Test, recenzja, opinia – Huawei Matebook X – najlepszy ultrabook, jaki kiedykolwiek spotkałem!

SŁOWEM WSTĘPU

Na pewno na Spider’sWeb oraz na Antyweb Huawei Matebook X doczekał się płatnych tekstów. Nie ukrywam, że trochę zazdroszczę. Domyślam się, że jeśli ktoś widzi tam materiały o tym ultrabooku, to zapewne jest przekonany, że skoro poszła kasa, to znaczy że sprzęt ten jest promowany na wyrost. Niespodzianka! Mimo, że nikt mi nie płaci za tę recenzję, a na sponsorowane materiały na w/w. platformach trafiłem zupełnym przypadkiem, to z tego miejsca mogę śmiało tamte teksty legitymować. I żeby było jasne – naprawdę robię to wyłącznie z jednego względu – uwielbiam tak pojęte nowe technologie, jak udało się je sformalizować w postaci Matebooka X!

Tytuł tej recenzji i tak nie oddaje tego, jak genialnym sprzętem jest recenzowany tutaj komputer! Ale pomimo ogromnego zafascynowania linią Surface od Microsoftu i przeogromnej fascynacji Chromebookami, tak mogę napisać jednoznacznie, że do tej pory nie pracowało mi się na laptopie tego formatu lepiej u nikogo innego, jak u Huawei! I pamiętam doskonale pełen ogromnego dystansu wpis na temat tego sprzętu (TU dla chętnych podlinkowuję), kiedy kilka miesięcy temu debiutował. Bez kozery pisałem, że Huawei chyba sobie żarty stroi, jeśli chce ugryźć rynek komputerów, tak zdominowany przez cenionych starych wyjadaczy formatu Asusa, Acera, Della, Lenovo, czy Apple. Nic bardziej mylnego! Huawei Matebook X tworzy własną historię komputeryzacji, którą z podniesionym czołem śmiało może na swoich kartach bez wstydu zapisywać! Tak – nie ustępuje ani na krok ów starym wyjadaczom!

Pisząc powyższe, czuję że moje tłumaczenie jest trochę na wyrost… Ale skoro ostro łajałem to skrucha MUSI być równie konkretna. To, co – jedziemy?

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

WZORNICTWO I WYKONANIE HUAWEI MATEBOOKA X

Cholera. Pozamiatali :) Huawei Matebook X jest kapitalnie zaprojektowany i wykonany. Jestem zachwycony tym, jak udało się ugryźć ten projekt! Jest świeży, przyjemny, oszczędny, konkretny, ale zarazem nie ma w nim cienia pretensjonalności. Matebook X jest skrojony idealnie, perfekcyjnie wręcz pod wymogi i zastosowania mobilne. Autentycznie – nie spotkałem jeszcze komputera, z którym tak wygodnie, doskonale, komfortowo i bezproblemowo – pracowałoby mi się w niemal każdych zastanych warunkach. I tak – to nie jest sprzęt dla tzw. hard-userów, którzy muszą zaprząc do pracy Photoshopa, czy Adobe Premiere do obróbki filmów. Ale bez dwóch zdań dla wszystkich twórców, których praca oparta jest o pisanie!

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Pomyli się jednak ta osoba, która dojdzie do wniosku, że to w takim razie droga maszyna do pisania. Matebook X idealnie sprawdzi się również w każdym biurze przy pracy księgowej lub typowo biurowej z Excelem, PowerPointem, Wordem. Ten ultrabook jest stworzony dla Internetu, Facebooka, poczty, Netflixa, a zarazem pracy agencyjnej, marketingowej, PR-owej – słowem dla branży kreatywnej, ale w tej bardziej miękkiej odsłonie. I wskazuje na to szereg niesamowitych zalet tego sprzętu.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Pierwsza prawda podstawowa na temat Matebooka X jest taka, że jest on ULTRA-kompaktowy. Nie, nie po prostu dopasowany, skrojony, dobrze leżący w ręce, lekki etc. To są sformułowania, które do tego sprzętu po prostu nie pasują. I cholera – będzie mi to straaasznie ciężko oddać w tym tekście, ale ten ultrabook, jest jak ultrabook idealny. Jak wzorzec dla innych produktów tej kategorii. Swego rodzaju Demiurg komputerów supermobilnych. Jego kształt, waga, wymiary, spasowanie – to wszystko jest perfekcyjne!

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Druga kwestia – zimny chłód stali, z której jest Matebook X wykonany, mówi wszystko o naturze tego sprzętu. Czyli, że jest on rzeczywiście stworzony dla biznesu i to takiego, jaki próbowałem zdefiniować powyżej. Ma to swoje mocne konstrukcyjne uzasadnienie. Ta stal jest niemal bez przerwy chłodna! Jak to możliwe? Otóż Matebook X w ogóle się nie grzeje, co najwyżej bywa ciepławy! Gdybym był harcerzem, dałbym Ci słowo harcerza ;). Ale nim nie jestem, więc mogę jedynie na tzw. gębę zapewnić Cię, że po kilku godzinach pracy – sprzęt ten będzie co najwyżej cieplejszy. Jeśli będzie akurat ładować baterię to trochę bardziej. Ale żeby odczuwać z tego powodu chociażby najdrobniejszy dyskomfort? No way!

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Po trzecie – nie ma żadnych wiatraków, zatem Matebook X nie wydziela nawet najmniejszych dźwięków. Jest ABSOLUTNIE i TOTALNIE bezgłośny! A przypomnę, że na jego wyposażeniu jest niskonapięciowy Intel Core i5. I tak – jest cisza doskonała! Również wówczas, kiedy pracujesz z klawiaturą, bowiem – oczywiście wydaje dźwięki podczas stukania, ale są one… subtelne, miękkie, niezbyt agresywne. I mam żywe porównanie z jedną z najgenialniejszych klawiatur w moim Surface Booku, którą po prostu już teraz słychać, a szczególnie skrzypliwe uginanie się mechanicznych elementów pod klawiszami. Tutaj tego zupełnie nie ma! Co więcej – zazwyczaj bardzo głośno słychać gładziki. A ten w Matebooku X – pomimo, że kliki są wyraźnie słyszalne – również te dźwięki wydaje wyraźnie ciszej aniżeli konkurencja. Tu do ideału nieco brakuje, ale – szczerze? Nie dbam o to! Całość wypada supergenialnie! Jak nigdzie dotąd!

