynamicznie będzie cię informować o czasach biegu na poszczególnych odcinkach, czyli kiedy musisz zwolnić, a kiedy przyspieszyć do określonego tempa, by finalnie otrzymać wynik, który sobie założyłeś, np. 5 km w ciągu 23 minut.

    Treningiem w bieganiu, po który czasami sięgam jest „Ścigaj się z własnymi wynikami”. Myślę, że nazwa mówi sama za siebie. Fajne jednak jest to, że wybierasz sobie, z którym treningiem ze swojej historii biegów na danej trasie chcesz się zmierzyć. Np. kiedy jestem po ponad rocznej przerwie w bieganiu wyraźnie widzę, że dobicie obecnie do moich najlepszych czasów stanowi solidne wyzwanie. Po wyborze treningu z historii Fenix na ekranie prezentuje, w którym miejscu byłem w tamtym czasie podczas biegu, a gdzie jestem dzisiaj. I bywa z tego ścigania się z samym sobą naprawdę przednia zabawa. Dziś naprawdę muszę się solidnie postarać, żeby dogonić samego siebie. Cóż, jeszcze mi się to nie udało…

    Trening biegowy jest wzbogacony również o opcję nawigowania do określonego kursu. Innymi słowy – wyjeżdżasz do innego miasta lub kraju, ale nie chcesz rezygnować z treningów. Planujesz wcześniej trasę (bo biegasz zwykle np. 10 km i taki sam dystans chcesz zrobić podczas wyjazdu) i w zupełnie nieznanej sobie dotychczas lokalizacji idziesz na trening. Zegarek korzystając z mapy prowadzi cię, jak po sznurku. Korzystałem z tego w wielu wcześniejszych modelach. W lokalizacjach bardziej miejskich lub w terenach bardziej popularnych jest właściwie niezawodne. W miejscach mniej uczęszczanych, np. w górach, bywa z tym gorzej, bo trasa potrafi się nagle urwać lub okazuje totalnie zarośnięta, więc warto planować takie wypady z głową. Z drugiej strony jest to naprawdę przydatne (co również nie raz sprawdziłem szczególnie w górach, w tym w zimie), kiedy wybieramy się na wędrówkę. Wówczas łatwiej korygować „niespodzianki” na trasie, a i udaje się bez problemu wgrać własne trasy (to też robiłem) dzięki czemu ma się większą pewność udanego pokonania danej drogi.

    Jakby komuś było mało, to może z Fenixem 8 wybrać się na trening biegowy do określonego punktu. Można to zrobić poprzez funkcję „Celuj i idź”, albo skorzystać z opcji „Odkrywaj w pobliżu”. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś chce pobiec do muzeum, toalety, sklepu spożywczego, restauracji, czy punktu czerpania wody ;). Znacznie lepiej sprawdzi się tutaj trening „Chód” lub „Wędrówka” (a nawet jazda rowerem). Ale jeśli chcemy, a nie znamy za dobrze okolicy? Z Fenixem 8 nie ma tu problemu. Zegarek potrafi też zapisać lokalizację, a nawet śledzić naszą trasę i w razie zgubienia się w obcym terenie zaproponować trasę powrotną.

    Zdaję sobie sprawę, że opisałem sporo opcji treningowych, ale… no właśnie. To w sumie tylko jakaś część możliwości Fenixa 8 w jednym zaledwie treningu „Bieg”. W tym modelu mamy też możliwość ustawienia obciążenia, z którym realizujemy określoną aktywność (np. waga plecaka, powiedzmy 5 kg) oraz skonfigurowania niebywałej liczby parametrów na poszczególnych ekranach danych. Zegarek może automatycznie pauzować i wznawiać bieg (przydatne, gdy na trasie biegowej masz światła, bo trenujesz w mieście), zliczać okrążenia, z którymi można powiązać alerty, a także jest możliwość ustawienia metronomu sparowanego z naszym tętnem. Kiedy wyznaczamy trasę możemy wybrać czego chcemy na niej unikać, np. nieutwardzonych dróg lub promów. Fenix 8 może też automatycznie zacząć rejestrować wspinaczkę i wykrywać zmiany wysokości.

