Wniosek po konferencji Google jest jeden. Jesteśmy w technologicznej d*pie

Smutno mi, że pisząc na tech-blogu o nowościach, czy innowacjach wprowadzanych chociażby dzisiaj przez Google – my Polacy, nie możemy z nich skorzystać. I pewnie długo jeszcze tego nie zrobimy. W zasadzie to możemy o pewnych rzeczach tylko poczytać, ewentualnie pooglądać je na YouTube. Dzisiejsza niezwykle nudna konferencja Google I/O po raz kolejny pokazała, że właściwie nikt się nie liczy z naszym regionem, a także konkretnie z naszym krajem. Polska nie jest priorytetem największych firm technologicznych, pomimo tego że oczekujemy, by tak było oraz pomimo tego, że mamy jednych z najzdolniejszych informatyków, programistów, czy graczy na świecie.

Google Assistant nie umie gadać po polsku i najpewniej długo nie będzie umiał. A przecież niemalże wszystko to, co Google prezentuje, opiera się w tej chwili na jego Asystencie. Co prawda jest Google Now, który działa po polsku, choć i tak nie daje pełni możliwości. Wystarczy przejechać się za granicę, by zobaczyć jak naprawdę funkcjonuje i działa ta funkcja. Muszę jednak przyznać, że czasami Google Now potrafi mnie zaskoczyć, aczkolwiek w tym czasie reszta świata jest o co najmniej dwa kroki dalej.

Google I/O 2017

Kolejny przykład z dzisiejszej konferencji to jedna z nowości zaprezentowanych w usłudze Zdjęcia. Możliwość tworzenia foto książek, gdzie w smartfonie będziesz mógł/-a ją złożyć, a następnie zamówić i cieszyć się fizycznym albumem. Na tę chwilę usługa będzie dostępna w Stanach Zjednoczonych z obietnicą rozszerzenia na inne kraje, ale o Polsce nic nie wiadomo. Czyli standard. Nie wiem ilu z nas korzystałoby z takiej opcji, ale takie podejście “może kiedyś będzie”, zwyczajnie zniechęca już na starcie.

Ale Google i tak ma się w Polsce najlepiej. Mijają kolejne lata, a ja stawiam pytanie – gdzie jest Cortana? Albo Siri? Ta ostatnia pojawiła się na urządzeniach Apple’a tak dawno, że nawet tego dobrze nie pamiętam. A niestety nie ma żadnych zapowiedzi, czy wskazówek, które miałyby świadczyć o tym, że coś się zmieni w nadchodzących miesiącach. Kolejny przykład z brzegu to Bixby wprowadzony przez Samsunga. W Polsce praktycznie bezużyteczny, podobnie jak fizyczny przycisk umieszczony na flagowcach koreańskiego producenta, który ma Bixby wywoływać.

Lista podobnych smutków się nie kończy. Dzisiaj polski Internet świętuje, bo Netflix zekranizuje Wiedźmina. Ja również bardzo entuzjastycznie podchodzę do tematu, ale jeszcze nie tak dawno, nie mieliśmy pełnej oferty tego dostawcy streamingu filmowego, a niektóre seriale/filmy nie miały polskiego tłumaczenia, czy chociażby napisów. Tak naprawdę do dzisiaj nasza oferta nie jest tak atrakcyjna, jak na innych rynkach. W tym kontekście oczywiście mamy się z czego cieszyć – w końcu duży gracz zainteresował się świetną historią Made in Poland, ale jeden Wiedźmin wiosny nie czyni… No, ale jeśli wrócę znowu do technologii, to gdzież jest Apple Pay, czy Samsung Pay? To kolejne przykłady usług, które miały swoją premierę już dawno, a w Polsce od czasu do czasu słychać zapowiedzi, czy plotki na temat ich wprowadzenia. Na szczęście jest Android Pay, ale i tu trzeba było trochę poczekać, a i nie wszystkie banki mają to w swoim portfelu.

Google Home – mat. pras google

Chciałbym, żeby się to zmieniło i żeby nie traktowano nas jak białej plamy na technologicznej mapie, ale chyba straciłem już wiarę, co dobitnie pokazał mi dzisiejszy keynote Google. Szczerze pisząc nie jestem przekonany, czy oby na pewno jesteśmy na to gotowi? Nawet dzisiaj egzotycznie wygląda mówienie do zegarka, kiedy na przykład ktoś zapisuje w ten sposób kolejne przypomnienie, czy też wybiera numer telefonu. I nie chodzi tutaj nawet o samą kwestię wykorzystywania możliwości, osobiście np. nie korzystam z komend głosowych tyle co chociażby Michał Brożyński. Mam tu jednak na myśli to, że takie używanie technologii wciąż wzbudza bardziej zdziwienie i drapanie po głowie, niż prawdziwe zainteresowanie i chęć spróbowania samemu. Większość takich rzeczy traktowana jest z ogromnym dystansem i nieufnością. Co gorsza traktowane jest to, jako rzecz zbędna i coś, co nie ułatwia – a komplikuje. Najzabawniejsze, że jest przecież zupełnie odwrotnie! A wspomniałem tylko o wydawaniu komend poprzez smartwatcha, a gdzie tu w tym wszystkim mam zobaczyć na przykład Google Home? Wielu nawet nie wie o istnieniu takiego urządzenia, o możliwościach nawet nie wspominam.

Dlatego choć z jednej strony podłączam się do narzekaczy pisząc o tym, że jesteśmy pomijani przy dystrybuowaniu kluczowych funkcji i innowacji, to z drugiej – ciężko mi uciec od myśli, że mimo wszystko ignorujemy rzeczy, które rzeczywiście potrafią być przydatne. Niestety dość powszechnie przyjęło się mówić, że smartfony, tablety i smartwatche to gadżety, a jak już ktoś taki, jak ja się tym szerzej interesuje, to słyszy od znajomych, że jest gadżeciarzem… Nikt, kto tak mówił nawet nie chciał zrozumieć, że taki chociażby inteligentny zegarek pomaga mi w codziennych sprawach i co ważne w połączeniu z różnymi usługami upraszcza mi wiele czynności, jak chociażby prowadzenie samochodu, kiedy mogę odebrać rozmowę na nadgarstku.

Nawet, jeśli sądzę, że i tak niezbyt prędko w pełni skorzystamy z udogodnień, które z takim entuzjazmem przedstawiają na konferencjach przedstawiciele poszczególnych firm, i de facto pozostaje nam tylko ewentualnie pomarzyć, że kiedyś nastąpią zmiany, to gdzieś tam – podskórnie – czuję, że wpierw sami musimy zmienić podejście do technologii. Otworzyć się na nią, to i może tech-giganci otworzą się na nas…? W końcu ta ich opieszałość też z czegoś wynika i wątpię, by to była zwykła złośliwość. Na niej kapitału się nie buduje.