Wydymany jak Polak. Czyli Czarny Piątek, jak czarny sen. Ale jednak na jawie!

Polak Polakowi co najwyżej może podłożyć świnię. I to nie żadną tam tłustą, różowiutką i pachnącą ciepłą słoninką. Oj nie – jeśli już, to podłoży mu padlinę, rozkładające się prosię, które capi na kilometr. I tak – to smutna konstatacja, ale nie umiem dojść do innych wniosków, skoro po raz kolejny czytam raport Deloitte i po raz kolejny okazuje się, że Czarny Piątek w Polsce, to nic innego, jak jedno wielkie naciągactwo marketingowe. Dlaczego to drażni? Bo czuję się zwyczajnie nabijany w butelkę i na serio zastanawiam się, czy nie jest to sprawa dla Rzecznika Praw Konsumenta lub Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów? Przecież radio, telewizja, Internet, billboardy – reklamy o wyprzedażach zaplanowanych na 24 listopada 2017 r. atakowały dosłownie zewsząd. I zewsząd była to jedna wielka ściema! Zresztą, co ja będę się gardłował…

Pomiędzy piątkiem 17 listopada br. a piątkiem 24 listopada br. (Black Friday) różnica w cenach analizowanych kategorii produktów wynosiła średnio 1,3 proc. Rok wcześniej była ona bliska zeru.

– czytamy w raporcie… To jest jakiś żart? Nie to krajobraz polskiej wersji święta zakupów… A temat jest naprawdę gruby, bo eksperci Deloitte i z firmy Dealavo solidnie przebadali oferty z przeszło 800 sklepów internetowych! Przeanalizowano w sumie aż 4,5 tys. najróżniejszych cen poszczególnych produktów, w tym z takich kategorii, jak: kosmetyki, perfumy, książki i muzyka, ale też gry, konsole, gry planszowe, drobne AGD, no i oczywiście smartfony, telewizory, okulary VR, zabawki oraz zegarki. Są to produkty, po które najczęściej sięgamy, jako po prezenty dla najbliższych. Porównano je też z ofertami z roku poprzedniego. Jak mówi Jakub Kot będący prezesem Dealavo:

Spośród 150 przeanalizowanych produktów w przypadku 109 obniżono cenę o średnio 2,3 proc. Z kolei ceny 35 produktów poszły w górę w porównaniu z piątkiem tydzień wcześniej. Ich ceny wzrosły średnio o 1,2 proc. Najbardziej podrożały konsole, książki i płyty CD, gdzie podwyżki sięgały nawet 7,6 proc.

W tym wszystkim znalazł się oczywiście procent rozwiązań, które faktycznie udało się kupić za śmieszne pieniądze. Wg Deloitte w Czarny Pątek najbardziej korzystnie mogłeś/-aś kupić gł. gry na PC i konsole i tak samo, jak w czasie Black Friday w roku 2016., tak też obecnie najtaniej – w wersji na PC i przeceniona aż o 28 proc. była gra Titanfall 2. Na 10-proc. rabat mogli liczyć fani/fanki Wolfensteina II: The New Colossus (na PC), Dishonored 2 (na PS4) i Horizon: Zero Dawn (na PS4). Ale najbardziej sklepy pograły nam na nosie przy zakupach smartfonów. Jak wynika z raportu “WIELKIE” czarnopiątkowe oferty na wybrane słuchawki wyglądały następująco:

  • Apple iPhone 7 32GB – obniżka o… 0,6 proc… (sic!),
  • Huawei P9 Lite – obniżka 2 proc…,
  • Samsung Galaxy S8 64GB – obniżka o 2,4 proc…

Śmiać się, czy płakać??? Kurczę, przecież to dramat… I niestety, ale jak dla mnie – wygląda to dość rozpaczliwie. Jasne – nikt nikogo do zakupów nie zmusza, ale… zdecydowanie nęci reklamami, które atakują z każdego miejsca. Wiadomo – jest ona dźwignią handlu, ale zamiast czuć się usatysfakcjonowanym po takich zakupach – za przeproszeniem – można się poczuć przede wszystkim wydymanym. I to za własne pieniądze… Dlatego cieszę się, że w tym roku odpuściłem sobie wszelkie zakupowe zakusy w ramach Czarnego Piątku. Jednak chyba lepiej poczekać na wietrzenie magazynów w elektromarketach, które zacznie się razem z początkiem roku – chociaż i tutaj trzeba być czujnym.