    Serio – mógłbym tak wymieniać i wymieniać i wymieniać, ale nie chcę cię zanudzać. Jeśli dotarłeś_aś do tego miejsca w tej recenzji, to już czuję wdzięczność, że przebrnąłeś lub przebrnęłaś przez tę ścianę tekstu. Oczywiście to tylko jeden z przykładów – tak dokładny opis tego treningu biegowego – a są ich w Fenixie 8 dziesiątki. Właściwie to poukładanych w kategorie. Bo to przykładowe bieganie to rozbudowana kategoria. Czyli mamy tutaj „Bieg na stadionie”, „Bieżnię”, „Wirtualny bieg”, „Bieg na hali”, „Bieg przełajowy”, „Rajd przygodowy”, „Bieg z przeszkodami”, „Ultrabieg”. I takich kategorii w innych dyscyplinach również nie brakuje.

    Kolejną zaletą jest możliwość zdefiniowania w zależności od treningu jak dokładnie chcemy analizować trasę. Dzięki temu możemy wybrać poziom dokładności nawigacji oraz rejestracji aktywności. Najwyższa i zarazem najdokładniejsza ma sens, kiedy biegasz lub jeździsz rowerem, ale podczas spokojnej wędrówki, czy miejskich spacerów już niekoniecznie. Mniej intensywne rejestrowanie treningu pozwala na dłuższy czas pracy na baterii (wspominałem o tym zresztą wyżej), chociaż ja jak pisałem wcześniej – testy prowadziłem na najdokładniejszych ustawieniach, żeby sprawdzić na ile stać zegarek pod obciążeniem.

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire – 90sekund.pl

    Funkcje i polecenia głosowe w Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire

    Boję się, że z tej recenzji powstanie zaraz książka, więc postaram się nie skupiać na innych treningach, ale na pozostałych funkcjach w Fenixie 8 51 mm Solar Sapphire. Otóż na pewno słyszeliście o nowościach w postaci głośnika, mikrofonu i poleceniach głosowych, które w tym modelu upakował producent. Rzeczywiście pojawiły się tutaj takie rozwiązania. Można więc przez F8 rozmawiać telefonicznie z tym, że zegarek musi być wtedy połączony z telefonem. Jakość rozmów jest średnia. Głośnik jest zaskakująco… cichy, a jeśli jesteście świeżo po prysznicu lub niefortunnie myjąc ręce zalaliście głośnik, to funkcja ta właściwie się nie przydaje, bo nic nie słychać poza trzaskami. Jest opcja wylewania wody w zegarku (automatycznie włączająca się np. po zakończeniu treningu pływackiego), ale do momentu aż ciecz sama nie odparuje z komory głośnika – dźwięk jest mocno zniekształcony i słabo słyszalny. Jeszcze w biurze lub domu da się porozmawiać, ale na zewnątrz, np. podczas jazdy na rowerze – absolutnie odradzam, bo zegarek musimy skierować bardzo blisko ucha i przestajemy koncentrować się na drodze.

    Nie byłem też zadowolony z poleceń głosowych, które w teorii powinny np. skrócić ścieżkę aktywowania treningu, włączenia stopera, czy minutnika, pokazania pogody, zapisania lokalizacji, regulowania głośności słuchanej muzyki lub przełączania się głosowo pomiędzy utworami. I poleceń, którymi można różne rzeczy w Fenixie 8 aktywować, zapisać lub zmienić jest naprawdę sporo, tyle że trzeba je formułować w języku angielskim, a zegarek rzadko je „słyszy”. Przyznaję, że ostatni raz miałem takie kłopoty z dyktowaniem poleceń głosowych wieki temu, kiedy Google wprowadził system Android Wear na smartwatche (pamięta ktoś jeszcze?) i pierwsze zegarki, które to miały obiecywały właściwie bezdotykową obsługę. W cichym pomieszczeniu jakoś to działało. Ale wyjście na ulicę sprawiało sporo problemów i właściwie było bezużyteczne. I tak też było w tym przypadku w Fenixie 8.

    Rozczarowany jestem też notatkami głosowymi. To jest coś na co zawsze czekałem, bo często w czasie treningu słucham podcastów lub innych treści (mogą to być np. audiobooki), których nie chcę czytać, ale chętnie przesłucham (to tytuły gł. związane z moją praca zawodową). I czasami potrzeba zanotować jakiś pomysł lub fragment, który warto doczytać z detalami. Niestety – nawet w dobrych warunkach domowych słychać na nagraniach nieuzasadniony szum otoczenia, a głos słyszalny jest tylko wtedy, jeśli bardzo głośno mówimy niemal trzymając Fenixa 8 przy ustach, a i tak jakość jest mizerna. Zatem przykro mi, ale nie ma tutaj z mojej strony pochwał.

