Image default
Test / Recenzja / Opinia

Równo. Recenzja (wideo) LG V60 ThinQ 5G

Solidny. Tak, naprawdę to jedno słowo powinno wystarczyć do opisu LG V60 ThinQ 5G. Ma wszystko to, czego potrzebujemy od sprzętu tej klasy. Wyceniany nadal na blisko 4 tys. zł, wyposażony w bardzo dobre, jakościowe aparaty, ładnie wykonany, z dużą liczbą funkcji, a także nadganiający w tym, w czym konkurencja daje ciała.

Nie będzie przesady, jeśli napiszę, że to smartfon, który w tej właśnie odsłonie mocno depcze po piętach Samsungowi. Nawet konstrukcyjnie oraz pod kątem wyglądu interfejsu systemowego LG V60 ThinQ 5G to słuchawka mocno flagowcami swojego lokalnego rywala inspirowana. Kiedyś pewnie bym się obruszył. Ale dzisiaj? Dzisiaj doceniam fakt, że LG włożyło pod maskę V60 czołowego Snapdragona 865, a nie niedomagającego Exynosa. Doceniam, że V60 nie ma problemów z przegrzewaniem. Żadnych. Co więcej – rozczarowuje (i to solidnie) czas pracy na jednym ładowaniu w takim Galaxy S20 Ultra 5G, a w telefonie od LG dostajemy solidną dobę przy podobnym ogniwie i do tego czas pracy bliski 7h SoT. Jest też szybkie ładowanie oraz indukcyjne (Qi), ale brakuje indukcyjnego zwrotnego.

Nie powiem, bo jako, że flagowca Samsunga miałem niedawno w testach (wideorecenzja), widzę wyraźnie, że LG bezpośrednio – być może właśnie ambicjonalnie – jest tuż za nim, a może i nawet do przodu właśnie tam, gdzie czujemy się zawiedzeni w nowej odsłonie Note’ów, czy w serii SGS.

Czego więc nie ma w LG V60 ThinQ 5G?

Nie ma np. ani 50-krotnego ani też 100-krotnego zoomu cyfrowego. Nie ma też 108 Mpx matrycy w aparacie głównym, czy 25 Mpx we frontowej. Ale nie wiem, czy to wielka strata? Jeśli czegoś mi brakowało to lepszego obiektywu do zdjęć z większego bliska. Żeby chociaż dostać namiastkę stylu macro. Wiem, wiem – macro w smartfonach to duży śmiech, ale… nie we wszystkich. I we flagowcach ma sens największy, bo i producenci dokładają starań, by wychodziły takie zdjęcia, jak najlepiej. A ja akurat uwielbiam detale mikro-świata. Tego w LG V60 ThinQ 5G nie dane mi było doświadczyć.

Znalazłem za to bardzo ładne dla oka wideo w 8K. Jest matryca 64 Mpx i technologia grupowania pikseli Pixel Binning, by zaoferować dobrze doświetlone, czyste i nasycone zdjęcia 16 Mpx. Podoba mi się również szereg innych funkcji zarówno fotograficznych, jak i filmowych. Bo aparat potrafi robić zdjęcia z dedykowanymi filtrami i w HDR – bez najmniejszego zająknięcia. W HDR10 filmuje, a oprócz 8K potrafi również rejestrować obraz w 4K i 60 fps. Ładnie działa stabilizacja… no dobrze, może mogłaby ciut lepiej. Szkoda też, że wtedy nic nie można zrobić z focusem. Zdarza się, że i przy innych rozdzielczościach – bez włączonej opcji Steady Cam – ta ostrość ucieka i trudno ją skupić na ważnym dla nas punkcie, ale daję LG jeszcze mały kredyt zaufania. Aktualizacje potrafią cuda tutaj czynić.

Dość zaskakujący jest dla mnie tryb nocny. Pierwszy raz się z takim podejściem spotkałem. Otóż w V60 ThinQ 5G polega on na tym, że suwakiem rozjaśniamy to, co widoczne jest na ekranie podglądu. A więc nie ma naświetlania kilkusekundowego… Rozjaśniasz po prostu scenę ręcznie, jeśli uważasz, że jest za ciemna, naciskasz spust migawki i… i właściwie to wszystko. Cyk – i zdjęcie gotowe. Nie przekonał mnie ten tryb do siebie. Nie działa też dobrze Sztuczna Inteligencja, która cały czas (czyli na pewno od czasów LG G7 ThinQ) nie nauczyła się w lot rozpoznawania tego, na co “patrzy” aktualnie obiektyw aparatu. Jak już rozpozna coś, to najczęściej jakieś absurdy. No i trwa to w nieskończoność, więc zdążasz w czasie tego “namysłu” AI zrobić fotę. A sam rezultat jest kapitalny.

Zdjęcia wykonane przez LG V60 ThinQ 5G są doświetlone, jasne, odpowiednio kompensują zbyt prześwietlone punkty (chociaż nie zawsze), ostre również na krawędziach, szczegółowe.