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

To, co podoba mi się tutaj najbardziej, to włącznik z wbudowanym czytnikiem linii papilarnych. Działa on fenomenalnie! Muśnięcie i już – jesteś zalogowany/-na! Po prostu petarda! I co najlepsze – czujnik jest aktywny już od pierwszej sekundy uruchamianego Matebooka X. Co to oznacza? Że już w tym momencie z automatu jest dostępna autoryzacja do Windowsa. Nie trzeba po ukazaniu się ekranu logowania ponownie sczytywać palca! Bomba! Jestem urzeczony i jak dla mnie – nie ma lepszego sposobu na skuteczną autentykację! Brawo Huawei! Oczywiście, kiedy włączysz komputer innym palcem, to do zalogowania konieczne jest przyłożenie tego zapisanego w pamięci urządzenia.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Pod kątem wyważenia jest mniej ochów i achów. Perfekcyjnie jest w Surface Laptopie, który właśnie do mnie dojechał, więc zastąpi Matebooka X, na stanowisku głównego komputera w moim biurze. Tutaj – w produkcie Huawei – nie podniesiesz wieka bez przytrzymywania urządzenia drugą dłonią. W Surface Laptopie już tak. Może uda się to wypracować w kolejnej odsłonie tego ultrabooka?

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Następny plus? Bardzo proszę – supercienkie ramki wokół wyświetlacza! Tak cienkich jeszcze nie spotkałem. I cudownie oddają sens tworzenia takiego wzornictwa. Bo po prostu masz przed nosem ekran roboczy. Pełny, kompletny, cały do pracy. Świetne! Świetne! Świetne! Po prostu WOW! Uwielbiam za to Matebooka X!

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Prawdziwa rewelacja na sam koniec. Wisienka na torcie! Pomimo, że jest tutaj ekran o przekątnej 13 cali – tak, słownie: trzynastu cali – to Matebook X jest mniejszy od kartki papieru! I nie o jakieś pół milimetra, żeby tylko wiarygodny był slogan reklamowy przy laboratoryjnym mierzeniu mikromierzem. Nie, faktycznie jest tak, że na szerokość kartka A4 wyraźnie wystaje poza klapę. Pięknie! Rewelacja! Mój rozmiar! Rozmiar idealny pod kątem mobilnym! Cud, miód i orzeszki! ;) Wiem, wiem – posługując się nowomową Twittera – tryskam (tudzież rzygam) tęczą, ale nie potrafię inaczej pisać o tym sprzęcie! Wzorniczo i pod kątem wykonania Matebook X od Huawei jest perfekcyjny! Słowo honoru (no może poza tym wyważeniem)!

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

WYŚWIETLACZ W HUAWEI MATEBOOKU X

OK, sensownie już go zaanonsowałem piętro wyżej, opisując design. Co mogę więcej dodać? Myślę, że tylko jeden brak, który nie jest jakiś superkluczowy, ale może mieć dla Ciebie znaczenie przy wyborze tego właśnie komputera. Otóż panel nie jest dotykowy. Aż dziw, prawda? Nie dość, że właściwie wszystko już teraz jest tworzone do obsługi pod palec, to jeszcze biorąc pod uwagę doświadczenia Huawei, postawiłbym w ciemno, że ekran reaguje na kontakt fizyczny. Niestety tak się nie dzieje.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Wspomniana wcześniej ramka ma zaledwie 4,4 mm szerokości, a zatem przekłada się to na 88-proc. wypełnienie powierzchni wewnętrznej części obudowy przez ekran. Ten charakteryzuje się świetnymi kątami widzenia oraz rewelacyjną jasnością, która doskonale radzi sobie nawet w bardzo słoneczne dni. Większość laptopów może pochwalić się jasnością na poziomie około 200 nitów (lub w co lepszych modelach 260-290 nitów). Tutaj wynosi ona 350 nitów przy współczynniku kontrastu wynoszącym 1000:1! Jeśli używamy Matebooka X w nocy możemy śmiało ustawić jasność na poziomie… 0 proc! Do codziennej pracy, przy warunkach jakie w okresie jesienno-zimowym i wczesnowiosennym panują za oknem – wystarcza maksymalnie 50-proc. podświetlenie. Jako osoba sporo pracująca mobilnie – biorę pełną odpowiedzialność za te słowa!

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Natywnie w systemie Windows 10, który zarządza Matebookiem X, jest też dostępne Wyświetlanie Nocne, zmniejszające emisję światła niebieskiego, które wieczorami utrudnia zasypianie i męczy wzrok. Można też systemowo ustawić harmonogram, wg którego będzie się tryb nocny aktywować oraz siłę takiego podświetlenia, przy którym dominują ciepłe, zółtawo-pomarańczowe kolory. Spisuje się to bardzo dobrze.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

To, co pieści nasze oczy, to to – że Matebook X może pochwalić się kapitalnym wyświetlaczem 2K z rozdzielczością 2160x1440px. Ostrość obrazu jest fantastyczna, a barwy pięknie odwzorowane, m.in. dlatego, że występuje tutaj pokrycie gamy kolorów sRGB wynoszące równe 100 proc! Przy typowych panelach jest to zazwyczaj 75 proc., więc i tutaj Huawei odstawia konkurencję! Poza tym – aby zadbać o maksymalny komfort pracy – ekran pokryty został szkłem Corning Gorilla Glass. Nie doszukałem się informacji o tym, której generacji jest to szkło, ale nie ma absolutnie żadnych zarysowań lub śladów od lubiącej odciskać się na wyświetlaczu – przy takich komputerach – zarysów klawiszy klawiatury.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Jakieś minusy? Jeden fakultatywny. Otóż ekran jest błyszcząco-refleksujący (z ang. glare), a zatem odbija się w nim wszystko, jak w lusterku. Nie jest to jakieś dramatyczne, no ale nie jest to wyświetlacz matowy. Mi to nie przeszkadza, chociaż słonecznym latem może być różnie z odbiorem treści. W obecnej aurze (ta recenzja powstaje w pierwszym tygodniu grudnia 2017r.) nie ma z tym żadnych problemów.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Bardzo lubiłem poddawać zdjęcia podstawowej obróbce na Matebooku X oraz obejrzałem kilka filmów, w tym w wysokich rozdzielczościach (były wśród nich również bajki). Efekt kapitalny – zwłaszcza, że ciemne kadry lub materiały filmowe, w których dominuje noc, były świetnie interpretowane, a odcienie szarości i czerni kapitalnie wyciągane na różnych poziomach barwowego skalowania obrazu. Jestem pod bardzo dużym wrażeniem oferowanej jakości! I tak – obcowanie z takim panelem jest uzależniające. Może też dlatego brakowało mi dotyku, bo palec sam chciał ślizgać się po wyświetlaczu! Inna sprawa, że nie było problemów z utrzymaniem go w czystości. Zakładam więc (trochę w ciemno, bo w specyfikacji tego nie ma), że pokryty jest jakąś powłoką oleofobową.

