Test, recenzja, opinia – Huawei P9 Lite (2017) – Historia o polowaniu na Twój portfel

SŁOWEM WSTĘPU

Huawei P9 Lite (2017)? A może P8 Lite (2017)? Czy jednak Honor 8 Lite? Albo Huawei Nova Lite? Cztery nazwy, a tak naprawdę jeden smartfon. Nie, to nie żart. I tak – pogubiłem się, a nawet jeszcze nie zacząłem swojej recenzji…, której bohaterem jest… wymieniony, jako pierwszy Huawei P9 Lite (2017)…

Zanim jednak zginę na dobre w nazewnictwie proponowanym przez chińskiego producenta, muszę napisać, że popularność jaką cieszą się smartfony od huawei z dopiskiem Lite jest naprawdę duża. Wystarczy przejść się do pierwszego lepszego operatora komórkowego. W tej dystrybucji takie modele jak P8 Lite, a szczególnie P9 Lite i teraz P10 Lite są hitami sprzedażowymi. I nieprzypadkowo wymieniłem też model P8 Lite, bo w momencie kiedy piszę tę recenzję, model ten wisi na głównej stronie jednego z polskich providerów. U innego okraszony jest mianem “best seller 2016”. I wbrew pozorom, nie ma się czemu dziwić. Świetny marketing, którego twarzą jest w Polsce Robert Lewandowski oraz atrakcyjne ceny przy przedłużaniu umowy. I choć sam Robert bezpośrednio odpowiedzialny jest za flagowe produkty P9/P10, to popularność oraz zaufanie klientów przechodzi również na modele Lite.

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

Do tego wszystkie dołóż jeszcze popularność submarki Honor i mamy przepis na sukces. No i żeby nie było nudno, a interes dalej się kręcił, to co robi producent? Dokłada jeszcze do rozgrzanego pieca Huawei P9 Lite 2017. Chwytam się za głowę i zastanawiam się, gdzie w tym wszystkim ma się odnaleźć ten smartfon? Następcą, którego modelu jest? Biorąc pod uwagę różnorodne nazwy, pod którą jest sprzedawany, wychodzi mi na to, że to po trochu P8 Lite i P9 Lite. Trochę to zabawne, bo w samym portfolio Huawei jest już tak tłoczno, że trudno jest usadzić go na sensownym miejscu. Pokręcone nazewnictwo wcale nie ułatwia sprawy. Rozumiem, że takie rozróżnienie ma na celu lepszą sprzedaż na innych rynkach, ale jak dla mnie to zdecydowanie za dużo. 

Pomijając jednak ten fakt, pamiętam moje pierwsze wrażenia przy recenzowaniu zeszłorocznego P9 Lite. Były one dość mieszane, ale po dłuższym czasie stwierdziłem, że jeśli ktoś nie potrzebuje fajerwerków w smartfonie i zwraca uwagę na ilość gotówki w portfelu, to warto rozważyć taki wybór. Huawei doskonale o tym wie, dlatego też przysłowie “kucie żelaza póki gorące” idealnie sprawdza się, gdy patrzę na odświeżony model 2017. Pytanie tylko, czy warto?

WZORNICTWO I WYKONANIE HUAWEI P9 Lite (2017)

Pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy, kiedy zobaczyłem tego smartfona to to, że mam do czynienia z jakimś modelem Honora. W zasadzie wystarczyłoby zmienić logo i nikt by się nie zorientował… Cóż, to z jednej strony i dobrze i źle. Honor jako submarka Huawei, prezentuje się coraz prężniej i ciekawiej do tego stopnia, że sam byłbym gotów posiadać jeden z takich modeli. Honor kojarzy się raczej pozytywnie, generalnie osoby, które posiadały/posiadają któryś z tych smartfonów chwalą sobie go za naprawdę dobrą wydajność i jakość, w stosunkowo atrakcyjnej cenie. Dlaczego więc, nie upodobnić swojego odświeżonego hitu sprzedażowego z ostatnich dwóch lat właśnie do Honora?