    Domyślam się jednak z czego to wynika. Na wymianę z Fenixem 8 dojechał już do mnie do testów Forerunner 970. On również posiada funkcje notatnikowe i tutaj – o dziwo – działa to znacznie, znacznie lepiej. I wydaje mi się, że to kwestia konstrukcyjna. Po prostu Fenix jest duży, zabudowany, uszczelniony odpowiednio pod nurkowanie. Forerunner to lekki, zgrabny i dużo mniejszy zegarek. Głos w sposób naturalny nie napotyka więc na żadne przeszkody konstrukcyjne. W związku z tym widać, że aby Fenix 8 mógł oferować to na sensowym poziomie, to po prostu trzeba przemyśleć na nowo rozlokowanie mikrofonu w body zegarka.

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire, a obok Garmin Forerunner 970 - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire, a obok Garmin Forerunner 970 – 90sekund.pl

    W każdym razie potencjał tej funkcji jest naprawdę duży, gdyż do notatek głosowych dołączany jest zapis pozycji GPS, w których zostały zarejestrowane. Trafisz więc w czasie treningu na fajne miejsce na kemping w lesie, albo wybierzesz się na grzyby lub jagody i chciałbyś utrwalić, w jakim miejscu one obficie rosną – nic prostszego – aktywujesz notatkę głosową, w której opisujesz sytuację, a lokalizacja przypina się do mapy i łatwo wtedy wrócić w nowo odkryte miejsce.

    Warto dodać, że notatki zapisywane są w formacie Wave, ale w żaden sposób nie synchronizują się z aplikacją Garmin Connect na telefonie, czy kontem Garmina w Chmurze. Jeśli chcecie je zachować przy zmianie zegarka, to trzeba podłączyć go przewodem do komputera i zgrać je z folderu Audio zlokalizowanego w pamięci Fenixa 8. Inna sprawa, że aktywowanie notatek głosowych podczas treningu jest mało funkcjonalne. Najlepiej zrobić to ręcznie poprzez sekcję „Elementy sterowania”. No, ale jadąc rowerem, czy intensywnie biegnąc jest to dość trudne i ryzykowne oraz rozpraszające. Natomiast próby włączenia notatek głosowych poprzez polecenia głosowe w głośnym mieście nie przyniosły u mnie rezultatu.

    Przyznam też, że kiedy czytałem o tych wszystkich głosowych nowościach w Fenixie 8, gdy zegarek debiutował, to jakoś moje serce nie biło mocniej. Może poza notatkami, na które naprawdę liczyłem. Ale takie funkcje smart jakoś do Fenixa mi za bardzo nie pasują. Szczególnie, że to zegarek przeznaczony do trudnych warunków terenowych i pogodowych. Ma się sprawdzić tam, gdzie typowe smartwatche nawet nie zaglądają z bezpiecznej odległości. Naturalne jest, że taki sprzęt regularnie będzie zalewany wodą, lądował w zapiaszczonym i zakurzonym otoczeniu, a nie raz i nie dwa zaliczy z właścicielem glebę w błocie, czy śniegu. Gdzie tutaj miejsce na polecenia głosowe (?), które i tak trzeba wywoływać poprzez fizyczne przytrzymanie prawego górnego przycisku? Innymi słowy – jeśli prowadzisz bardziej miejski tryb życia, to jeszcze od czasu do czasu mogą się te polecenia przydać. Ale jeśli twój żywioł to teren, trekking, wyprawy z dala od cywilizacji, to uczciwie trzeba przyznać, że jest to funkcja w stylu „zawracanie głowy”.