WYPOSAŻENIE I SPECYFIKACJA TECHNICZNA HUAWEI MATEBOOKA X

Recenzowany przeze mnie model Huawei Matebooka X otrzymał procesor Intel Core i5-7200U z dwoma rdzeniami taktowanymi od 2,5 GHz do 3,1 GHz i zintegrowany układ graficzny Intel HD Graphics 620. Tak – do codziennej, agencyjno-biurowej pracy lub też z prostymi multimediami – w zupełności to wystarcza. Procesor nie pobiera dużo energii, jest bardzo szybki i wydajny w kontekście typowych zadań, ale kiedy próbujesz obrobić np. 25MB pliki RAW, co zdarzyło mi się kiedy testowałem moduł fotograficzny Hasselblad True Zoom do smartfonów z serii Moto Z, to zaczyna łapać wyraźną czkawkę. Obraz zaczyna klatkować i wymaga trochę precyzji i cierpliwości np. równe ustawienie obok siebie dwóch tak masywnych kadrów.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Fajnie, że dostępne jest 256GB szybkiej pamięci SSD typu M.2, dzięki której system uruchamia się w ciągu kilku-, kilkunastu sekund i tak samo szybko wyłącza – i to bez względu na to, jak mocno zarzuciliśmy go zadaniami. Tutaj istotną rolę odgrywa obecność 8GB pamięci operacyjnej RAM. Bezproblemowa jest też praca z wieloma otwartymi zakładkami w przeglądarce internetowej. Ja działałem gł. na Chrome i Vivaldi – wszystko tutaj płynie i nie stwarza żadnych komplikacji.

Specyfikacja techniczna Huawei Matebook X (2017)
Procesor Intel Core i5-7200U (2 rdzenie, od 2.5 GHz do 3.1 GHz, 3MB cache) plus zintegrowany układ graficzny Intel HD Graphics 620
Pamięć RAM 8 GB (SO-DIMM DDR3, 1600 MHz)
Dysk twardy 256 GB SSD M.2
Typ ekranu Błyszczący wyświetlacz LED z technologią IPS i szkłem Corning Gorilla Glass, 13,3 cala, 2160x1440px
Dźwięk Wbudowane głośniki stereo
Wbudowane dwa mikrofony
Zintegrowana karta dźwiękowa zgodna z Intel High Definition Audio
Kamera internetowa 1.0 Mpix
Łączność Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac
Moduł Bluetooth
Rodzaje wejść / wyjść USB Typu-C – 2 szt.
Wyjście słuchawkowe/wejście mikrofonowe – 1 szt.
Bateria 5449 mAh, Li-Polymer
Zainstalowany system operacyjny Microsoft Windows 10 Home PL (wersja 64-bitowa)
Wymiary 12,5 x 286 x 211 mm; 1,06kg z barterią
Dodatkowe informacje Aluminiowa obudowa
Wielodotykowy, intuicyjny touchpad
Corning Gorilla Glass
Czujnik Halla
Czujnik światła
Akcelerometr
Wbudowany czytnik linii papilarnych

To, co zasługuje tutaj na wyraźne wyróżnienie, to zastosowanie rewelacyjnych, wbudowanych głośników stereo, które pomimo że do dyspozycji mają wyłącznie zintegrowany układ Intel HD Audio, to dają prawdziwego czadu! A to wszystko za sprawą technologii Dolby Atmos Sound, która jak na tak maleńkiego i cienkiego ultrabooka – wydobywa z tego sprzętu świetne brzmienie! Można nim dodatkowo sterować w dedykowanym oprogramowaniu. I sprawdza się ono szczególnie w filmach, a co równie ważne – kiedy jest głośność na maksymalnym poziomie, to nie słychać nawet najdrobniejszych przesterowań! Rewelacja! Przy tym wszystkim jest tak głośno, że aby spokojnie popracować w drugim pokoju, musiałem przy seansach puszczanych dzieciakom, zamykać podwójne drzwi! Prawdziwa rewelacja! I to nawet pomimo tego, że przecież nie są tu nie wiadomo, jak głębokie basy i wysokie soprany. Niemniej brzmienie z tego systemu określiłbym jednym słowem: ciepłe. I myślę, że to dlatego nic nie trzeszczy. Naprawdę odbiór jest świetny!

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Oczywiście Huawei dorzucił do Matebooka X akcelerometr, czujniki Halla i światła oraz wspomniany czytnik linii papilarnych. Poza tym znalazła się w recenzowanym ultrabooku bardzo dobrze działająca łączność Wi-Fi 802.11 w standardach a/b/g/n/ac oraz Bluetooth. Ale to tyle, jeśli idzie o środek. Natomiast ciekawie robi się na zewnątrz, chociaż pozornie szału tu nie ma…, no bo jak może być przy dwóch portach USB typu C i jednym wyjściu słuchawkowo-mikrofonowym (combo)? A jednak, producent dorzuca coś od siebie…

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

I jest to rewelacyjna przejściówka (lub też – jak kto woli – stacja dokująca) Huawei MateDock 2, z wbudowanymi złączami: dodatkowym USB typu C, VGA do podłączenia np. monitora starszego typu, pełne USB oraz wyjście HDMI. Co istotne – ładowarkę podłącza się pod USB C z lewej, a przejściówkę z prawej strony komputera. Jeśli zrobisz odwrotnie, na ekranie pojawi się stosowny komunikat, aby zmienić to ułożenie. Jako, że ładowarka ma dość długi kabel, nie jest to wielkim problemem, ale kilka razy byłem w okolicznościach, w których wolałem podłączyć się z zasilaniem do prawego portu. Niestety – wówczas nie działa ładowanie baterii.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Natomiast Huawei MateDock 2 jest w zestawie, nie trzeba go dokupować i właściwie jest w nim wszystko to, czego dusza zapragnie, a poza tym jest lekki, mały, łatwy w przenoszeniu i nie implikuje konieczności kupowania kilku różnych kabli. Natomiast posiada jeden istotny – z mojego punktu widzenia – brak. Nie ma slotu na karty SD. Ani nie znalazł się on w Matebooku X ani nie ma go w przejściówce. Jako, że bardzo dużo operuję właśnie kartami pamięci pomiędzy różnymi urządzeniami, toteż rzeczywiście trochę mnie to drażniło. Niemniej – można przestawić się na inny system pracy i też będzie OK. Przy tylu zaletach tego sprzętu nie jest to wielki minus, szczególnie kiedy weźmie się pod uwagę kategorię komputera, z którym się obcuje.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