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

I tak oto wykuto Huawei P9 Lite 2017. Mi – szczerze pisząc – w ogóle się to nie podoba. Dlaczego? Chociażby z powodu bliźniaczych podobieństw, które zaczynają się na wyglądzie, ciągną przez specyfikację, a na samym sofcie się kończą. Tak, przy bezpośrednim zestawianiu wielu modeli z tego segmentu cenowego, które ma w swojej ofercie Huawei, można dostać dużego bólu głowy. I coś mi się jednak wydaje, że na tym bólu głowy konsumenta producentowi właśnie zależy. 

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

Nieuniknione są tutaj porównania z  poprzednikiem, czy raczej poprzednikami, choć z racji nazwy, która obowiązuje w naszych szerokościach geograficznych, będę wiele razy w trakcie tej recenzji cofał się do oryginalnego P9 Lite. Zresztą owych podobieństw jest tutaj tak dużo, że inaczej się nie da. A te zaczynają się już od gabarytów. Są praktycznie takie same. Nawet waga pozostała na tym samym poziomie.

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

Nie będę ukrywał, że odnoszę wrażenie iż Huawei wykorzystał zalegające w magazynie elementy z P9 Lite i wykorzystał je tutaj, wciskając do nowej obudowy. Dołożył do tego coś z Honora i tak oto powstał P9 Lite 2017. Trochę ironizuję, ale na pierwszy rzut oka trudno z całą pewnością powiedzieć, z którym modelem mamy do czynienia – z tego, czy z ubiegłego roku? Jeżeli będziesz mieć w dłoni jeszcze P9 Lite 2016 – od razu dostrzeżesz, że obydwa smartfony mają różne plecki, tutaj zmiana nastąpiła największa, ale kto choć raz widział np. Honora 8, zaświeci mu się lampka z kolejnymi podobieństwami. 

Tym samym wysiłku wzorniczego tutaj nie ma praktycznie w ogóle. Huawei sprytnie połączył ze sobą charakterystyczne elementy swojego wzornictwa i delikatnie zaokrąglił rogi dzięki czemu w ogólnym rozrachunku otrzymaliśmy…. całkiem nieźle wyglądającego i smukłego średniaka.

WYŚWIETLACZ W HUAWEI P9 Lite (2017)

Na pierwszy rzut oka wyświetlacz jest dokładnie taki sam, jak w P9 Lite 2016. Nie miałem niestety pod ręką poprzednika, by bezpośrednio porównać go z testowanym modelem, ale jedna rzecz według mnie uległa poprawie. O tym jednak za chwilę.

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

Osoby, które po raz pierwszy będą chciały przesiąść się na smartfona od Huawei, mogę zapewnić – podobnie, jak uczyniłem to recenzując zeszłorocznego P9 Lite – że 5,2-calowy ekran IPS wyświetlający obraz w rozdzielczości FHD to dobry standard. Obraz wyświetlany jest w ładnych kolorach, kąty widzenia są zadowalające, przestrzeń robocza jest bardzo użyteczna. Wiąże się to jednocześnie z dobrą ergonomią. Nikt nie będzie miał kłopotów, by dosięgnąć palcem w najdalszy róg ekranu. Niestety, na minus przemawia brak powłoki oleofobowej na froncie, dlatego też musisz liczyć się z palcującym szkłem ochronnym, zbierającym dosłownie wszystkie ślady.

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

Co się zatem poprawiło? Jasność, a co za tym idzie czytelność w słońcu. Pamiętam, że z P9 Lite męczyłem się w takich warunkach i niestety nie wszystko dało się bezproblemowo dostrzec na ekranie. Tym razem jest bardzo dobrze, a w ustawieniach znajdziesz nawet opcję “zwiększ czytelność w słońcu”. Ktoś z Huawei najwyraźniej przeczytał moją poprzednią recenzję, dzięki czemu największa bolączka ekranu została rozwiązana ;).

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

Fajnie też, że znalazł się filtr światła niebieskiego oraz możliwość wyregulowania temperatury barw. To wszystko sprawia, że korzysta się z wyświetlacza w P9 Lite 2017 na bardzo dobrym i efektywnym poziomie, a obraz i jego kolorystyka są przyjemne dla oka i dobrze sprawdzają się zarówno przy oglądaniu zdjęć, graniu, jak i oglądaniu filmików w Sieci.