Deloitte będzie śledzić wahania cen do końca stycznia 2018 roku, żeby sprawdzić, jak ta dynamika wzrostów i spadków zmieniała się przez ostatnie – i kształtowała będzie – w najbliższych tygodniach. Odpowiedzialna jest za to firma Dealevo ze swoją aplikacją do codziennego monitoringu cen Dealavo Smart Prices. Ciekaw jestem, jak finalnie ukształtuje się ten wskaźnik? Na pewno jednak golonych owiec będzie dużo więcej przed samymi Świętami. Możliwe też, że ciekawsze obniżki pojawią się tuż po Bożym Narodzeniu, kiedy zaczną się pierwsze przeceny i zwroty nietrafionych prezentów…

****
Zdjęcie tytułowe:
Photo by dhammza on Visual hunt / CC BY-NC-ND

  • Jerzy Jabłoński

    Polska norma. U nas przeceny są zawsze “do X%”, a nie “o X%”. Ja już od jakiegoś czasu sprzęt kupuję w styczniu/lutym jak jestem na firmowej imprezie w Szwajcarii. Tam mam poświąteczną obniżkę “o”, i nawet jeżeli liczba po tym “o” za wysoka nie jest to nawet 20% czy 30% to jest 20% i 30%. A nie jak u nas “możemy do 70%, ale przecenimy 2%”. A ty się kliencie martw.

    • Też nie znoszę tego “Przecena nawet do… X%”. Mega drażniące. Wolałbym wiedzieć od razu co jest za to 70 proc., a co za 5 proc. A nie takie pogrywanki. Ale póki ludzie się na to łapią, to takie zagrywki będą w modzie. Z drugiej strony, każdy ma swój rozum. Niektórzy idą na takie deale, by mieć po prostu powód do wydania pieniędzy.

  • andy

    To wszystko prawda. Jednak przyczyna leży gdzie indziej, nie “bo Polak” tylko “bo prawo pozwala”. Gdyby Niemiec czy Francuz mógł, też by naciągał i oszukiwał rodaków. Tam jednak przez lata silnej prawnej ochrony konsumenta wypracowano inną rzeczywistość prawno-etyczno-gospodarczą. Reklamy nie mogą kłamać ani nawet sugerować nieprawdy, hasła mają być wprost czytelne, dlatego nie przejdą malutkie literki “do”, tam za błędy sklepu płaci sklep, tam konsument oddaje towar nawet jak go zepsuje (przeżyłem osobiście) i tam wreszcie nikt nie gnoi zwykłego człowieka sakramentalnym “trzeba było czytać umowy”. Bo tam przy oczywistym szwindlu umowa jest z automatu nieważna. Niestety u nas stworzono system prawny pod przedsiębiorcę i pracodawcę a nie konsumenta. Świadomie. Polskość nie ma tu nic do rzeczy. Zwłaszcza, że 90% tych sklepów to niepolskie sieci.

    • Racja, ale jednak pracują tam Polacy. I obsługują te zlecenia i zamówienia Polacy. Polacy też – jak słusznie zauważasz – tworzą polskie prawo. Niestety, ale tak to wygląda. Nie ważne pod czyją flagą robi się biznes, kluczowe jest to, że robi się to po polsku, na tzw. bezczela. No, a co zarobili (ci pierwsi) to ich…

      • andy

        Powtórzę, bo mogą. W Niemczech nie mogą. Prawo tworzono w tym celu. Może rękami Polaków ale nie dla Polaków. Nie oczekuj od Polaków altruizmu w biznesie, bo on nie istnieje nigdzie na świecie. Tutaj sieci realizują ponadprzeciętne marże nie z winy Polaków, tylko kosztem Polaków.