BATERIA I CZAS PRACY HUAWEI MATEBOOKA X

Kolejny niezwykle przyjemny punkt w recenzji Huawei Matebooka X. Wewnątrz komputera zastosowano niewymienną baterię litowo-polimerową o pojemności 5449 mAh, która odpowiada za kapitalnie długą pracę na jednym ładowaniu, która wynosi dobre 9h. Takie czasy uzyskiwałem na około 50-proc. jasności, ale – co znowu podkreślam – działo się to w warunkach pogodowych przypadających na późną jesień roku 2017. Oznacza to, że wiosną i latem, kiedy słońca jest więcej i świeci ostrzej – w ciągu dnia na pewno trzeba będzie ją zwiększać, a to odbije się na godzinowej wydajności akumulatora.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Oczywiście w czasie testów nie było tak, żebym nie korzystał z 75-proc. podświetlenia, czy nawet 100-proc. Ale nie były to okoliczności dominujące. Pewnie – mogę odpowiadać tutaj tylko za siebie, ale u mnie realne było 9h na jednym ładowaniu. Kiedy jasność była na poziomie 100 proc. mogłem obejrzeć bez problemu dwa filmy około 100-minutowe w streamingu VOD i rozdzielczości HD+ (konkretnie w serwisie Cineman.pl). Po tym czasie pojawiała się ikonka w zasobniku, wskazująca że bateria jest bliska wyczerpaniu, więc włączono tryb automatycznej oszczędności. Niemniej – w czasie seansu – ani razu nie doszło do przycięcia się obrazu, czy spadku jasności obrazu.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Kiedy komputer był podpięty do prądu, w tym jednym wypadku robił się wyraźniej cieplejszy, ale nie było mowy o jakimkolwiek parzeniu obudowy. Huawei zapewnia, że w konstrukcji obudowy zastosowano technologie lotnicze, które są odpowiedzialne za szybkie odprowadzanie ciepła. Jeszcze w żadnym sprzęcie tego typu nie spotkałem się z tak dobrą realizacją tej idei. Czasami brzmi to po prostu nieźle marketingowo. Tutaj jednak sprawdza się w codziennym użytku.

OPINIA NA TEMAT HUAWEI MATEBOOKA X

Kurczę – rozstawałem się z Matebookiem X po miesiącu testów z niekłamanym żalem! Poczułem z nim żywą, autentyczną więź! Tak – ze sprzętem komputerowym! Sprawił mi on sporo radości i wykazał się doskonałym towarzyszem, partnerem, czy idąc w kierunku znaczenia samej nazwy – kumplem – w pracy! Zalet jest tutaj co nie miara. Szczególnie tych, których podstawą jest szkielet Matebooka X. Jest on bowiem faktycznie mniejszy od kartki A4 (na szerokość), supercienki, a przez to jeszcze bardziej superlekki, do tego niezwykle foremny, mieszczący się niemal wszędzie, z ultracienkimi ramkami wokół ekranu, z idealną klawiaturą.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Jakby tego było mało – nawet gładzik, jak i wspomniana przed chwilą klawiatura – pracują bardzo cicho. I o ile touchpad mógłby być cichszy, to już same klawisze stukają niezwykle miękko i przyjemnie. Skok jest przy tym twardy, ale z wyczuciem amortyzowany. Doceniam, bo pracuję dużo w domu, kiedy inni domownicy śpią. Gdy stukasz na klawiszach, które lekko skrzypią (gł. spacja w moim Surface Booku – TU recenzja), to w absolutnej nocnej ciszy okazuje się, że to bardzo denerwujący stukot. Tutaj tego nie ma!

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Nie jestem zwolennikiem wyłącznie portów USB typu C, ale Huawei dorzuca wraz z Matebookiem X stację/przejściówkę MateDock, która nie ma tylko jednej rzeczy – slotu na karty pamięci. Poza tym – idealnie zastępuje szereg innych portów, jej przenoszenie nie jest kłopotliwe, a do tego nie trzeba za nią dodatkowo płacić. I to jest ważna zaleta, bo chociażby stacja dokująca dla urządzeń Surface od Microsoftu, to wydatek rzędu około 1000zł brutto. W kieszeni zostaje więc sporo pieniędzy, prawda? Tym bardziej, że za Matebooka X trzeba zapłacić około 4800zł brutto, a więc w granicach rozsądku przy tej półce produktowej i zarazem mniej niż za sprzęt Surface od MS.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Kolejny rewelacyjny plus to fantastyczny wyświetlacz, pokryty szkłem ochronnym, który nie zbiera skaz fizycznych ani palcowania. Obraz jest kapitalny, jasność ponadstandardowa, kolorystyka w pełnej palecie kolorów, która w 2K i przy oglądaniu filmów oraz obróbce zdjęć – sprawdza się wyśmienicie! Szkoda, że nie jest to ekran dotykowy, ale da się przecież bez tego funkcjonować. Na wyposażeniu jest tutaj efektywny procesor, sporo pamięci wewnętrznej nowego typu, do tego odpowiednia ilość RAM. Nie zmienia to jednak faktu, że już bardziej wykwalifikowane zadania, zarezerwowane dla profesjonalnych stacji roboczych, będą sprawiać Matebookowi X problemy. Nie są one jakieś straszne. Jedyne, jakich uświadczyłem objawiły się przy obróbce dużych plików RAW, co praktycznie się nie zdarza w pracy z takim sprzętem, ale to już jest ten próg, poza którym będzie tylko gorzej. O pracy z nawet np. prostym wideo możesz zapomnieć. To dobry punkt, przy którym warto zastanowić się nad faktycznym zadaniowym przeznaczeniem tego komputera, jeśli masz zamiar go kupić.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Poza tym wydajność jest świetna, praca płynna i bezawaryjna. System równie szybko startuje, jak i kończy pracę urządzenia, a aplikacje biurowe oraz z wieloma zakładkami w przeglądarce internetowej nie robią na Huawei Matebooku X absolutnie żadnego wrażenia. Dodatkowo nie ma żadnych śmieciowych dodatków typu bloatware poza apką do głośników i dedykowaną aplikacją od Huawei do zarządzania sterownikami, pamięcią ultrabooka etc. Niemniej nie włączają się automatycznie, więc nie ma ich nawet w zasobniku! Udało się zatem producentowi stworzyć świetny biznesowy komputer, który po prostu się lubi! Który jest przyjemny w obsłudze, efektywny zadaniowo, długodystansowy na baterii, a i potrafi dostarczyć wielu przyjemnych wrażeń przy mniej angażującej zabawie multimediami. I nie atakuje absolutnie żadnymi niepotrzebnymi programami.

Recenzja Huawei Matebook X – 90sekund.pl

Czy mogę tak po prostu polecić Huawei Matebooka X? Nie – nie mogę. Mogę za to polecić go bardzo, bardzo, bardzo! W tej kategorii sprzętu śmiało możesz go postawić obok dowolnego produktu jednego z wyjadaczy rynku i najmniejszego wstydu tutaj nie będzie! Słowo honoru! Rekomenduję – warto!

  • Jerzy Jabłoński

    Ładny sprzęt, ale za drogi na to co oferuje. Taki gloryfikowany przeciśnięty tablet z klawiaturą i Windowsem, podoba ie jak większość ultrabooków. Owszem, można na nim wygodnie pisać co jest przewagą nad typowymi tabletami, ale cena ponad 4500 zlotych za maszynkę do pisania i konsumpcji multimediów to zdecydowana przesada. Funkcjonalnie przyda się niewielkiej grupie osób które muszą mieć bardzo mobilny sprzęt do pisania (dziennikarze, ew blogerzy) i dla nich jest wart tej ceny że względu na rozmiary i wagę. Podobnie jak inne ultrabooki tej klasy, czy sobie z nimi poradzi to będzie zależało od wsparcia raczej niż samych parametrów.