HARDWARE I WYDAJNOŚĆ HUAWEI P9 Lite (2017)

Szczerze nie powalił mnie na łopatki ten smartfon, ale z drugiej strony nie mogę napisać, żeby działał źle. Biorąc pod uwagę, z jakim urządzeniem masz do czynienia, z perspektywy dnia dzisiejszego tragedii nie ma. Nie jest to mistrz wydajności, sam system działa zadowalająco, ale moim zdaniem bezpośrednia konkurencja prezentuje się mimo wszystko lepiej. W kwestii wyposażenia, poprawiono element, na który narzekałem w modelu z roku 2016., a mianowicie pamięć operacyjną. Wówczas było jej za mało, a tutaj już 3GB RAM wyraźnie pomagają osiągnąć lepszą wydajność. To ważne pod kątem wciąż – moim zdaniem – mocno obciążającej nakładki, która co prawda w najnowszej wersji wydaje się lepiej zoptymalizowana – lecz wiele jeszcze brakuje EMUI do prawdziwej lekkości.

Biorąc pod uwagę ogólną kulturę pracy, Huawei P9 Lite 2017 to smartfon, który dobrze sprawdzi się w mniej wymagających zadaniach. W obrębie samego systemu wygląda to dobrze, schody zaczynają się, gdy przy kilkunastu otwartych i działających w tle aplikacjach chcesz otworzyć kolejną. Wówczas czuć spowolnienia, gubienie klatek przy przejściach, a nawet chwilowe momenty przedłużającego się oczekiwania na reakcję urządzenia. 

  • Procesor: ośmiordzeniowy Kirin 655,
  • Częstotliwość: cztery rdzenie x2,1 GHz + cztery rdzenie x1,7GHz,
  • Grafika: Mali-T830,
  • Pamięć operacyjna: 3GB RAM,
  • Pamięć na pliki: 16GB ROM,
  • Karty microSD: tak, do 256GB,
  • Łączność: Wi-Fi 2.4GHz 802.11b/g/n, Wi-Fi direct, Wi-Fi hotspot, Bluetooth 4.1 micro USB, NFC,
    GPS/AGPS/GLONASS,
  • Czujniki: czytnik linii papilarnych, akcelerometr, cyfrowy kompas.

Huawei nie ograniczył się tylko do dołożenia 1 GB pamięci RAM, ale wyposażył smartfon w lepszy procesor, ale… tylko trochę lepszy procesor. Zamiast Kirina 650, mamy tutaj model 655. Różnica? W taktowaniu, i to marginalna… Nigdy jej nie odczujesz. Grafika pozostała taka sama – Mali-T830.

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

Jak sam/-a widzisz, różnice są, ale bardzo niewielkie. Nie wpłynęło to na dużą poprawę. Smartfon jest trochę lepiej dostosowany do obecnych realiów, ale za rok, a już na pewno za dwa będzie to stanowczo za mało. Nie sądzę, żeby każdy nabywca przetrwał z nim cały okres umowy abonenckiej. Biorąc pod uwagę P9 Lite 2016 zmian jest jak na lekarstwo, a nieco większy RAM to za mało nawet, jak na lifting. 

Na koniec, tradycyjnie słowo o czytniku linii papilarnych. O dziwo nie działa aż tak szybko, jak w innych modelach Huawei czy Honor, ale linie papilarne rozpoznaje bez zarzutu. Szkoda, że okrągły przycisk nie jest wciskany, jak to było w Honorze 8. Rozszerzyłoby to jego funkcjonalność, ale nadal można nim ściągać na przykład belkę powiadomień, czy wykorzystać do strzelenia sobie popularnego selfiaka.

SYSTEM, APLIKACJE, MULTIMEDIA W HUAWEI P9 Lite (2017)

Pod kątem software-owym Huawei P9 Lite 2017 zarządza Android Nougat 7.0, a za interfejs odpowiada nakładka wizualna EMUI w wersji 5.0. Jak już pisałem w mojej recenzji Huawei Mate 9 Pro, po zmianach niestety nie ujęła mnie za serce. Brak jej lekkości i bardziej nowoczesnego wyglądu i są to główne zarzuty z mojej strony. Inni producenci poszli o krok dalej projektując swoje nakładki, przez co środowisko prezentuje się znacznie lepiej, a niebieski kolor dominujący w belce powiadomień jest tego świetnym przykładem. Niby nic nie znacząca drobnostka, ale mi kojarzy mi się ze starą wersją Androida, co zaletą w tym wypadku zdecydowanie nie jest. O ile jednak takiemu świetnemu smartfonowi, jakim jest Mate 9 Pro nie przystoi mieć takiej nakładki, tak tutaj o dziwo to pasuje. Biorąc pod uwagę, że właścicielem będzie mniej wymagający użytkownik, znajdzie on tu wszystko czego potrzeba.