  • Tomasz Zbiec

    Zacytuję pewną piosenkę “Żyje w kraju w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja za moją kasę”

  • Haribo

    W 100% się zgadzam, poza tym przez kilka lat mieszkałem poza granicami naszego wspaniałego kraju i tam obniżka, promocja nie tylko w związku z Black friday to był konkretny upust w cenie

  • Marx

    czytam czytam i … nie bardzo wiem o co chodzi. Czemu akurat Black Friday wywołał takie emocje? Osobiscie skorzystalem tylko z promocji perfum w Rossmannie (drugie tansze za darmo) i byla to promocja rzeczywista (byla juz taka sama dwukrotnie z innych okazji). Natomiast nie bardzo rozumiem oburzenie, ze sprzedawcy nie chca sprzedawac sprzetu 70% taniej. A niby czemu mieliby dokladac do interesu? Oczywiscie bylbym szczesliwy widzac takie przeceny, ale badzmy szczerzy – to nie sa instytucje charytatywne, a Polska nie jest tak gigantycznym rynkiem jak USA czy Chiny, zeby wielki obrót z małą marżą wystarczyl na godziwy zysk.

    A reklamy…? trzeba ignorowac, po prostu. Nie kupowac impulsowo, tylko w kajeciku wynotowac co sie planuje, i np na przestrzeni roku obserwowac samemu ceny. W koncu rzadko kiedy zakup elektroniki to cos naglego i niespodziewanego. Zazwyczaj jest czas aby sie przygptowac, poczytac co wybrac, poznac rynek, a kupic wtedy, gdy np produkt schodzi z rynku i sa faktyczne wyprzedaze.

    • Chyba się nie zrozumieliśmy. Chodzi o to, że szumny Black Friday w Polsce zapowiadany licznymi reklamami to – po analizie ponad 800 sklepów i 4,5 tys. cen – realne obniżki na poziomie 1,3 proc. I tylko o to mi chodzi. Jasne, że sklepy nie są instytucjami charytatywnymi, ale niech w takim razie nie robią fermentu, bo to oszustwo. Poza tym inni komentujący wskazują, że w innych krajach promocja jest promocją. Czyli oznacza faktyczną obniżkę cenową. I nie jest na zasadzie “do -70%”, gdzie za 70 proc. ceny możesz kupić dwie pary skarpet, a cała reszta rzeczywiście jest przeceniona o 2 proc. i chodzi nie o to, by sprzedawać te skarpety za 70 proc. ceny, tylko te mikrorabatowane rzeczy. Jasne, takie prawo rynku, ale Czarny Piątek to nie zwykły dzień promocji, tylko dzień wyjątkowych przecen. Więc albo są wyjątkowe przeceny, albo kupujesz iPhone’a 7 po rabacie, tańszego o 0,6 proc. ceny…

      • Marx

        ok, to pokaz mi raport tegoz instytutu n/t innych krajow. Bo to ze inni komentuja to wiesz… Moze po prostu jest tak, ze te promocje sa wszedzie tak samo do bani?

        A ze jest szum? Z tego co czytalem, to ten rok jest testem, czy sie to przyjmie w Polsce, czy nie.
        Ale podobno szum jest przy innych okazjach – na swieta Walentynki itp.

        To nie jedyny dzien, gdy reklamy bija po oczach.

        • Arrczi

          Na Amazonie de był Samsung S8 za około 2200 PLN
          Nie da się ukryć, że trzeba kupować to co potrzebne i szukać w różnych sklepach nie tylko “Polskich”.
          Ja osobiście kupowałem jakieś pierdoły z darmową dostawą do paczkomatów. Realnych obniżek nie było.

        • Jerzy Jabłoński

          Ja komentowałem :P Pracuję za granicą, lubię się ścigać na torach których w PL nie ma (konstrukcyjnie – długość), latem uprawiam turystykę samochodową (jestem miłośnikiem wolnej jazdy, czy tam slow drivingu dla hipsterów) więc często bywam na ogólnie rozumianym zachodzie. W krajach w których bywam przecena jest przeceną. I nie chodzi o to, że są zazwyczaj jakieś gigantyczne chociaż można trafić fajne gadżety w bardzo ciekawej cenie. Chodzi o to, że zasady są jasne: na witrynie jest przecena 20% to towary są przecenione o 20%. Nie jeden o 20, reszta o 0,5. Tylko o 20%, ew przecenione towary są jasno oznaczone. I ich cena dzień przed przeceną nie idzie magicznie w górę.

