Cholera – tak jest! Dell ratuje honor Chromebooków!

Od pewnego już czasu szykuję się do przesiadki na nowego Chromebooka. Nie to, żeby mój Asus C200 przestał sobie radzić z pracą, którą mu zadaję, po prostu upatrzyłem niedawno model, który zaczął za mną chodzić i nie chce się odczepić ;). Sprawę komplikuje fakt, że nie można go póki co ściągnąć do Polski, a jego producentem jest firma Dell. Póki jednak ten amerykański dostawca komputerów postawił mnie w pewnym sensie pod ścianą, bo oto prezentuje swojego nowego Chromebooka, który wygląda niesamowicie! I już wiem doskonale, że MUSZĘ GO MIEĆ! :D

Mam więc z tego powodu na dzień dobry spory ból głowy. Model, który trafi we wrześniu do sprzedaży adresowany jest dla biznesu, ale amerykańskie media rozpisują się, że de facto będzie miał z nim używanie każdy. Spójrz proszę na dostępne specyfikacje, potem na to jak ten produkt wygląda, a na końcu na ceny… Cóż, ten ostatni punkt chłodzi mój entuzjazm niezwykle skutecznie… No, ale…

Trzy warianty specyfikacyjne nowego Chromebooka od Della
Ekran 13,3 cala, Full HD 1080p, matryca IPS
Grafika Intel HD Graphics GT2
Procesor
Intel Celeron 3250U (dual-core, 1.5GHz)
Intel i3-5005U (2.0GHz)
Intel i5-5300U (2.9GHz)
Łączność dwuzakresowe WiFi 802.11ac, Bluetooth 4.0 LE
Pamięć RAM
2GB RAM
4GB RAM
8GB RAM
Pamięć na dane
16GB SSD
16GB SSD
32GB SSD
Porty 1xUSB 3.0, 1xUSB 2.0, czytnik kart pamięci, HDMI,
Aparat 720p
Bateria czas pracy do 12h na jednym ładowaniu

Pięknie, prawda? No i teraz czas na ceny. Odpowiednio, od najsłabszego, do najmocniejszego: 399 dol., 529 dol., 799 dol. Kurczę, drogo. Ale zauważ, że wykonanie jest wzorcowe. Wykorzystano tutaj splot włókna węglowego i stopów magnezu. Klawiatura wygląda tak, że nic tylko się w niej zakochać, tym bardziej, że jest podświetlana. Ekran chroni szkło wysokiej odporności na zarysowania firmy Corning i powleczony jest powłoką antyodblaskową. Do tego kolorystyka, oszczędny styl, świetny hardware. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że Dell idealnie wbił się ze swoimi cenami w sam środek, wypełniając lukę, która powstała pomiędzy najtańszymi Chromebookami, a nieosiągalnym dla większości Pixelem 2.

Nowy Dell Chromebook 13 (2015) - fot. mat. pras.
Nowy Dell Chromebook 13 (2015) – fot. mat. pras.

Dell dedykuje ten sprzęt biznesowi i na marketingowych frazesach nie kończy. Przygotował pod ten model zestaw narzędzi do komunikacji VPN (Dell SonicWALL Mobile Connect) z zasobami firmy, czy wirtualizacji pulpitu (Dell Wyse vWorkspace), a sprzęt ten dodatkowo może liczyć na wsparcie serwisowe Della w ramach jego usługi ProSupport Plus.

Widać, że Amerykanie odrobili fantastycznie lekcję. Żaden Haier, czy inny rockchipowy model nie może się równać z tym produktem. Widać też, że Dell doskonale rozumie, że cenowe kompromisy kończą się tam, gdzie zaczynają wyzwania, przed którymi staje każdego dnia wszelki sprzęt elektroniczny. I to podejście znacznie mi się podoba. Wiem, że drogo, że nieosiągalnie w Polsce, że pomimo rozlicznych zalet, to jednak nie jest taki komputer, jak klasyczny laptop z Windowsem czy OS X.

Nowy Dell Chromebook 13 (2015) - fot. mat. pras.
Nowy Dell Chromebook 13 (2015) – fot. mat. pras.

A jednak ma w sobie coś na tyle ujmującego i przekonującego, że brałbym go z zamkniętymi oczami. Skoro chcę mieć sprzęt najlepszej jakości – muszę zrezygnować z bylejakości. Taka filozofia jest mi bliska.