    Właśnie, wiesz może jak wygląda wsparcie gwarancyjne tego ultrabooka? Huawei oferuje NBD, ale jakoś dziwnie to wygląda w opisie gwarancji. Znasz może kogoś kto ma bezpośrednie doswiadczenie z biznesowym serwisem Huawei? Bo Lenovo mimo świetnego X1 ma kiepskie opinie serwisowe, Dell z kolei odwrotnie – sprzęt taki sobie jakościowo (kiepsko składany zazwyczaj), ale serwis mają genialny, piszę to z doświadczenia. Jeżeli serwis Huawei będzie dobrej jakości i porównywalny na całym globie to Matebook może nie będzie konkurencją dla XPS, ale ma szansę konkurować z X1 Carbon.

    Swoją drogą z takim prockiem i ilością pamięci powinien być całkiem sprawny, a nie ciąć przy średnio wymagajacych zadaniach jak obróbka małych w końcu RAWów. Pewnie brak wentylatorow i ograniczanie mocy w ochronie przed przegrzaniem daje się we znaki.

    • Może zacznę od końca! Dzięki serdeczne za klarowny i – jak zwykle chirurgiczny komentarz! :) Krótkie, ale zdecydowane posunięcia ;).

      Może zacznę od końca – rzeczywiście – zakładam, że skoro jest chłodzony pasywnie to pewnie kosztem wydajności procesora, stąd już przy RAW-ach się przycina. Ale przy tym układzie – mimo wszystko tak być nie powinno. Zwłaszcza, że to świeża odsłona tego chipa no i i5. Z drugiej strony coś za coś. Przy ultrabooku można sobie na to pozwolić w tej klasie sprzętu, bo jego przeznaczenie jest inne, a i zero wiatraków to też plus.

      Jeśli idzie o opinię na temat Next Business Day u Della, to potwierdzam – również z własnego doświadczenia – działa to fenomenalnie i chyba nikt tego – oprócz tego producenta – nie zrobił w tej chwili lepiej. Można więc mu wybaczyć jakościowe kompromisy za tak dobry i szybki serwis. Niestety nie wiem, jak to wypada u Huawei. Jak masz gdzieś link do tego tekstu gwarancyjnego, to podeślij mi proszę – postaram się w wolnej chwili rzucić okiem, bo sam jestem ciekawy.

      Co do przeznaczenia – jak napisałem – na pewno jest to sprzęt nie tylko dziennikarsko-blogerski, ale również agencyjny i biurowy. OK – to pełnej satysfakcji typowej księgowej będzie może brakowało klawiatury numerycznej, ale przy innych zadaniach sprawdzi się doskonale. Excel, PowerPoint, Word, aplikacje księgowe, do fakturowania, praca w Chmurze, raporty etc. Ten ultrabook jest po prostu do tego stworzony.

      No i na deser mój ulubiony fragment – “Taki gloryfikowany przerośnięty tablet z klawiaturą i Windowsem(…)”. Uwielbiam tą stylówkę w Twoich komentarzach! :D Wprawdzie nie zawsze się z nią zgadzam, ale jest w tym coś bezkompromisowego i autentycznego. Spojrzenie na inny sprzęt okiem typowego profesjonalisty. Ja Cię akurat w tym kontekście rozumiem. Natomiast do tabletu daleko temu komputerowi. Serio – nie ma nawet dotykowego ekranu. Poza tym Windows do tabletowej pracy za bardzo się nie nadaje. Działa to jako tako, ale nie jest to środowisko pod takie zastosowania. Przydałaby się jakaś nakładka. Natomiast to jest mimo wszystko komputer, więc cena w tym segmencie sprzętowym jest na podobnym poziomie, jak innych urządzeń, z dobrze pomyślaną przejściówką w zestawie i świetną ergonomią oraz kulturą pracy. Zupełnie szczerze – ciekaw jestem, co byś powiedział po kilku tygodniach pracy z takim Matebookiem X?

      • Jerzy Jabłoński

        To samo co powiedziałem po paru miesiącach męczenia się z XPS13? Zabierzcie w końcu to g… ode mnie? Serio, ultrabooki są świetne tam gdzie potrzeba mobilności, a sprzęt wykorzystywany jest głównie w terenie/podróży. Właśnie blogerzy, dziennikarze, jacyś handlowcy czy marketingowcy którzy potrzebują czegoś co da możliwości “normalnego” komputera, a jest na tyle małe i lekkie że nie będzie przeszkadzać. Ew. dla hipsterów przesiadujących w Starbucksie czy jaka tam inna kawodajnia jest akurat popularna (jestem herbaciarzem, więc się nie znam).

        Natomiast dla każdej innej pracy z komputerami ten sprzęt jest zbyt mały i niewygodny. Kurcze, chyba główna część klawiatury w moim Dellu jest większa niż cały ten Matebook (ew dużo nie brakuje). A gdzie reszta? 13” ekran – fajnie że jest 2K i bajery, ale taka przekątna sprawi że powierzchnia robocza będzie za mała, albo znaki będą maciupeńkie. 15,6” to już jest tak sobie, nie bez przyczyny do laptopów biurowych często podłącza się monitor(y).

        I nie, ultrabook nie nada się do pracy księgowej. Raz, że przez brak klawiatury numerycznej, dwa przez to co wspomniałem wyżej, a trzy to za cenę tego Matebooka można wyposażyć dwie albo i trzy księgowe w profesjonalne laptopy Della, HP czy Lenovo.

        Ten sprzęt, podobnie jak wszystkie ultrabooki i każdy designerski sprzęt “do pracy” jest po prostu za drogi żeby być użytecznym poza wąską niszą – i to pomijając już ograniczenia samego sprzętu. Coś jak Note 8. Rzecz jasna osób które nie wiedzą co robić z kasą nie brakuje więc znajdą się tacy którzy kupią sobie Matebooka po to żeby postawić go na biurku i nigdy z miejsca nie ruszyć (ew po to żeby się pochwalić co za cudo mają), ale to inna sprawa i inna grupa klientów :D

        • No handlowcy, marketingowcy, blogerzy, dziennikarze, domy mediowe – trochę ta nisza się rozrasta, prawda? OK – u księgowej może faktycznie nie będzie to stuprocentowy strzał w 10., ale dla reszty? I tak – masz rację, chodzi o superwygodną mobilność w przypadku tego komputera, którą udało się uzyskać w stopniu celującym. Widocznie faktycznie nie jesteś adresatem tego ultrabooka. Kwestia świadomości i zawodowych wymagań. Tutaj pewnych rzeczy nie przeskoczymy :).

