Image default
Honor

Huawei szykuje kolejny szach-mat. Honory dostaną 48-Mpx aparaty i Kirina 980.

OK – nie mam pojęcia, co jest w stanie obudzić konkurencję, aby była w stanie skutecznie powalczyć z Huawei, ale wiele wskazuje na to, że pierwsze miesiące nowego 2019 roku również będą należały do Huawei. Dlaczego również?

Bo cały rok 2018 jest w rękach tego producenta. Najpierw Chińczycy dołożyli do pieca wypuszczając P20 Pro (TU recenzja), a potem podlali to wszystko pikantnym Mate 20 Pro (TU recenzja). Ten drugi smartfon okrzyknąłem telefonem z Androidem numerem 1 w tym roku. Ale początek tego następnego też przyniesie prawdziwe rewelacje. Tym razem pod szyldem marki Honor, która z niepozornego średniaka wyrosła na mocno zaspokajające niemal każdy apetyt serie smartfonów.

Huawei poinformował właśnie oficjalnie, że wprowadza trzy technologie Honor. Spodziewać możemy się ich podczas premiery Honora View 20 pod koniec tego miesiąca.

I od razu bije w najwyższe rejestry. Pierwsza z nowości związana jest z aparatem. Wspomniany Honor View 20 będzie z 48Mpx aparatem od Sony (IMX586). Jestem zaskoczony, bo pierwotnie liczyłem, że to Sony, jako pierwsze wykorzysta potencjały swojej matrycy. Oficjalnie Japończycy ogłosili ją 23 lipca br. Przetwornik ma gęsto upchane piksele wielkości 0.8 mikrona, więc przede wszystkim zagwarantuje świetne zdjęcia w ładny, słoneczny dzień. Niemniej przy bardzo jasnej optyce oraz z domieszką fotograficznych algorytmów AI – bez wątpienia zdziała cuda również w mniej sprzyjających warunkach.

Przy okazji wiadomo już, że możemy spodziewać się na pokładzie Honora View 20 procesora – Kirin 980.

Jako, że jest to bardzo udany układ, który znaczące postępy poczynił względem Kirina 970 zarówno w wydajności, jak i szybkości przetwarzania obrazu, to dodatkowo jest wykonany w zaledwie 7-nm procesie technologicznym, zapewniającym wysoką efektywność, jak i lepsze gospodarowanie energią. Póki co napędza Mate 20 Pro, ale jestem pewien, że kiedy zagości w nowym wiodącym Honorze – będziemy mieli kolejnego superszybkiego smartfona na rynku.

Drugą nowością zapowiadaną przez Huawei w View 20, będzie ekran All-View.

Jak informuje producent – dostarczy pierwszy na świecie ekran, który składa się z 18 nakładanych na siebie warstw. Dość tajemniczo brzmi zdanie, które mówi, że „w tak skomponowanym wyświetlaczu znalazł się również aparat. Dzięki temu mamy do dyspozycji ekran zajmujący niemal 100proc. powierzchni przedniego panelu urządzenia”. Oznacza to, że Huawei skorzysta z jednego z ostatnich wyświetlaczy Samsunga z okrągłym wycięciem na aparat (Infinity-O), czy po prostu projektuje ekran z innym dostawcą? Brzmi niezwykle intrygująco!

Trzecia nowość technologiczna Honor, która niebawem się pojawi to Magic Turbo.

Z opisu wynika, że chodzi o inteligentne zarządzanie przełączaniem się pomiędzy standardami 4G i WiFi, tak by zwiększyć szybkość pobierania danych oraz cały czas być podłączonym do Sieci. Ma się to dziać automatycznie, na podstawie analizy tego, jak używamy telefonu. Dość podobnie wygląda to do tego, co już mieliśmy bodaj w Samsungu Galaxy S5, który również pozwalał jednocześnie korzystając z LTE i dobrodziejstw WiFi pobierać duże pliki, ale nie było to tak zautomatyzowane, jak ma być u Huawei.

Nie powiem – Huawei nie daje odpocząć konkurencji. I wyraźnie podnosi prestiż marki Honor.

Jednoznacznie informuje też, ze jest ona w procesie transformacji, co widać nawet po nowym gradientowym logotypie, który ma mieniącą się kolorystyką wyrażać ciągły rozwój oraz nacisk kładziony na coraz lepsze wzornictwo urządzeń. A przypomnę, że od Honora 9 (TU recenzja) naprawdę wiele już się w tym aspekcie na duży plus zmieniło.

Ta transformacja może oznaczać też, że być może Huawei szykuje grunt pod kolejną submarkę, która miałaby wejść w średniopółkowy segment.

Tak mocne i coraz bardziej prestiżowe Honory zapewne będą celować cenowo w przedział od 2000-3000zł. Flagowce zaczynają się przecież od około 3500zł i wyżej, a najbardziej chłonny poziom to w tej chwili urządzenia za około 1000-1800zł. Czują to właśnie Chińczycy, co udowadniają wypuszczając takie modele, jak Honor Play (recenzja lada dzień), czy Xiaomi z Pocophone F1 (recenzja też już w drodze). Nic nie stoi na przeszkodzie oczywiście, aby kolejne Honory też się tutaj dobrze czuły, ale jak na moje oko apetyt z tą submarką Huawei ma coraz większy.

Imponuje też to tempo. Bo zwykle o tej porze roku syte technologiczne byczki zakasywały rękawy na świąteczne żniwa.

Huawei w tym wszystkim oczywiście się nie wyróżnia, ale zarazem nie pozwala sobie na odrobinę wytchnienia. Może zrobię jakieś podsumowanie, ile nowych Honorów i Huawei pojawiło się w tym roku w każdym segmencie sprzętowym. A tu jeszcze nadchodzi kolejny mocny gracz.

Przy takim podejściu to żniwa będą, ale wśród konkurencji – na rzecz Chińczyków.