    Pozostałe funkcje w Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire

    Jesteście tu jeszcze ze mną? Obiecuję, że zbliżam się już do końca recenzji. OK, a jak pozostałe funkcje Fenixa 8? Bardzo, bardzo udanie. Z poziomu zegarka mamy dostęp do pogody (przesłanej wcześniej automatycznie z telefonu), możemy na wiele tygodni do przodu (wstecz również) podejrzeć godziny wschodu i zachodu słońca oraz Księżyca i wizualnie sprawdzić w jakiej aktualnie jest fazie. Zegarek ma wbudowany kompas, który świetnie sprawdzi się w biegach na orientację. Oprócz tego rejestruje nie tylko sen, ale też drzemki i bardzo dobrze mu to wychodzi (chociaż były momenty, że je pomijał). Niemniej duże wrażenie robiło na mnie, kiedy nie drzemałem, ale np. czytałem spokojnie w fotelu książkę lub się modliłem. Fenix wówczas traktował takie sesje, jako regenerację i dodawał punky do funkcji Body Battery, która pokazuje nam każdego dnia jak bardzo jest naładowana nasza wewnętrzna bateria.

    Z przydatnych funkcji sportowych warto odnotować fantastyczną opcję przełączania się pomiędzy treningami w ramach jednej sesji. Czyli np. jadę rowerem do określonej lokalizacji, tam go zostawiam i idę biegać, a po wszystkim znowu wracam rowerem do domu. W starszych modelach (w tym w mojej „szóstce”), żeby wykonać taki schemat – trzeba go z góry zaprogramować w ramach treningu opisanego jako „Multisport”. Ma to swoje ograniczenia, bo jeśli zamiast treningu biegowego zechcemy wybrać np. basen, albo powrót zaplanujemy pieszo, a nie rowerem, to nie jesteśmy w stanie tego zmienić. Natomiast w Fenixie 8 bez problemu możemy przełączać się pomiędzy wieloma treningami (nawet takimi, których wcześniej nie planowaliśmy – ja ostatnio poszedłem spontanicznie na basen z aktywnym treningiem rowerowym) i zastopować całą sesję na koniec dnia. Wówczas wszystkie aktywności z tego cyklu zostaną zarejestrowane jako jedno zdarzenie z kompletną sumą kilometrów i statystykami dotyczącymi naszej wydolności. Spory komfort i duża dowolność. Naprawdę bardzo, bardzo doceniam, bo i z tego korzystam i to nierzadko. Najczęściej podczas dni wolnych lub urlopu, kiedy naturalnie więcej się ruszam na różne sposoby.

    Z Fenixem zmierzymy też saturację SpO2 (poziom natlenienia krwi). Jest to funkcja przydatna nie tylko wysoko w górach, ale także podczas snu lub niektórych infekcji. Oczywiście z tym zegarkiem zmierzymy bieżące tętno i status jego zmienności, liczbę pokonanych kroków oraz pięter, oddechy na minutę, poziom stresu, temperaturę z wbudowanego czujnika, czy ciśnienie atmosferyczne, a także wysokość opartą o barometr lub GPS. Z Fenixa 8 można słuchać muzyki poprzez podpięcie jednego z serwisów streamingowych. U mnie jest to YouTube Music. Zegarek podczas ładowania aktualizuje playlisty (poprzez wbudowane WiFi – a jakże!), a także my sami możemy zdecydować, czy chcemy pobrać muzykę i jaką na swój zegarek wgrać np. ręcznie. Super, że w tej kategorii mieszczą się też podcasty (audiobooki także można dodać ręcznie). Potem parujemy poprzez Bluetooth słuchawki z Fenixem i tyle – możemy iść na trening bez konieczności zabierania ze sobą telefonu.

    Kolejna bardzo dobra i przydatna funkcjonalność to możliwość płacenia tym zegarkiem poprzez funkcję Garmin Pay. Wystarczy podłączyć swoją kartę, zabezpieczyć jej aktywację odpowiednim kodem i możemy regulować należności za zakupy w sklepie bez sięgania po „plastik” lub telefon. Bardzo wygodne i przydatne, szczególnie kiedy jesteśmy po treningu i chcemy szybko ominąć kolejkę i w kasie samoobsługowej zapłacić za wodę oraz przekąskę.