          • Jerzy Jabłoński

            Wiesz, handlowiec/marketingowiec to też zależy jaki i do czego używa mobilnej elektroniki. Może uznać że woli Note’a na przykład bo raczej coś notuje niż wypełnia formularze u klienta, albo woli (i może) skorzystać np. z jakiegoś makra czy firmowej apki i drukować na mobilnej drukarce może z telefonu :D

            Jak napisałeś: kwestia świadomości i wymagań albo raczej świadomości wymagań – tych realnych a nie wydumanych.

        • t.a.s.

          Sam osobiście posiadam 13,3 cała. Akurat się przyzwyczaiłem do wielkości / maleńkości znaczków choć zdarza mi się “pomarzyć” o większym ale wtedy przypomina mi się, że trzeba to nosić – może nie tyle co “trzeba” ale mam zgodę na pracę służbową na prywatnym sprzęcie (z racji potrzeby dużej wydajności). Szkoda mi czasu na czekanie aż system się włączy, powróci do życia, podzespoły się schłodzą itp.

          Moja żona związana z księgowością i kontrolingiem nie patrzy na nic mniejszego niż 15 cali. No chyba tylko po to, by stwierdzić, że jest ładne, wizualnie się podoba. Ostatecznie liczy się czas pracy, wydajność. Reszta jest wtórna.

          Osobiście uważam, że sprzęty takie jak ten recenzowany przydadzą się tym, którzy dużo piszą. Może wypełniają formularze, muszą mieć mobilne biuro (pisarsko-pokazowe) przy sobie. Do każdej innej poważnej pracy nadają się “średnio”, ledwo.

          Nie wątpię, że recenzowany sprzęt jest świetny, mobilny. I za drogi. W tej cenie można mieć potężnego woła roboczego do czegoś więcej niż tylko pisanie. Może mniej mobilnego. Ale wydajnego w bardziej wymagających programach niż edytor tekstu, podstawowa obróbka zdjęć, przeglądanie sieci.

  • Peter Zetski

    Witaj
    To nie test, recenzja czy opinia, tylko laurka :), ale szczery (mam nadzieję) entuzjazm to jedna z rzeczy za które cenię Twoje wpisy. Sprzęt nie dla mnie, więc nie będę się wypowiadał. Zmieniłem swoje potrzeby więc i innego sprzętu potrzebuję. Ale nie byłbym sobą, gdybym się trochę nie przyczepił :)
    Moim zdaniem, niepotrzebnie wspomniałeś o płatnych tekstach na innych stronach. Ponownie, moim zdaniem, zabrzmiało to tak, jakbyś sugerował że pochlebne wpisy na ich stronach są wynikiem opłacenia ich przez producenta i pewnie nie jest to nawet oznaczone jako tekst sponsorowany. Co gorsza, piszesz że im lekko zazdrościsz, tak jakbyś dawał sygnał że jesteś gotów dać się “kupić”, lub jak to określają inni “sprzedać” i pisać pochlebne teksty byle kasa się zgadzała. Podkreślam, to jest mój odbiór tego co napisałeś, może nie to miałeś na myśli, może nadinterpretuję, może zbyt daleko posuwam się w swoich spekulacjach, ale tak to odebrałem i zrobiło mi się trochę przykro z tego powodu. Raz, że nie chcę mieć nawet cienia podejrzeń że Twoje teksty są nieobiektywne, dwa, rozumiem że możesz im zazdrościć zasięgu, ilości odbiorców, tego że producenci walą do nich drzwiami i oknami i ustawiają się w kolejce ze sprzętem do testów, fundują atrakcyjne wycieczki, ale proszę, nie porównuj się z nimi, bo jakościowo bijesz ich na skalę kosmiczną, a już jeśli porównać środki jakimi dysponujesz a jakimi oni, to lepiej spuścić kurtynę milczenia nad tym co oni swoją twórczością reprezentują. Wiem że chciałbyś mieć sprzęt do testów jak najszybciej, bo im szybciej będzie recenzja, tym więcej wejść, szczególnie przy flagowcach i dobrze wyposażonych i wycenionych średniakach. Wiadomym jest, że ludzie najbardziej szukają informacji zaraz po premierze urządzenia, po kilku miesiącach to zostają juz tylko niedobitki. Bardzo życzę Ci tego. Mam nadzieję że producenci docenią tak jak ja, Twój profesjonalizm i zaczną udostępniać sprzęt tak jak innym. I mam nadzieję, że nie będą żądali w zamian “dowodu wdzięczności” w postaci pozytywnej recenzji. Do tej pory dokonałem 2 zakupów posiłkując się Twoimi recenzjami, i oba uważam za super udane, bo wybierając, miałem świadomość faktycznych wad i zalet urządzeń i mogłem skonfrontować je z faktycznymi potrzebami osób dla których były kupowane.
    Przy okazji odniosę się do Twojej odpowiedzi po innym moim komentarzem (żeby nie pisać w kilku miejscach)
    Ja doskonale wiem ile pracy kosztuje zrobienie czegoś porządnie, bardzo porządnie w Twoim przypadku i dlatego chwalę Cię jak mogę, bo wiem że to motywuje, szczególnie że nie masz jeszcze zbyt wielkiego zasięgu (co dla mnie ma swoje zalety). W ramach dodatkowego docenienia, wyłączyłem na Twojej stronie blokowanie reklam, choć wiem że to niewiele zmieni w Twoim budżecie, ale to taki gest z mojej strony, bo to jedyna strona na której to zrobiłem. I tu kolejna pochwała, bo po wyłączeniu nie zostałem zalany reklamami, jest jakaś jedna skromna reklamka z google adsense jeśli się nie mylę i tyle. Brawo!
    Cieszę się że dalej pracujesz nad filmami, mam nadzieję że zaskoczysz jakimś ciekawym formatem.
    A na koniec mam życzenie, chociaż nie wiem czy je spełnisz. Marzy mi się recenzja apple watcha w Twoim wykonaniu, a już szczytem marzeń byłaby recenzja całego ekosystemu apple, czyli watcha, iphona i jakiegoś komputera od nich. Ach, i do tego słuchawki (oczywiście sportowe) z czipem W1. Oczywiście czytałem już recenzje watcha i innych sprzętów, ale bez wazeliny, nikt nie robi takich recenzji zegarków jak Ty. Po drugie na pewno nie należysz do fanbojów apple, więc Twoje spojrzenie będzie trzeźwe, kto wie, może nawet skażone lekką niechęcią? Tym chętniej bym przeczytał, bo czasem zmieniasz opinię, jak choćby w przypadku matebooka. Szkoda że w Polsce nie masz okazji do przetestowania watcha w każdym możliwym aspekcie, bo np. nie ma wersji LTE i pewnie w siłowniach nie ma jeszcze sprzętu współpracującego z nim (w europie zaczyna się pojawiać). Wiem o wszystkich ograniczeniach systemu iOS, ale mimo wszystko było dla mnie rewelacją jak urządzenia ze sobą współpracowały. Niby android i windows też mają takie możliwości, ale jednak dla mnie to nie ta sama wygoda. Tam to się działo jakoś tak “samo”. Tak że, gdyby się dało, to bardzo bym prosił o solidną recenzję watcha od apple :)
    Ależ się rozpisałem, to chyba mój najdłuższy komentarz w życiu.
    pozdrawiam

    • Witaj – bardzo, bardzo dziękuję za ten długi, wylewny komentarz! Kilka takich laurek w moim życiu – i to zupełnie autentycznych napisałem o sprzecie. Ta recenzja rzeczywiście może się śmiało do nich zaliczyć :D. Słowo honoru – to naprawdę rewelacyjny ultrabook. I nie pisałbym tak, gdyby było inaczej, tym bardziej, że na samym początku podlinkowałem też mój pełen krytyki wpis na temat Matebooka X, który powstał przy okazji premiery tego sprzętu.