Zacznę od tego, że w nowej wersji EMUI Huawei udostępnia opcję app drawera, a więc szuflady aplikacji. Wcześniej, ku mojej rozpaczy, trzeba było przekopywać się przez rzędy ikon dostępnych na ekranach głównych, bo tam system rozrzucał wszystkie zainstalowane apki. O ile jeszcze masz na swoim smartfonie 30-40 aplikacji da się nad tym zapanować. Kiedy liczba ta przekracza 100, robi się niestety problem. Dlatego też pierwsza rzecz jaką zrobiłem, to właśnie skorzystanie z bardziej klasycznego stylu z ową szufladą aplikacji.

Tradycyjnie można zmienić kolejność wirtualnych przycisków nawigacyjnych. Jeśli przesiadasz się ze smartfona innej firmy na Huawei P9 Lite 2017, może się zdarzyć, że jesteś przyzwyczajony/-na do innego rozmieszczenia tychże, zatem jest to fajne udogodnienie. Jest to wartościowe chociażby z mojego punktu widzenia, bowiem na co dzień korzystam z Galaxy S7 Edge. Dla osób z dużą wadą wzroku znajdzie się również bardzo przydatna funkcja powiększania czcionki i to do naprawdę dużych rozmiarów.

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

W nakładce EMUI znajdziesz również elementy dobrze znane fanom Huawei, czy Honora. Wśród nich jest ekranowy przycisk wiszący, dla którego osobiście nie widzę rozwiązania, ale już osoby z mniejszymi dłońmi śmiało mogą przenieść niektóre interakcje właśnie na ekran przy jednym z boków telefonu.

Z bardziej przydatnych funkcji znajdują się takie, jak wyciszenie połączeń przychodzących, czy budzika poprzez odwrócenie ekranem do dołu smartfona. Będąc na przykład w miejscu, gdzie nie możesz odebrać, szybkim ruchem wyciszysz dźwięk.

Przy 5,2-calowym wyświetlaczu możliwość zmniejszenia obszaru roboczego wydaje się mało przydatna, ale gdyby komuś i tak byłoby to za dużo, zawsze może przełączyć się na miniaturowy podgląd ekranu. Wystarczy prosty ruch palcem po dolnym fragmencie wyświetlacza.

Coś, za co zawsze chwalę nakładkę EMUI to intuicyjny tryb prosty, który upodabnia trochę system do kafelek Windowsa. W standardzie nakładka chińczyków może być na początku dość przytłaczająca lub nie do końca przystępna dla osób starszych, toteż zawsze jest możliwość skorzystania z najprostszej z możliwych wersji prezentacji systemu. Myślę, że poniższe zrzuty ekranu mówią same za siebie!

Na koniec muszę pochwalić testowany smartfon za zaskakująco przyjemną jakość dźwięku na słuchawkach. Huawei w na swojej stronie internetowej wspomina o doskonałej technologii audio i z początku wydawało mi się to delikatną przesadą, ale muszę przyznać, że jest naprawdę nieźle. Z przyjemnością słuchałem muzyki na P9 Lite 2017. 

APARAT W HUAWEI P9 Lite (2017)

Możliwości fotograficzne, jak i sam aparat to zawsze mój ulubiony moment przy recenzowaniu chińskich smartfonów. Co prawda tym razem producent nie uraczył nas podwójnym obiektywem, ale podobnie jak przypadku zwykłego P9 Lite, tak i tutaj, czuję się usatysfakcjonowany.

