Pixelbook po pierwszym okrążeniu… jest daleko za Microsoftem. Ale dobrze, że goni!

Ufff… zeszło ze mnie sporo powietrza teraz… serio! I to dlatego, że kiedy pojawiły się przecieki na temat Pixelbooka, to lekko zdębiałem. Pomyślałem – po cholerę robią ten sprzęt, skoro soft ni w pięć ni w dziewięć – nie jest pod niego dopasowany. Jakaś katastrofa! A jednak – rysik będzie dodatkowym akcesorium do dokupienia za 99USD, ale za to z możliwością zakreślania fraz, zdjęć i tekstu w czasie pracy na Chromebooku Pixelbooku, który w połączeniu z Asystentem rozpozna, jaki materiał ma być poddany analizie. Nie bardzo mam pomysł, co zrobić z tym rysikiem, bo nie ma żadnego patentu, jak Pixel Pena przyczepić do tego komputera, ale i tak jest lepiej niż w przypadku Apple i iPada Pro z Apple Pencilem oraz środowiska iOS… Przynajmniej tak to wygląda na zapowiedziach.

Google Chromebook Pixelbook – fot. mat. pras.

Po drugie – znowu w roli głównej Asystent Google – Pixelbook będzie reagował na komendy głosowe, a dzięki temu dostarczał masę informacji, tak jak to robi obecnie na smartfonach, które ów Asystenta wspierają w rodowitych językach. Niestety – polskiego brak. Ale to nic, sądzę że kiedy to do nas dotrze, będzie już na świetnym poziomie dopracowania.

Google Chromebook Pixelbook – fot. mat. pras.

Po trzecie Pixelbook będzie takim trochę notebookiem z serii Lenovo Yoga. W pełni konwertowalny, rozkładany, składany, ustawiany w pozycji namiotu, prezentacji etc., z dedykowanym przyciskiem na klawiaturze dla Asystenta. Na uwagę przy tej okazji zasługuje świetny projekt oraz wykonanie, całość wzorniczo utrzymana w stylistyce smartfonów Pixel, w tym gł. ich hybrydowych plecków, które w części są szklane i wyraźnie oddzielone od całej reszty body. Pixelbook też będzie miał takie wykończenia, czym bez dwóch zdań będzie wyróżniał się wśród wszystkich komputerów na rynku.

OK – pomimo pozytywnego flow, podsumowanie będzie trochę dla Google w tym punkcie swego rodzaju łyżką dziegciu z mojej strony. Bo rzeczywiście, to spory krok dla Chromebooków premium, no ale one stanowią zaledwie promil sprzętu z Chrome OS na pokładzie w powszechnym obrocie. Co z resztą tych urządzeń? Czy ficzery z Pixelbooka i jego rysika trafią do chociażby nowych Samsung Chromebooków Plus, które też posiadają stylusa? I czy pojawią się tanie Chromebooki ze wsparciem dla rysików? No ale wówczas bez dwóch zdań podniesie to ich cenę, bo przecież nikt normalny nie będzie na śmieciowym hardware próbował w 2017 roku uskuteczniać dziwacznych kombinacji sprzętowych…

Google Chromebook Pixelbook – fot. mat. pras.

Kolejnym ważnym punktem, jest chociażby fakt, że wszystko to, czym teraz szczyci się Pixelbook, znamy doskonale w wykonaniu… NIE, nie Apple, ALE… Microsoftu. Jego Surface Book, Surface Laptop, a nawet Surface Pro – to sprzęt który wzorniczo przetarł szlaki, do tego wciąż budzi emocje, jest świeży i wzorniczo nie do pobicia. Przy okazji wie, co zrobić z rysikiem Surface Pen, a ten posiada tyle możliwości personalizacyjnych do przypisania konkretnym apkom i akcjom w ramach Windows Ink, że Google ma się po prostu od kogo uczyć.

Google Chromebook Pixelbook i Pixel Pen – fot. mat. pras.

Doprawdy wiem, o czym piszę – korzystam od lat z tego sprzętu i do tej pory nikt nie przegonił Microsoftu w tym względzie. Jedynie ostro z nim konkuruje Samsung i jego Galaxy Note8, ale biorąc pod uwagę, że MS nie ma przecież smartfonu z rysikiem, ani smartfonów w ogóle, to okazuje się, że tak naprawdę, na rynku komputerów osobistych gigant z Redmond jest jedynym niosącym światło w tej chwili. Fajnie, że Google próbuje z nim równać, ale robi to tylko dlatego, że to właśnie twórca Okienek narzucił takie tempo i takie standardy swoimi komputerami Surface.

Google Chromebook Pixelbook – fot. mat. pras.

Dla mnie też jasnym sygnałem jest, że Pixelbook po prostu nie skradł mojego serca, tak jak robiły to wcześniejsze flagowe Chromebooki Pixel… Drugi fakt przy tej okazji – swojego Surface Booka wciąż nie chciałbym na nic innego zamienić. Myślę wprawdzie o tym, żeby go sprzedać, ale wyłącznie dlatego, że potrzebuję mocniejszego sprzętu do pracy z wideo (TUTAJ znajdziesz kanał 90sekund na YouTube), więc w grę wchodzi u mnie wyłącznie model z serii Performance Base lub najświeższy Pro, chociaż z samym Surface Bookiem rozstawałbym się z niekrytym żalem.