    Od czasu Fenixa 7 Pro w kolejnych zegarkach (nie tylko z tej serii) pojawia się możliwość pomiaru EKG. Jest ona również i tutaj w Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire. Aczkolwiek ten bardzo wyraźnie informuje nas, że funkcja ta nie wykrywa zawału serca, ale może wychwycić oznaki migotania przedsionków. Sam pulsoksymetr Elevate 5. generacji działa na sensownym poziomie. Wiem, że są osoby, które na trening nie ruszają się bez napiersiowego pasa do pomiaru tętna, ale w mojej ocenie – ten nadgarstkowy bardzo dobrze pracuje. Problemem mogą być intensywne treningi interwałowe, kiedy rzeczywiście istotne jest rejestrowanie, jak szybko zmienia się wtedy tętno, ale ja nie miałem okazji (z wiadomych przyczyn) tak ćwiczyć, więc nie chcę ferować wyroków w tym aspekcie. Z moich obserwacji wynika jednak, że czujnik Elevate 5 radził sobie bardzo dobrze.

    Garmin pomyślał też o sensownej nawigacji po najważniejszych funkcjach systemowych. Jeśli więc sięgamy po jakieś opcje najczęściej, to można je wywołać poprzez przytrzymanie prawego dolnego przycisku. Przytrzymanie lewego górnego pokazuje menu sterowania z podręcznymi funkcjami. To tutaj możemy wyłączyć zegarek, wybrać płatności zbliżeniowe, przełączyć zegarek w tryb samolotowy, uaktywnić jeden z trybów, np. „Nie przeszkadzać”, zwiększyć lub zmniejszyć głośność, aktywować rejestrowanie notatki głosowej, dostać się do minutnika, stopera, czy możliwości szybkiego zapisania aktualnej pozycji itp. Oczywiście można upakować tutaj znacznie więcej rzeczy – wszystko jest w pełni personalizowalne.

    Coś, co mi się bardzo podobało, to przełączanie się na „Tryby wyróżnienia”. Pozwalają one na stworzenie i zapisanie określonych scenariuszy pracy zegarka. Można więc ustawić dla każdego z nich określone funkcje, jak wygląd tarczy, harmonogram aktywowania konkretnego trybu, ustawienie czy mają się w nim pojawiać np. powiadomienia, codzienne podsumowania, alerty celów lub systemowe sygnały alarmowe i wiele, wiele innych opcji. Osobiście każdego dnia korzystałem z trybu „Sen”, który odcinał większość „przeszkadzaczy”, dzięki temu podczas snu zegarek nie musiał np. wyświetlać klasycznej tarczy, tylko bardzo podstawowy, zaciemniony wariant z aktualną godziną oraz porą pobudki.

    Naprawdę świetna funkcja, po którą śmiało można sięgnąć również w kinie lub teatrze, gdyż zdefiniowane przez siebie „Tryby wyróżnienia” można aktywować nie tylko zgodnie z zaplanowanym harmonogramem, ale także niezależnie od niego – odpowiednio do okoliczności. To właśnie tutaj konfiguruje się zachowanie zegarka podczas treningów, np. którą drogą mają być słyszalne powiadomienia o chociażby przebytym dystansie: przez głośnik w zegarku, czy na słuchawkach. Podobnie ustalamy tutaj, czy chcemy otrzymywać zdefiniowane alerty, jaka ma być dostępna tarcza zegarka, czy mają w czasie treningu przychodzić powiadomienia itd. Tryb ten aktywuje się automatycznie, kiedy zaczynacie trening i wyłącza po jego zakończeniu. Korzystałem aż miło!

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire – 90sekund.pl

    Ostatnia rzecz, o której chciałbym wam napisać (chociaż mógłbym jeszcze długo i długo się rozpisywać o innych opcjach) to poranne i wieczorne raporty. Polubiłem je bardzo i chociaż czasami bywają męczące – szczególnie ten wieczorny po całym dniu – to obydwa są bardzo wartościowe i chętnie będę obserwował, jak Garmin ten pomysł rozwinie. Ale do rzeczy – „Poranny raport” informuje nas, jak przebiegła nasza noc, na tej podstawie (oraz bazując na historii aktywności z poprzednich dni) szacuje nasze przygotowanie treningowe i proponuje, jak konkretnie powinna wyglądać nasza aktywność, do której zresztą od razu można z tego poziomu przejść. Jest to też miejsce, które pokazuje, co czeka na nas w kalendarzu, jakie cele aktywnościowe przed nami (np. dzienny limit kroków), na jaką pogodę możemy liczyć tego dnia, a na koniec grafika z motywującym hasłem. Jeśli akurat tego dnia mamy urodziny, to zegarek złoży nam życzenia.