Źródło: dell

  • Dominik Śniegucki

    Mmmmmmmmmniam “jaram” się nim: piękny, porządnie wyposażony co daje gwarancję ze specyfikacja tego chromebook’a wystarczy na ładnych parę lat do przodu i nadal będzie szybki i nie dostanie zadyszki. Tylko że w najmocniejsze opcji cenowej zbliża się do Pixela w wersji najtanszej. A przy takich pieniądzach to 200USD już nie robi takiej różnicy by stać się posiadaczem Pixela

    • Ja też się jaram :D I to jeszcze jak! Cholera! Hehehe, piękny sprzęt! No i cenowo to racja, że blisko mu do Pixela, ale w warunkach przy ściąganiu do PL, to niestety jednak 200 USD więcej, może boleć…

      • Dominik Śniegucki

        Ale przyjemność odpalenia Pixela we własnym domu zrekompensuje Ci stratę +200USD i ból minie. Ale jakby kupić powiedzmy średniego Della to i będzie dobrze i w miarę ekonomicznie.

        • Tak, właśnie ten średni do mnie póki co najsensowniej przemawia :D

          • Dominik Śniegucki

            Tak właśnie pomyślałem że te 200USD to mniej więcej różnica między tytułowym średnim Dell a Toshiba CB 2 a różnica tylko w CPU/GPU. Pewnie nie zbyt znacząca ale korzystniejsza dla Della

          • No dokładnie! Ale z drugiej strony pomiędzy tymi sprzętami jest rok różnicy, więc i o tym warto pamiętać ;)

  • Kawał solidnego sprzętu, ale po co ta jazda po Haierach i spółce? Porównywanie urządzeń za 150$ i za 800$ jest trochę, hmmm, niecelne.

    • Wiem, wiem – po prostu jakiś czas temu dałem upust swojemu zawodowi w kilku tekstach na ten temat i już się wystraszyłem, że teraz zaleją nas wyłącznie no-name’owe Chromebooki za 150 dol. Dell pokazał więc w tym kontekście klasę :).

  • Ładnie się prezentuje ale te ceny…. dać 799 dol. za chromebook z naj bebechami podczas, gdy np: ładniejszy Dell Inspiron 14 z podobnymi bebechami ale z i7 i “normalnym systemem” kosztuje mniej?

    • Ten pewnie też stanieje. To cena wyjściowa, ale ja bym dał. Na Pixela 2 mnie nie stać i jednak to spory wydatek, ale ten model byłbym w stanie kupić, nawet ze świadomością, że jest inny, lepszy Dell, tylko że z Oknami.

      • Mi linia Pixel też się podoba i to bardzo. Nawet bardziej niż macbooki.

        Mówisz, że byś kupił tego chrome Della. Ja też, ale gdyby by w tej cenie był flip czy miał odczepiany ekran. W obecnej formie nadal trzymam się zdania, że tego typu chromelapki w cenach lapków “nie kalek” to nieopłacalne ciekawostki. Przy Windows 10 nie widzę powodów przesiadki na chrome os a jeżeli te windowsowe odpowiedniki chrombooków będą miały dobry start to chrome os chyba jeszcze bardziej będzie głównie dla fanów ekosystemu Google.

        • Dominik Śniegucki

          Dokładnie tak. Chrombooki dla fanów ekosystemu Google tak jak macbooki dla fanów ekosystemu Apple.

          Jak nie masz urządzeń bądź nie korzystasz z usług Google to chromebook będzie co najmniej nie użyteczny.

          To jest bardzo specyficzny sprzęt dla świadomych klientów którzy dokładnie wiedzą co on im zaoferuje. Tak samo jest z Apple. Bo system MS oferuje wszystkim wszystko więc jest uniwersalny dla każdego.

        • W sumie to dość ciekawe podejście, co opisałeś. Jak mam być szczerym, to dokładnie pamiętam, że zanim kupiłem swojego pierwszego Chromebooka, wpierw używałem przez 8-9 miesięcy komputera z Win7, ale wyłącznie lub prawie wyłącznie przez przeglądarkę. Aby się przekonać, czy założenia wokół tego sprzętu to prawda. Dzisiaj do kompa z Windowsem siadam tylko żeby obejrzeć jakiś film na VOD. Innych powodów nie ma. A, no i żeby masowo obrobić szybko zdjęcia, bo w takiej ilości, w jakiej przygotowuję je do recenzji na 90sekund.pl, ciężko przy użyciu Chromebooka to zrobić kilkoma klikami. Poza tym pełen flow :)

          • Ciekawe czy podobnie będzie z tym windowsem w chmurze.