      W kwestii Antyweb i Spider’sWeb – pozwól, że opowiem Ci moją historię ;). Szukałem więcej informacji na temat specyfikacji Matebooka X, w tym na stronie producenta. Ta najbardziej podstawowa i w miarę szczegółowa jest, ale… pomimo dedykowanej sekcji nie ma dostępnej instrukcji obsługi, a chciałem wiedzieć, w którym miejscu są poukrywane różne czujniki wokół ekranu, dowiedzieć się jakie są specyficzne zastosowania określonych kombinacji klawiszy do przywracania systemu, jeśli nie chce się tego robić z Windy, poczytać o smaczkach, które zwykle takie instrukcje zawierają. I niestety, ale nie znalazłem takowej. Kontaktowałem się nawet z suportem Huawei, bezpośrednio na stronie producenta, prowadząc czat z konsultantem i ten przeprosił mnie za zaistniała sytuację, przekazał dodatkowe informacje co dalej itp. No, ale nadal nie miałem swoich informacji, więc szukając dalej – jak napisałem na początku – trafiłem na funkcjonujące już w Sieci wpisy sponsorskie, opisane jako Akcje Partnerskie i Wpisy Sponsorowane na SW i AW (czyli są oznaczone). Przejrzałem je pobieżnie i widziałem, że są optymistyczne, ale tego co szukałem nie znalazłem.

      Natomiast odniosłem się do tego na początku nie dlatego, żeby mnie Huawei zauważył. Już to zrobił nie raz – spokojnie ;). Jestem dla nich w tej chwili za mały, aby popłynął strumień pieniędzy. Bardziej chodziło mi o to, że pisanie takiego wpisu sponsorskiego przychodzi bez najmniejszej żenady. Bo można o takim produkcie naprawdę napisać dobry tekst i będzie on autentyczny – bez względu na to, ile pieniędzy położy firma na stole. Dlatego zazdroszczę, bo to zazdrość o fajną kampanię, wokół rozwiązania, pod którym śmiało można podpisać się imieniem i nazwiskiem i wstydu nie będzie. A ja też dbam o to, by starać się współpracować z podmiotami, które mogą pochwalić się produktami, które i ja chętnie mogę legitymować. Nie wiem, czy to dobry moment, aby o tym wspominać i to tak publicznie, ale skoro ‘gadamy’ szczerze, to gadamy… Otóż jeden z większych graczy prowadzi ze mną rozmowy na temat wspólnej kampanii w Q1 2018 i obawia się właśnie reakcji Czytelników. Co więcej, to ja zaproponowałem, czego temat wpisu ma dotyczyć, bo jest to rodzaj usług, które naprawdę dobrze się bronią i warto o nich napisać. Firmy więc wcale nie cieszą się, że na dużych blogach ludzie podchodzą nieufnie do materiałów sponsorskich, chociaż z drugiej strony obecność tam – jest dobrym sposobem na promocję danych rozwiązań. Może więc podświadomie, kierowany tym doświadczeniem zaznaczyłem już na początku swojej recenzji, że nie warto skreślać Matebooka X, kiedy widzi się sponsorski wpis – nawet u dużych podmiotów – bo to faktycznie warty uwagi ultrabook. Oczywiście szanuję SW i AW za pracę, którą wykonują i za te materiały. Nie chciałem, aby to, co napisałem wybrzmiało negatywnie w stosunku do nich. Bardziej wyszło na to, że za free próbuję uwiarygodnić coś, z czego nie mam złamanego grosza. Może faktycznie niepotrzebnie o tym wspomniałem na fali entuzjazmu, dziękuję więc za zwrócenie mi na to uwagi.

      Napisałeś, że kupiłeś pod wpływem moich tekstów dwa produkty. Napisałeś, że zmieniam opinie o danym sprzęcie. Kurczę, nawet nie wiesz, jak ogromną przyjemność mi sprawiłeś swoim wyznaniem! Oczywiście wiele osób daje mi znać, że sugeruje się moimi wpisami. Wielu komentujących na tym blogu też postawiło na rekomendowany przeze mnie sprzęt. Trochę się tego boję, bo póki co wtopy nie było, ale też się martwię tym, co będzie jak ktoś wyda pieniądze, a potem mu się sprzęt posypie, do tego serwis go oleje, a wyjdzie, że sugerował się moim tekstem i – nie daj Bóg – będzie to wpis sponsorski. Jestem spalony. Od razu. Czuję ten ciężar. Osobiście jednak kładę głowę za każdy materiał promocyjny na tym blogu. Nie ma ich aż tak wiele, ale pojawiają się, bo producenci mnie coraz wyraźniej dostrzegają. Mam tego świadomość. Mam też świadomość nacisku na jakość moich materiałów, a tylko moi byli blogerzy mogą powiedzieć, jak strasznie ich za to cisnąłem. I każdy, kto próbuje ze mną współpracować – albo dostaje kubeł zimnej wody na głowę i idziemy dalej – a z każdym kolejnym krokiem jest coraz ciężej – albo odpuszcza, bo nie wytrzymuje mojej presji. A ja wymagam poza autentycznością – myślenia produktem, relacją z nim, kierowania się tym, co on konotuje, jak i po co powstał. Wiele osób, które chcą zajmować się technologiami po prostu wysiada u mnie po kilku tekstach. Czasem nawet przy próbkach. Śrubę dokręcam bardzo mocno.

      Nie zmienia to faktu, że bardzo doceniam tak dobre opinie o 90sekund. Czuję za nie OGROMNĄ odpowiedzialność. To moje dziecko, a owoce tego dziecka wchodzą na bloga w postaci nowych tekstów prawie codziennie, więc zawsze jest to jakiś rodzaj ryzyka. Bardziej od zasięgów zależy mi na zaufaniu, na autentycznym przetestowaniu sprzętu. Zdarza się (ale bardzo rzadko), że ktoś żąda cofnięcia publikacji. Wtedy robi się naprawdę gorąco…

      W kwestii sprzętu Apple – prowadzę o niego starania od dłuższego czasu. Póki co bezskutecznie. Nie umiem powiedzieć, kiedy coś do mnie trafi. Nawet nie chcę podawać przybliżonych terminów, bo z różnych przyczyn strasznie się to ciągnie. Ale będę pamiętał o Twojej prośbie. Prędzej, czy później ugryzę to Jabłko ze swojej strony, ale nie wiadomo czy wówczas nie zostanie tylko ogryzek ;). W każdym razie jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję za tak długi i szczery komentarz. Sam swój pisze już dobrą godzinę :D.