    Na podobnej zasadzie działa „Wieczorny raport”, tyle że otrzymujemy podsumowanie z naszym dniem oraz wskazówki dotyczące zasypiania. Tarcza przełącza się automatycznie w stonowany ekran powitalny raportu, który oprócz godziny prezentuje też, o której włączy się następnego dnia budzik. Widzimy tu poziom naładowanej baterii, więc to też sygnał, że mamy jeszcze chwilę, by ją podładować, jeśli jej stan jest niski. Kolejne ekrany składają się z sekcji „Mój dzień”, „Body Battery”, „Nadchodząca sugestia” prezentująca jaki jeszcze możemy wykonać trening albo jaki trening zalecany jest następnego dnia. Pod trening możemy wybrać typ aktywności (np. jeden z typów biegu) i oczywiście podejrzeć, z jakich interwałów został złożony. Na kolejnym ekranie zegarek serwuje nam aktualną prognozę pogody wraz z informacją, o której godzinie wzejdzie słońce (ja wstaję codziennie przed świtem, dlatego dla mnie to cenna informacja).

    Następna sekcja w „Wieczornym raporcie” w zegarku Fenix 8 w całości należy do „Asystenta snu”, który robi dokładnie to, co sugeruje nazwa – pokazuje jak długo powinien trwać nasz sen oraz w jakim przedziale godzinowym powinniśmy się położyć, aby obudzić się rano wypoczętymi. Z tej sekcji możemy przejść do pozycji, która szerzej opisuje nam, jak powinniśmy się wyciszyć przed snem, dlatego doradza włączenie wyciszającej muzyki lub dźwięków powołując się przy tym na przeprowadzone badania na ten temat. Czy to nie wygląda naprawdę fajnie? OK, może czytając trudno wam sobie to wyobrazić, ale serio – zegarek próbuje być pożytecznym i pomocnym asystentem.

    Kolejny ekran w „Wieczornym raporcie” to podgląd zrealizowanego (lub niezrealizowanego) dziennego celu kroków oraz „Dziennik stylu życia”. Możemy w nim dodać kilka przydatnych opcji, np. chorobę, objawy alergii, czy podróżowaliśmy danego dnia, czy jesteśmy na diecie w stylu post przerywany, czy jedliśmy późno, a nawet czy współdzielimy z kimś łóżko i czy przed snem korzystaliśmy dużo z ekranów. Zachowania rejestruje się pod kątem nocy, zatem jest to dodatkowa wskazówka dla Fenixa 8, co jeszcze się z nami dzieje poza typowymi aktywnościami dnia codziennego, które można przewidzieć i zmierzyć zastosowanymi czujnikami.

    W tym świetle Fenix 8 i jego oprogramowanie jawią się, jako solidne zaplecze monitorujące nie tylko naszą aktywność fizyczną, ale też zachowania, nawyki, czy samopoczucie. I wszystko po to, aby każdy kolejny raport pokazywał jak najbardziej trafione porady. Jedyny warunek – trzeba się do rejestrowania tego wszystkiego również samemu przyłożyć, bo choroby, alergii, czy wypitych kubków wody zegarek sam sobie nie doda ;).

    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire - 90sekund.pl
    Na zdjęciu smartwatch Garmin Fenix 8 51 mm z ekranem MIP w wersji Solar Sapphire – 90sekund.pl

    Podsumowanie i opinia na temat zegarka Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire

    Kiedy zastanawiałem się, jak podsumować tę recenzję, to przypomniałem sobie, że gdy byłem dużo młodszy, to ekscytowaliśmy się z kumplami ile czego dany sprzęt ma. Szczytem innowacji było więcej melodyjek w telefonie, możliwość zapisania np. nie 250, a 1 000 kontaktów w pamięci urządzenia, czy fabryczne wgranie większej liczby gier. Kiedy patrzę na Fenixa 8, to dochodzę do wniosku, że nie byłbym w stanie dziś tak dyskutować. Możliwości, funkcji i opcji jest tak wiele, że one wszystkie daleko wykraczają poza to czym jest typowy zegarek, a nawet klasyczny smartwatch.