To, co mnie dodatkowo urzekło to rewelacyjnie zaprojektowany interfejs aparatu, który umożliwia bawić się nie tylko ręcznymi nastawami przy zdjęciach, ale również przy wideo! I to wideo w każdej rozdzielczości. Zdarza się, że producenci, jak już pozwalają pobawić się funkcjami manualnymi to przy niższych rozdzielczościach, albo zwyczajnie czynią to rzadko i w ograniczonej formule. W V60 ThinQ 5G ta zabawa możliwa jest bez ograniczeń. ISO, ekspozycja, czas naświetlania, ręczna regulacja ostrości, temperatura barwowa – wszystko to w szerokich zakresach, przy ogromnej swobodzie twórczej, dostępne wygodnie i od ręki, w zrozumiały nawet dla laika sposób.

Gdyby można było precyzyjniej z większego bliska fotografować i filmować oraz nie było w najmniej spodziewanych momentach trudności z ostrzeniem, to poważnie stawiałbym tegorocznego flagowca LG, jako jeden z najlepszych smartfonów do pracy twórczej. I właściwie stawiam, tyle że z uwagi na wymienione tutaj niedociągnięcia zachowuję rezerwę. Nie chcę nikogo wpuścić na minę, a z drugiej strony mocno usiłuję wierzyć, że producent jednak coś z tym spróbuje zrobić. Bo i cena za ten telefon, jak i segment, na jakim pręży muskuły – zobowiązują.

Jeśli chodzi o płynność działania to jest niezła, ale minimalne szarpnięcia wprawne oko wyłapie dość szybko. Fajnie, że jest Android 10, ciemny motyw oraz dobra i wygodna obsługa gestami. Interfejs – jak wspomniałem na początku – przypomina mi OneUI od Samsunga, ale nie czynię z tego zarzutu pod adresem LG. Podoba mi się, że Koreańczycy nie próbują wymyślić koła na nowo. Dobrze się tutaj czułem.

Dorzucić warto jeszcze kilka zdań o samej konstrukcji. Jest szkło Gorilla Glass 5, ramka aluminiowa, 4 mikrofony, do tego całość wzmocniona zgodnie ze standardem MIL-STD-810G oraz spełnia warunki normy IP68.

Innymi słowy – telefon przygotowany jest do pracy w trudnych warunkach – zarówno tych mokrych, jak i tam, gdzie mocno się kurzy. Ale nie tylko – wytrzyma wyższe i niższe temperatury, a jeśli zdarzy mu się upaść z niewielkiej wysokości, to powinien zderzenie z powierzchnia płaską przetrwać bez szwanku. Niby detal, ale LG od dawna dba o to, by pod tym kątem wszystko grało tutaj jak należy.

A skoro napisałem o graniu… Cóż – nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że dzięki zastosowanemu przetwornikowi analogowo-cyfrowemu – dostajemy prawdziwą żyletę brzmieniową. Słuchawki zarówno po kablu (jest jack 3.5mm), jak i poprzez Bluetooth – brzmi fenomenalnie. Cudowne, jasne, pełne, przestrzenne, oddychające brzmienie. Dla mnie istnieje tutaj wyłącznie Sony ze swoimi flagowcami oraz LG. Miłą niespodzianką okazała się również muzycznie Motorola Edge, która wbiła się na podium, ale rzeczywiście LG V60 ThinQ 5G nie ma sobie równych. Brzmi cudownie uzależniająco. Po przesiadce z tego smartfonu nie możesz uwierzyć, że twoje urządzenie brzmi tak… przeciętnie. Więc trzeba być ostrożnym ;).

LG dopracowało tutaj jeszcze kilka rzeczy. Można rejestrować filmy z funkcją Voice Bokeh, czyli taką, która wyostrza nasz głos, a wycisza tło. Przydatne, jeśli ktoś vloguje w mieście. Bardzo miłym dodatkiem jest opcja nagrywania dźwięku ASMR. Można to czynić filmując oraz korzystając z dedykowanej aplikacji do nagrywania dźwięku. Można go nota bene rejestrować również bezstratnie. ASMR to dźwięk bardzo dokładny, szczegółowy, który dokładnie wysysa brzmienie z tego, co jest utrwalane. Można więc z niebywała pieczołowitością zarejestrować odgłosy kropel deszczu, syk smażonego jedzenia, oddech, czy miarowe stukania. Nie powiem – z LG V60 ThinQ 5G można się poczuć, jakby miało się mini studio nagrań w kieszeni.

Finalnie co sądzę o tym smartfonie?

Jest świetny. Naprawdę kawał rasowego sprzętu. Mocne funkcje, które wcale nie są tak oczywiste u rywali. Uczciwie poza lepszą pracą ostrości w aparacie, brakowało mi tutaj wyższej rozdzielczości oraz odświeżania ekranu. Jest Full HD+ i to w zupełności wystarcza, ale przywykłem jednak do wyższych we flagowcach i przez całe dwa tygodnie testów z uporem maniaka próbowałem przełączać się na wyższe standardy, a nie było to możliwe…

Za to już opcje filmowania i fotografowania – rewelka. Brzmienie – cudne. Jakość nagrań – pierwszorzędna. Wrażenie płynące z jakości multimediów – bardzo dobre. Efektywność – na rozsądnym poziomie. Czas pracy na baterii – świetny. Całościowo LG V60 ThinQ 5G to dość równy smartfon, oferujący na każdym poziomie bardzo zbliżone wrażenia związane z codzienną obsługą.

Nie chcę pisać więcej, bo nie obejrzycie wideorecenzji ;). Dzięki serdeczne za lekturę.