          Jeżeli ktoś szuka sprzętu to warto wejść nawet przy takich “niskich” przecenach bo spadek z np. 400 euro czy franków na 320 to już fajna sprawa. Na polskie prawie 300 PLN zysku. Jak cena wyjściowa jest podobna do polskiej (co nie jest oczywiste) to robi się przyjemnie :)

          U nas jak ze wszystkim – prawo skrojone pod przedsiębiorce a nie klienta pozwala nas dymać z każdej strony. Polak dla przedsiębiorcy jest jak Sasha Grey :D

  • kaczka

    a myślałem, że tylko ja to zauważyłem, że w Polsce żadnego black friday czy cyber monday nie było. Ceny jak patrzyłem to były nawet większe a jak niby jakaś promocja to na pojedyncze sztuki lub poekspozycjne.

  • LinekPark

    Ja w okresie tych mega promocji kupiłem G5S Plus, ale musiałem się naszukać. Słuchawki Moto Pulse 2 Motorola dorzuca do każdej G5ki do końca roku lub zapasów, ale z cenie fona 1160 kilka zł, czyli normalnej dostałem wideorejestrator. Wg mnie warto było, bo 120-150 zyla zostało w kieszeni.

    • Wynika z tego, że u nas promocji trzeba się solidnie naszukać przy Czarnym Piątku. Ale może i satysfakcja wówczas większa? W każdym razie dobry wybór z Moto G5s Plus! :)

      • LinekPark

        No jest radocha, że coś się serio dobrego znalazło.
        Fon robi wrażenie, sprawuje się lepiej, niż bym oczekiwał. Nie traci poza stereo do poprzedniej X Style, a bateria zachwyca.
        X Style nadal żyje, tata ją “dobija” na budowie. ;)

  • Łowca

    Reklama reklamą. Własna głowa i myślenie swoja drogą. Sklepy chcą się przejechać na amerykańskim piątku wiec jadą. Nie są zdolne do takich obniżek więc tego nie robią. Do 70% to chyba jasne że do to do a nie o, jeszcze się po tylu latach nie przyzwyczailiście do takich zagrywek? Ludzie się nabierają to ich sprawa, my świadomi konsumenci nie damy się więc cały ten szum jest dla tych mniej świadomych. Mam wrażenie, że opisywanie jak to za granicami jest super a u nas lipa to zwykłe wylewanie żali, narzekactwo i tęsknota. Jeśli chce się to zmienić należy coś zrobić, większe prawa dla uokik bo jak na razie to niewiele mogą, większe prawa dla konsumenta i trzymać sklepy za mordę. Puki co właściciele drą ile mogą bo za kilkanaście lat może być podobnie jak w usa i kokosy się skończą. Dajcie więc spokój i zaakceptujcie rzeczywistość bo płaczem niczego się nie zwojuje. Można jednak kupować tanio bo jest amazon, możliwość zakupów za granicą (nawet polecieć do uk czy niemiec) a i u nas trafiają się perełki co wytrwali poszukiwacze wyłapują.
    Ja dla przykładu przez takie ceny kupuję mniej lub rzadziej i wcale mi nie jest smutno bo nie zagracam się “rzeczami” nie zawsze mi niezbędnym a kupionymi tylko dlatego że było “tanio”. Polecam rozwagę. Powodzenia.

  • Andrew Jasand

    Rok temu kupiłem córce iphone 5s za 1499 zł w jednym z polskich sklepów z elektroniką. Za miesiąc czy dwa patrzę w gazetkę tej sieci i widzę – wielka promocja. Przekreślona cena 1799 zł i po promocji 1499 zł. Zapytałem o to w sklepie i usłyszałem odpowiedź – nic nie wiedza , oni tu tylko pracują.

    A tak generalnie wiele sklepów wystawia towar w cenie sugerowanej przez producenta i umywa ręce jak Piłat.
    Nikt z importerów nawet nie próbuje wynegocjować niższych cen.

    U naszych importerów siedzą chyba kuzynki i kuzynki wujka szwagra kolegi kogoś wysoko postawionego.
    Cały dzień dłubia w nosie czekając na 15:00 no i na wypłatę.
    Wynikiem tego – prawie wszystkie serwisy sprzętu foto znanych firm przeniosły sie do Czech.

    Puenta – u nas sie nic nie opłaca.