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

12-Mpix matryca zamknięta w dobrze znanej aplikacji, pod jej kontrolą działa naprawdę bardzo dobrze. Dzięki temu zdjęcia zapisują się sprawnie i szybko. Odnalezienie poszczególnych funkcji jest proste, wystarczy przesunąć palcem w prawo lub lewo – w zależności od wyboru opcji. Szkoda tylko, że nie jest to wersja, która dostępna jest w najnowszych smartfonach producenta. Do gustu nie bardzo przypadła mi możliwość szybkiego uruchomienia trybu profesjonalnego. Normalnie wystarczyło wysunąć menu z dolnej krawędzi, tutaj niestety trzeba zrobić to przez główne menu. Na szczęście te ograniczenia nie miały wpływu na ilość dostępnych parametrów, które sami możemy regulować, takich jak ISO, czy czas otwarcia migawki.

Znalazła się również funkcja malowania światłem, którą tak bardzo zachwalam za każdym razem, gdy mam w testach sprzęt Huawei. Dzięki temu nawet sprzętem klasy średniej masz możliwość pstrykania oryginalnych fotek uwieczniających światła samochodów, czy ruch gwiazd na niebie. I choć to tylko dodatek software-owy, to zawsze cieszy mnie tak samo, jak za pierwszym razem.

Zdjęcia zrobione aparatem Huawei P9 Lite 2017 wychodzą bardzo dobrze. Autofocus oparty na detekcji fazy działa sprawnie, szybko pozwala złapać ostrość. Jest dość precyzyjny dzięki czemu nie stwarza problemów podczas fotografowania. Niestety aparat ma tendencję do prześwietlania nieba i choć pogoda, w której robiłem zdjęcia była wymagająca, to nie w każdym ujęciu efekt jest w stu procentach zadowalający. Podobnie zachowuje się przedni aparat…

… ale tutaj muszę przyznać – byłem bardzo zaskoczony, ponieważ 8-Mpix matryca robi naprawdę dobre zdjęcia. Selfie wypadają ładnie, choć mam wrażenie, że momentami obraz jest aż za ostry, jakby nastawiony był cały czas na tryb HDR. I choć wydaje się to dziwne, to mocno podkreśla oczy. W moich przypadku niebieski kolor moich źrenic wydawał się przesadzony. Ogólnie jednak przedni aparat wyróżnia się pozytywnie, efekt jest naprawdę niezły, lepszy niż się spodziewałem.

Jeśli nie masz wymagań fotograficznych, takich jak wobec flagowców, to Huawei P9 Lite 2017 spełni Twoje oczekiwania. Wygląda to wszystko naprawdę dobrze i do podstawowej fotografii w zupełności wystarczy. Tryb profesjonalny i związane z nim dodatki to wisienka na torcie, bo Huawei nie ograniczył w żaden sposób funkcjonalności aparatu.

WSZYSTKIE ZDJĘCIA W PEŁNEJ ROZDZIELCZOŚCI NA NASZYM KONCIE W SERWISIE FLICKR

BATERIA I TEMPERATURA PRACY W HUAWEI P9 Lite (2017)

Pojemność baterii, jak na specyfikację, jest duża – 3000 mAh – ale o dziwo nie ma to mocnego przełożenia na praktykę. Owszem da się przeżyć ze smarfonem dwa pełne dni bez ładowania, ale przyznam, że spodziewałem się chociażby lepszych czasów SoT. W takich warunkach moim zdaniem spokojnie można byłoby wycisnąć 5 godzin, ale takich wyników nie osiągnąłem. Tradycyjnie jednak musisz wiedzieć, że nie oszczędzałem smartfona, i jak dobrze zapewne wiesz, nie jestem zwolennikiem ograniczania funkcjonalności urządzenia tylko dlatego, żeby dłużej działał na jednym ładowaniu. Dlatego też podejrzewam, że osoby którym nie przeszkadza włączony tryb oszczędnościowy nacieszą się P9 Lite 2017 znacznie dłużej przy swoim codziennym użyciu. Szkoda, że producent nie pokusił się o funkcję szybkiego ładowania. 

Jeśli chodzi o temperaturę, to wydawałoby się że nie powinno być z tym problemów. Zdarza się jednak, że smartfon się nagrzewa, szczególnie podczas grania. Wówczas robi się nieprzyjemnie ciepły, co nie jest zbyt komfortowe. Podczas normalnej pracy na szczęście wygląda to dobrze i poza tym jednym przypadkiem nie odczujesz wzmożonej temperatury. 