            A, no i żeby masowo obrobić szybko zdjęcia, bo w takiej ilości, w jakiej przygotowuję je do recenzji na 90sekund.pl, ciężko przy użyciu Chromebooka to zrobić kilkoma klikami.

            A cóż to panie za obróbkę tam wykonujesz? Taką jaką WP z automatu potrafi natywnie lub na wspomagaczu? Bo zerknąłem z ciekawości w kilka recek i nic ponad standard nie zauważyłem. Pytam czysto z ciekawości.

          • Ten standard kosztuje ogromną ilość czasu. Selekcję dokonuję z ponad od 150 do 300 zdjęć, które każdorazowo wykonuję do każdej swojej recenzji. Do tego dochodzi ponad setka zrzutów ekranu, które wybieram i łączę w jeden obraz, każdemu zdjęciu trzeba nadać znak wodny, odpowiednią nazwę i pilnować przy tym jakości obrazu oraz wielkości pliku. Żmuuuudna praca. A Chromebooki – przynajmniej te, z którymi miałem do czynienia nie dają sobie z tym tak szybko rady.

          • Rozumiem jakby to był jakiś blog podróżnicy czy fotograficzny, gdzie podczas podróży natrzaskałeś masę zdjęć i gdy przychodzi do publikacji wpisu wybiera się te najlepsze – fotki żyleta. Ale na 90 sekund widzę tam zwykły tech blog z okazjonalnymi reckami. Recka fona – fotki standard, przód, tył, zdjęcie z wyświetloną stroną, tablet w ręce, zdjęcie pod kątem i wsio. Reszta tekst. Ogólnie nic szczególnego, amazing.

            Po co tyle zdjęć i zrzutów ekranu? Brak zdecydowania czy z każdym zdjęciem zmiana wcześniej zaplanowanego pomysłu na zawartość wpisu?

            Nie lepiej się zastanowić co się chce opisać i przedstawić/pokazać? Zamiast trzaskać jak leci i później tracisz czas?

            Mam wrażenie jakbyś z premedytacją utrudniał sobie publikacje albo publikował zwykłego newsa a chciał się poczuć jak przy publikacji strony głównej topowej gazety. To jakby siedzieć tygodniami nad wyglądem strony testowej wiedząc, że to strata czasu.

            Do tego dochodzi ponad setka zrzutów ekranu, które wybieram i łączę w jeden obraz, każdemu zdjęciu trzeba nadać znak wodny, odpowiednią nazwę i pilnować przy tym jakości obrazu oraz wielkości pliku.

            Chrome OS jest aż tak kaleki?

            Pewnie powiesz, że jestem leniwy ale ja podchodzę do takich wpisów tak:

            – “upamiętniam” tylko co potrzeba
            – otwieram folder z fotkami
            – nadaje normalne nazwy albo pomijam ten seo punkt
            – wgrywam do wpisu
            – opcjonalnie przycinam, obracam etc wybrane zdjęcia
            – dodaje do treści i gotowe

            Znakiem wodnym oraz kwestią kompresji i rozmiaru nie zawracam sobie głowy. Zaufałem automatycznym rozwiązaniom ;-)))

          • No chyba żartujesz? Przygotowanie produktu do publikacji w recenzji nie jest takie proste! Ty piszesz, że dla Ciebie to zwykłe fotki, a wierz mi, że mam znacznie inny feedback również od innych osób, które uważają inaczej – że wyglądają bardzo profesjonalnie. Przecież nie mamy studia fotograficznego, a żadne zdjęcie nie jest poddawane jakiejkolwiek obróbce. Ale nie da się pewnych rzeczy uchwycić bez odpowiednich warunków, operowania światłem i wymyślenia scenerii do zdjęć.

            Uważam, że na 90sekund.pl mamy jedne z lepszych zdjęć produktów w polskiej tech blogosferze. Jest wiele do poprawy – to jasne, ale jak na warunki, w jakich pracujemy, to myślę, że jest naprawdę dobrze.