Uwielbiam ten sprzęt, polubiłem na nim Windowsa i widzę wyraźnie, jaki progres przez lata przeszedł Microsoft chociażby w doskonaleniu swojego rysika. Google z Pixelbookiem ruszył do biegu, ale po swoim pierwszym okrążeniu pokazuje, że do sprzętu od MS ma wyraźną stratę. I to nie tylko wzorniczo-rysikowo-praktyczną, ale też pod względem inteligentnej asystentki… To, co teraz w glorii prezentuje Google z Asystentem na Pixelbooku, Microsoft oferuje z Cortaną od dawna w Windowsie. Oj Google – zwieść się póki co nie dam! Tym bardziej, że za swojego notebooka żądasz 999USD w podstawowym wariancie…

  • :)

    Design piękny, parametry luksus bo wrzucili Intela, waga 1,1 kg rewelacja. Dali rysik, co jest wspaniałą sprawą. Tylko, że tam jest google. Obawiam się, że do codziennej pracy słabo się sprawdzi, a wywalać sporo siana na “zabawkę”, trochę mija się z celem według mnie.

    • gom1

      A co rozumiesz przez codzienną pracę? Bo mnie np. do codziennej pracy nic ponad przeglądarkę nie jest potrzebne. No, może natywny klient poczty (GroupWise), ale już komunikator od GW ogarniam aplikacją z Androida.

      • Jerzy Jabłoński

        No właśnie – kwestia tego co kto robi. Większości ludzi którzy pracują na komputerze przeglądarka nie wystarczy.

        • gom1

          Większości ludzi którzy pracują na komputerze przeglądarka nie wystarczy.

          Mam dokładnie odwrotne doświadczenia. Wszystkim handlowcom w mojej firmie ChromeOS wystarczy aż nadto. Management też sobie poradzi. Jedynie firmowy informatyk będzie miał pod górkę – ale dla niego istnieje crouton.

          • Jerzy Jabłoński

            Acha, CRMy na Chrome OS. Programy magazynowe na Chrome OS. Praca w terenie np. na budowie na Chromebooku. Programowanie, projektowanie, grafika, monitorowanie sieci… na ChromeOS. Programy giełdowe na Chrome OS. Praca w chmurze w firmach które wymagają odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa.

            Croutona nie skomentuję, pewnie jakaś część ludzi to masochiści, ale raczej nie większość.

          • gom1

            W mojej firmie korzysta się z dwóch CRMów: jeden działa w przeglądarce, drugi to aplikacja Citrixowa. Obydóch z powodzeniem używam pod ChromeOS. Większość ludzi pracujących na komputerach to nie są programiści, graficy i informatycy – to handlowcy, księgowi, pracownicy biurowi, którzy korzystają z prostych narzędzi. Dla nich Chrome OS może być alternatywą. Nie musi – bo narzędzia dobiera się do potrzeb, nie odwrotnie. Ale może.

            Na marginesie: Google zaczyna romans z VMware i chcą dostarczać zwirtualizowane aplikacje w kontenerach. Co oznacza, że system operacyjny nie będzie miał właściwie żadnego znaczenia.

          • Jerzy Jabłoński

            Widzisz, to mamy różne doświadczenia. Może ze względu na środowisko pracy, ale poza obecną firmą gdzie może Chrome OS sprawdziłby się u handlowców (ale tylko w postaci Pixela ze względu na prestiż) to w żadnej czy to IT czy produkcyjnej nie było miejsca na komputery inne niż z Windowsem.

          • RA

            “Chciałbym zobaczyć Pixelbooka działającego wewnątrz stalowej puszki w temperaturach oscylujących w okolicy zera, z natywnym (modyfikowanym pod potrzeby firmy) programem magazynowym w przeglądarce”

            Pixelbook jest dla szefa firmy czy innego wyższego stopnia urzędnika, po prostu jest za drogi, żeby używał go magazynier. W twojej firmie magazynierzy pracują na Surface Pro albo Macbookach?
            A propos jeszcze tego przysłowiowego “magazyniera”, to u mnie w firmie od 1,5 roku wszyscy pracownicy logują się do Citrix i wszystko robią w przeglądarce. Dawniej było osobne pomieszczenie na serwery, częste wizyty informatyków, a teraz widok tego informatyka, to rzadkość. Ciekawy jestem jak jest taniej, abonament czy natywne programy z tabunem informatyków?

      • :)

        Word, Excel, przeglądarka, program pocztowy, program kalendarzowy i takie tam podobne bzdury. Tak, wiem, można to robić wszystko poprzez przeglądarkę, ale nie widzi mi się skakać po zakładkach co chwilę.

        • gom1

          A co za różnica zakładki czy osobne aplikacje? Kwestia przyzwyczajenia :-)

          Wiele aplikacji Chrome można uruchamiać w osobnych oknach. Androidowe apki też są uruchamiane jako osobne twory. ChromeOS trochę się rozwinął przez ostatnie lata.