PODSUMOWANIE

Będąc z Tobą w zupełności szczerym muszę napisać, że jak dla mnie Huawei P9 Lite 2017 w ogóle nie powinien się pojawić na rynku. Nie tylko wprowadza jeszcze większe zamieszanie, które i tak panuje moim zdaniem w portfolio Huawei/Honor, ale także to doskonały przykład na to, jak można jeszcze bardziej wydoić gotówkę od swoich klientów.

No bo, jaki sens jest wypuszczać smartfon, który tak niewiele różni się od swojego poprzednika, czyli modelu P9 Lite 2016? Tym bardziej, że w zanadrzu mamy jeszcze przecież tegorocznego P10 Lite? W celu wypełnienia oferty na pewno nie, za to by przedłużyć żywotność i popularność modelu już tak. Tylko, że tak naprawdę nic to nie wnosi. Złapałem nawet na tym mojego znajomego, który prywatnie ma model P8 Lite, i gdy tylko miał okazję chwilę pobawić się testowanym modelem stwierdził, że chyba go kupi. Oczywiście odżegnałem go od tego pomysłu, ale w taką pułapkę niestety wpadnie wielu. Zamieszanie z nazwą tylko dolewa oliwy do ognia i choć niektórzy nawet nie zwrócą na to uwagi, to część doszukiwać się będzie niepotrzebnie różnic. A tak naprawdę to ten sam produkt. 

Huawei P9 Lite (2017) – recenzja 90sekund.pl

Jestem przekonany, że przeglądasz wiele recenzji tego smartfona z myślą o jego nabyciu. Najpewniej drogą przez operatora komórkowego. Wiem, że nie każdego stać na zakup telefonu na wolnym rynku. Ale zanim podejmiesz decyzję, zwróć uwagę, że kosztujący aktualnie 1299 zł P9 Lite 2017 jest tańszy raptem o 200 zł od takiego Honora 8, który ma przecież specyfikację ubiegłorocznego flagowca Huawei P9! W gotówce to żadna różnica, za to w wydajności, możliwościach i chociażby samym komforcie pracy – ogromna!

KONIECZNIE PRZECZYTAJ MOJĄ RECENZJĘ
HONORA 8!

W zasadzie gdybym miał wymienić zalety modelu P9 Lite 2017 napisałbym, że jest nim aparat. Rzeczywiście tutaj świadomy użytkownik nie powinien czuć się zawiedziony, dorzuciłbym do tego jeszcze ewentualnie poprawiony wyświetlacz. Poza tym – dla mnie – to telefon bez historii, który niewykluczone, że stanie się równie popularny, jak jego poprzednik, co byłoby dla mnie nie tyle zaskoczeniem, co zdziwieniem.

Huawei P9 Lite 2017 to doskonały przykład tego, że czasami naprawdę warto dołożyć 200-300 złotych, by otrzymać coś znacznie lepszego. Z przykrością stwierdzam, że Huawei postąpił bardzo nieładnie wobec swoich konsumentów. Mi bynajmniej taki krok się nie podoba, przy całej sympatii do firmy i ich produktów.

  • Jerzy Jabłoński

    Ja prawdę mówiąc nigdy nie byłem wielkim fanem chińskiego sprzętu. Doceniam możliwości techniczne, pomysłowość i w sumie zrozumienie że czasami gigantyczne marże nie są jedyna droga do celu. Ale zawsze, czy to chodzi o Xiaomi, Huawei, nawet Lenovo mam wrażenie ze trzymam w ręku zabawkę. Plastikową, czasami szklaną czy metalową, ale zabawkę. Nawet Motorola zaczyna mi się taka wydawać, chociaż Xy były świetne. To tegoroczny X zapowiada się średnio zachodnio a mocno chinsko.