      • Jerzy Jabłoński

        Ja bym się na miejscu Twojego klienta nie obawiał tekstów sponsorowanych tutaj. Jak piszesz – masz mały zasięg, ale jesteś “mocną marką”. Stali bywalcy, czy to komentujący czy nie, podejdą ze zrozumiałą nieufnością tekstu sponsorowanego, ale jeżeli to nie będzie tekst pod dyktando działu PR klienta to będzie ok. Wierzymy w Ciebie, Twoją bezstronność i że nie pozwolisz sobie na takie pisanie laurki pod dyktando.

        Chociaż czasami wbijamy szpile przy podejrzanie pochwalnych tekstach :) ale to już inna sprawa :D

      • Peter Zetski

        No jeśli chodziło Ci o to, żeby pisać laurki i pisać je szczerze, a na dodatek żeby za to płacili, to rozumiem Cie doskonale :), rozumiem też że bronisz konkurencję (taka solidarność blogerów jak się domyślam), ale w dyskusji ze mną, lepiej o niej nie wspominać. O ile jeszcze AW traktuję na zasadzie jest bo jest, ani ziębi ani grzeje, o tyle sw to po prostu porażka totalna. Ten temat chciałbym zamknąć i do niego nie wracać.
        Zdejmę trochę ciężaru i o swoją głowę też możesz być spokojny, bo nie napisałem że coś kupiłem pod Twoim wpływem, tylko że posiłkowałem się przy wyborze, a to znacząca różnica. Poza tym, nawet na Twojej stronie testów jest sporo, więc choćby dokonanie wyboru urządzenia spoczywa na moich barkach. Ale dzięki temu, jak dokładnie testujesz i opisujesz produkty, Twoje recki są doskonałym źródłem informacji. Z ostatnio opisywanych kupiłem (nie dla siebie) Xperię XA1, bo okazała się najlepszym wyborem dla osoby dla której była kupowana. Minusy wymienione przez Ciebie czy innych były dla tej osoby nieistotne, a jeden nawet był pożądany (brak czytnika linii papilarnych). W każdym razie, mogłem rzetelnie porównać z innymi modelami i podjąć świadomą decyzję, za kogoś, kto o technologii nie ma zbyt wiele pojęcia, a z zakupu jest mega zadowolony. Wszystkie (nie tylko Twoje) teksty czytam uważnie, i nie zawsze zgadzam się z autorami, wyciągam własne wnioski kierując się własnymi potrzebami (lub znajomych którym pomagam) a teksty bardziej traktuję jako bazę. Co podoba się np. Tobie, mi może się nie podobać lub dla mnie nie mieć znaczenia. I bynajmniej nie będzie to oznaczało że napisałeś złą recenzję czy że źle oceniłeś produkt. Po prostu oceniasz z innego punktu widzenia, ja Twój punkt widzenia przyjmuję, ale patrzę na test ze swojego punktu i oceniam pod swoim kątem. Ale dzięki tak dokładnym opisom, mogę to zrobić. Podejrzewam, że gdybym bardzo profesjonalnie zajmował się grafiką czy fotografią, to nawet nie zajrzałbym do Twoich testów jakiś programów graficznych czy np. nadchodzącego iMaca Pro. Po prostu nie grasz w tej lidze.
        Właśnie, co do rotacji, nie chciało mi się sprawdzać, ale ostatnio chyba sam piszesz, a wydawało mi się że byli też inni autorzy u Ciebie i nie byłem pewny czy mi się zdawało czy faktycznie byli :) Musisz być naprawdę ostry, bo czytałem ich teksty i nie miałem im nic do zarzucenia.
        Zaufanie masz (oczywiście ograniczone, niestety, znak dzisiejszych czasów), i mam nadzieję że go nie zawiedziesz, bo i profil Twoich czytelników jest inny, widać to choćby po samych komentarzach. Może głupio to zabrzmi, bo trochę jakbym i siebie chciał chwalić, a bynajmniej nie o mnie mi teraz chodzi, ale pomimo że mało jest komentarzy pod Twoimi wpisami, to nie ma tu takich pyskówek jak gdzie indziej.
        Ciekawe dlaczego apple tak bardzo się opiera? za mały jesteś? boją się niesponsorowanych testów? Powiedz im przy następnej okazji, że na test czeka ktoś, kto chce kupić całą ich ofertę :) iphona, watcha, imaca 27″ (na chwilę obecną najbardziej na niego się nastawiam, chociaż macbook pro też jest rozważany) oraz ipada mini, no i słuchawki z W1 :). jak podliczyłem ile to wyjdzie to ….
        Żebyś chociaż tego ich watcha ugryzł

      • t.a.s.

        Szanowny Panie Redaktorze,

        Kompletnie się nie martw, że ktoś przeczyta tutaj coś, kupi a później będzie psioczył. Podobnie jak moi przedmówcy widzę, że podejście czytelników tu jest inne. Recenzje są świetne. Przede wszystkim pozwalają odpowiedzieć sobie samemu na pytanie czy dana rzecz, rozwiązanie jest szyte na moją miarę. Jeśli tak – to mogę myśleć o zakupie. I ponieść wszelkie konsekwencje. Jeśli nie – to szukać dalej aż znajdę co mi odpowiada.

        Nie masz żadnego wpływu na to, co się dzieje z recenzowanym sprzętem, usługą, rozwiązaniem dalej. Przedstawiasz jak coś działa, funkcjonuje w czasie gdy owo coś recenzujesz, testujesz.

        Mi osobiście Twój zachwyt, mniejsze czy większe emocjonalne podejście kompletnie nie przeszkadza. Chyba nawet ma swój urok. Bo nie bawisz się w udawanie obiektywizmu (czyli w pseudoobiektywzim). Blog i recenzje są jakieś. I dobrze, bo takie (wg mnie) powinny być. A nie “poprawne politycznie”.

        Reasumując: tworzysz dojrzały, (trochę zabarwiony emocjonalnie) blog dla trzeźwo myślących.

  • t.a.s.

    Szanowni Panowie, nie szalejmy z tym Excelem. Może do zrobienia malusiej tabeli 10 wierszy na 10 kolumn wystarczy kiedy nie posiada chłodzenia sprzęt. Natomiast chłodzenie pasywne przy większych plikach w takim Excelu “zabija” wręcz pracę. Wtedy “system / program nie odpowiada” to częsty komunikat.