    Przewagą Fenixa 8, a w zasadzie firmy Garmin jest to, że przez lata piłowała algorytmy, treningi, monitoring aktywności w kolejnych swoich produktach (nie tylko zegarkach!). Dzięki temu zbudowała potężne zaplecze wiedzy i dedykowanych rozwiązań, które po prostu – nomen omen – chodzą, jak w zegarku ;). Widać więc, że Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire to urządzenie bardzo, bardzo kompletne. O ile widoczne są jakieś niedociągnięcia w pracy z interfejsem, a sporo zarzutów formułowanych jest pod adresem wielu głęboko poupychanych ustawień, które ciężko wydobyć lub zrozumieć, to jednak przyznać trzeba, że to co fundamentalne jest tutaj dopieszczone do perfekcji. A więc porządne, bardzo dokładne i szczegółowe monitorowanie naszej aktywności sportowej w całym towarzyszącym tym treningom zależnościom i okolicznościom.

    Garmin Fenix 8 MIP 51 mm Solar Sapphire to zegarek dla ludzi kochających sport, trekkingi, wyprawy w górach, aktywności taktyczne w lesie, wielodniowe wyprawy w trudny teren. Ten zegarek jest jak wielofunkcyjny scyzoryk – nigdy nie wiesz czym cię zaskoczą okoliczności i jak przydatne okażą się poszczególne jego funkcje.

    Przyznaję, że jest mi bardzo trudno podsumować ten sprzęt jednym zdaniem lub w kilku akapitach. Jeśli dojechaliście ze mną aż do tego miejsca, to chyba rozumiecie, że rekomendacja – i to pozytywna – jest nieunikniona. Może to zbyt odważna teza, ale sądzę, że nie ma na ten moment konkurenta, który byłby tak silnym sprzętem tak w detalach, jak i ogólnym spojrzeniu. Rozumiem, że o połowę tańsza konkurencja jest bardzo dobra. Ale Garminowi ufam bardziej. Dla mnie to gwarancja niezawodności i fachowości. A także wysokiej ceny, którą warto zapłacić, jeśli rzeczywiście interesuje cię sport i poprawianie swoich wyników. Rozumiem też, że niektóre stawiane przeze mnie tezy brzmią fanbojsko. Trudno – zniosę jakoś waszą krytykę. Z góry za to przepraszam, ale starałem się też wykazać też miejsca, w których zegarek ten nie jest idealny. I mimo wszystko się broni.

    Komentarze

    Ze względów technicznych zdecydowałem się na wyłączenie komentarzy na blogu. Jeśli jednak chcesz podzielić się ze mną swoją opinią lub przemyśleniami na temat tej recenzji – zapraszam do wysłania do mnie maila na adres: [email protected]. Obiecuję, że w miarę możliwości postaram się odpowiedzieć na każdą wiadomość. Serdeczności 😊

    Share. Facebook Twitter Pinterest LinkedIn Tumblr Email
    Michał Brożyński

    Niedźwiedź - ROAR! Redaktor Naczelny https://90sekund.pl. Pasjonat humanistyki cyfrowej oraz literatury Myśliwskiego, Pamuka, Cabrea i biegania.

    Wideorecenzje
    • O blogu 90sekund.pl
    • Kontakt
    • Polityka Prywatności, pliki Cookies i RODO
    • O blogu 90sekund.pl
    • Kontakt
    • Polityka Prywatności, pliki Cookies i RODO
    © 2026 Copyright Michał Brożyński 90sekund.pl.
    • HOME
    • WIDEO 90SEK
    • RECENZJE SPRZĘTU
    • WEARABLE TECH
    • SMART HOME&CITIES
    • FOTO
      Featured

      Fotograficzny pojedynek mistrzów klasy średniej! Honor 8 kontra Samsung Galaxy A5 (2017)!

      By 3 kwietnia, 201712
      Recent

      Najlepsze, co mogło spotkać zdjęcia to Google Photos, czyli Zdjęcia Google!

      8 maja, 2018

      Sony, co Ty do diaska robisz?!?! Oto Xperia XZ2 z 4K HDR i podwójnym aparatem. Oficjalnie!

      16 kwietnia, 2018

      Test, recenzja, opinia – Motorola Moto Mods kamera 360 do Moto Z – oto, jak objąć świat jednym spojrzeniem!

      21 lutego, 2018
    • PODCAST

    Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.