    Poza tym jak piszesz – w portfolio chyba Chińczyków panuje straszny miszmasz, a jednocześnie wydaje się, że wszyscy ciągną sprzęt z jednej fabryki i tylko tu coś podszlifuja, tam pomalują i na koniec trzepną własne logo – gotowe ;)

    • BojaR

      Ja też nie byłem wielkim fanem, ale w pewnym momencie zaczęło mi się podobać to co robi Huawei. Model Mate 9 Pro był kulminacją do tego stopnia, że mógłbym mieć ten smartfon prywatnie. Ale to co się stało z powyższym modelem, znów mnie trochę dorzuciło.
      W tym tygodniu przyjeżdża do mnie P10 i zobaczymy jak z tej strony prezentuje się Huawei ;)

  • GLOCK

    Panie Krzysztofie- jak zwykle na początek muszę pochwalić fachowośc recenzji. Brawo!
    Odnosze czasami wrażenie ze osoby recenzujące telefony zapominają ze rynek dzieli sie na 3 grupy.1-zwykły klient(nazwijmy go Kowalskim) 2-klient zamożny 3-poweruserzy i blogerzy:)
    Tak jak o 3 grupie mówic nie warto bo jest to generalnie % rynku, o 2 też w zasadzie nie ma co. tu strawa jest prosta. sprzet ma być zawsze topowy i koniec.cena nie gra roli. Natomiast Kowalscy to grupa wymagająca analizy. Jak wiemy to właśnie oni stanowią najwiekszy odsetek kupujących(nie mylić najbardziej dochodowy).wiemy też ze w Polsce bodaj 60% to są urządzenia nabywane w telekomach.
    Tak wiec spróbujmy scharakteryzować tego Kowalskiego (zaznaczam ze dalsza częśc pochodzi z osobistych relacji i jest subiektywna): a wiec kowalski to osoba kupująca telefon w telekomie. zawyczaj telefon ma być za 1pln ewentualnie dochodzi dopłata. ta z regóły nie przekracza 300-400.jeśli kowalski chce telefon raczej decyduje sie podnieść zobowiązane miesieczne jak jednorazową dopłatę (oczywiście w granicach rozsądku). wybiera sprzet marki już znanej i bardzo rzadko decyduje sie na eksperymenty typu meizu czy xaiomi, czesto kieruje sie własnymi doświadczeniami albo radami syna/brata/wujka/pana Miecia co się zna!telefon kowalskiemu potrzebny jest do rozmów,sms, robienia zdjęc(u cioci na imieninach zawsze z AUTOMATU)-te zaś prawie nigdy nie wychodzą poza telefon a jeśli już kowalski zrobi kopię na kompie to i tak ich nie ogląda na dużym ekranie;internetu(tu jeszcze czesto strach ze to jakieś koszty dodatkowe),czasami nawigacja i fejsbuk.Dla kowalskiego pojecia takie jak jasność obiektywu, Ramy,Kiriny czy Snapdragony to pojęcia nie znane. Tu wyznawana jest zasada 8-rdzeni>4-rdzenie a 13MPix>8MPix,a 2 obiektywy to lepiej niż jeden. Smutne ale prawdziwe. Producenci zdają sobie z tego sprawę dlatego w prospektach wala po oczach tymi danymi!
    W recenzji pada stwierdzenie “Nie sądzę, żeby każdy nabywca przetrwał z nim cały okres umowy abonenckiej. Biorąc pod uwagę P9 Lite 2016 zmian jest jak na lekarstwo, a nieco większy RAM to za mało nawet, jak na lifting.”
    Ja sie z tym nie zgodze. Osoba która jest świadoma wyboru telefonu głęboko przeanalizuje rynek i pewnie po p9lite 2017 nie sięgnie.kowalski jednak który go kupi bedzie zadowolony bo telefon oferuje wiecej niż kowalski jest w stanie z niego wycisnąć.Dodatkowo pamiętajmy ze Huawei ma relany wpływ na to co pojawia sie na pólkach o tak po wypstrykaniu sie magazynów z p9lite 2016 wyboru nie bedzie. teraz puki taka możliwość jest zdecyduje zasobność portfela ale jesli różnica cenowa jest niewielka to po o kupować coś starego skoro za powiedzmy 50pln wiecej mamy nową edycję.

    • BojaR

      Dziękuję za tak obszerny komentarz! Nie wiem czy uda mi się do wszystkiego odnieść, ale zgadzam się z tendencją w której Kowalski szuka telefonu za 1 zł przy przedłużaniu umowy. Często też jest tak, że skoro tyle lat jest w jednej sieci, to mu się zwyczajnie “należy” za 1 zł, a jak ma już dopłacić więcej to Święty Oburz. Mam znajomą, która pracuje w jednym z operatorów i opowiadała mi, że bardzo często ludzie biorą wysoki abonament na 3 lata byle by iPhone był za 1 zł. I o ile faktycznie iPhone jest w stanie dotrwać w niezłej kondycji wydajnościowej do końca umowy, to P9 Lite 2017 już zdecydowanie nie.
      Oczywiście zgadzam się z tym, że myślenie 2 obiektywy to lepiej niż jeden, 13 Mpix są lepsze niż 8 i tak dalej, ale wiele wiele razy słyszałem po takim zakupie pytanie – “Czemu mój smartfon nie robi takich zdjęć jak Twój?” Albo “Eee nie działa już tak szybko”. No ale tak to jest, producenci wiedzą, że tak to działa, więc takie smartfony się sprzedają. Sad but true – niestety, dlatego wprost w recenzji napisałem, co myślę o tym modelu, a i tak jestem przekonany, że wielu ludzi się natnie, skuszonych odświeżoną edycją, nieświadomych, że tak naprawdę tracą oszczędności bez wyraźnego poprawienia sprzętu.

      • LinekPark

        Sad but true…
        Jeden z moich ulubionych kawałków Mety:
        https://youtu.be/A8MO7fkZc5o
        =D

      • GLOCK

        Ktos kiedys mi powiedział:”jeśli chcesz do kogoś równać…równaj do najlepszych”. huawei własnie to robi. wyglądem nawiązuje do iphonów a polityka modelową do samsunga.
        a tak szczerze czy odświerznie A5 to jest jakaś rewolucja? od dodano trochę ramu,pamięci i dodano norme IP67 podnosząc cenę prawie o 50%. to jest dopiero skok na kase klienta. proszę mnie żle nie zrozumieć:ja nie bronie huawei. moim zdaniem huawei wypuszczając p9lite 2017 nie chcial rozwalać rynku tylko przedłużyć zycie jednemu z najlepiej sprzedających się modeli,a to czy i jak mu wyszło to temat na inną debatę.
        Dlatego podkreślę raz jeszcze: osoba która kupi p9l w abo bedzie z niego zadowolona(oczywiście pomijam egzemplarze wadliwe i serwsowe bumerangi) bo to jest i tak Everest jego możliwości.ktoś kto potrafi na telefone wiecej niż sprawdzić tablice na fejsie pewnie poszuka czegoś innego (albo i nie bo aspekty wizualne też są ważne zwłaszcza dla pań;) )

        co do ajfonów to (i tu znowu moje obserwacje klientów) jest to zupelnie inna grupa klientów. Pracuje już w branży już prawie 5 lat. zapytań o IP mam srednio kilka dziennie i zawsze pytam klienta co go skusiło do tej marki. Od początku mojej pracy był tylko (napisze to dużymi literami) JEDEN klient który potrafił to sensownie zaargumentować. Z tym ze facet wychował sie w stanach a na applach pracuje nieprzerwanie od początku lat 90 zaczynając przygodę od Appe II-którego podobno nadal posiada:) Nie wiem czemu ale w Polsce ajfon jest uważany za symbol statusu albo modowe must have. taki dodatek do butów,sukienki,samochodu czy grupy znajomych i ludzie go biorą nie ze wzgledu na to co oferuje tylko po to zeby go mieć! stąd pomysły na 36-miesieczne abonamenty za 200pln!

        • BojaR

          W przypadku A5 2016 a A5 2017 rzeczywiście nie ma wielkich różnic, ale Huawei moim zdaniem poszedł zdecydowanie bardziej po krawędzi. Oczywiście wypuszczając P9 lite 2017 wydłużył życie jednemu z najbardziej popularnych modeli to jasne i akurat nie mam nic do tego. Nie podoba mi się styl w jakim to zrobili, tym bardziej że w portfolio mają P8 Lite które wciąż się dobrze sprzedaje i P10 Lite. A i P9 Lite też jeszcze można dostać u operatorów.
          Co do Apple doskonale wiemy jak to funkcjonuje – masz rację, to modowe must have :)