            I nie, nie utrudniam sobie życia. Korzystam z określonych narzędzi, wiem jakie efekty mnie interesują. I nie, nie strzelam bezsensownych fotek. Recenzje nie są okazjonalne. Niemal co tydzień pojawia się nowy wpis. Może przez okres wakacyjny jest ich ciut mniej, ale mamy u siebie sporo sprzętu. Aktualnie: LG G4, Asus Zenbook UX305, słuchawki Level ON pierwszej i drugiej generacji oraz Level U i Microsoft Cloud, Galaxy Tab S2 8.0. Na wylocie są recenzje projektora PicoPix 3614, Xperii Z3 Plus, HTC One M9, dwóch dronów Parrot. Wierz mi – nie mamy czasu na trzaskanie zdjęć dla utrudniania sobie pracy…

            Rozumiem, że próbujesz mi poradzić, jak można robić zdjęcia, żeby było prościej. Dziękuję, ale przećwiczyłem już wiele rozwiązań. Wypracowane standardy wymagają jednak innego podejścia.

            Co do sklejania zrzutów – nie Chrome OS doskonale sobie z tym radzie dzięki zewnętrznym apkom, ale nie zawsze uzyskane efekty mnie zadowalają. Dlatego sięgam po sprawdzone narzędzia. Długo by o tym pisać. W każdym razie nie jestem nowicjuszem – wierz mi na słowo – wiem, co robię :)

          • Spokojnie. Nie powiedziałem, że twoje recki/zdjęcia są słabe. Może wg Ciebie są najlepsze w sieci, to Twoje zdanie. Fakt, zdjęcia nie są robione na szybko a recki “pisane na kolanie”.

            I nie, nie strzelam bezsensownych fotek.

            No to po co ci te 300 jak potrzebujesz kilka?

            Przecież nie mamy studia fotograficznego, a żadne zdjęcie nie jest poddawane jakiejkolwiek obróbce.

            To co obrabiasz, że przesiadasz się na Windows w tym celu? Przycinasz? Zmieniasz nazwy plików? Same znaki wodne?

            Dobra koniec tematu.

            Tak w ogóle z jakiego programu korzystasz do obróbki? Jeżeli można wiedzieć.

          • Źle się wyraziłem – zdjęcia nie są w żaden sposób modyfikowane przez programy graficzne. Nie są podciągane kolory, ani zwiększany lub zmniejszany kontrast itp., a jedynie sporadycznie – w naprawdę przypadkach do wyliczenia na palcach dłoni – usuwane pyłki kurzu, których nie zauważyłem przy fotografowaniu, a produktu już nie mam, gdzie całe ujęcie jest bardzo dobre, ale pojawiła się jakaś skaza.

            Dlaczego robię tyle zdjęć? A skąd założenie, że one są bezsensowne? Lubię mieć wybór, czasem spędzam nad nim kilka godzin. Wynika to z mojego podejścia do tej pracy – chcę pokazać produkt takim, jakim jest na co dzień, ale nie chcę go modyfikować w aplikacjach graficznych. A złe zdjęcie pokazuje produkt w złym świetle.

            Natomiast robiąc zdjęcia zdarzy się, że odbije się w ramce palec, albo zostanie niezauważony tłusty odcisk palca, który dopiero po obejrzeniu fotki na ekranie monitora się ujawnia, albo pomimo przetarcia na powierzchni produktu zebrało się zbyt wiele kurzu lub też w czasie sesji na zewnątrz okazało się, że w tle jest zbyt wiele przepalonego światła; polecam spróbować sfotografować którąkolwiek z czarnych Xperii Z lub jeden z tabletów Sony z tej serii – życzę powodzenia – to naprawdę wyjątkowo trudna sztuka i wyzwanie dla autofokusu w aparacie.

            Sytuacje mógłbym mnożyć. I tak naprawdę w recenzji nie wiesz, co Ci się przyda, dopóki jej nie piszesz. Bo produkt, to samoistny byt, który w różnych okolicznościach różnie się zachowuje. Lubię mieć nadmiar, żeby miał z czego przebierać, chociaż jestem w stanie wskazać całkowicie nieudane sesje. Zdarza się, że chcesz ukazać jakiś detal, ale jest on tak umiejscowiony, że oko aparatu nie umie go uchwycić. Wtedy nie robisz przecież jednego ujęcia i spokój, bo po obejrzeniu na komputerze okazuje się, że są poruszenia, albo inne niespodzianki.

            Co do obróbki – tak, czasami trzeba wykadrować ujęcie, czasami złożyć kolaż, wszędzie dodać znaki wodne, które dość specyficznie zachowują się przy różnych opcjach zapisu w JPEG i wiele innych niuansów, które pojawiają się w trakcie obróbki. Nie wiem, czy we wpisie o Chromebookach warto o tym dyskutować, ale nie wymyślam sobie pracy. Nie znoszę natomiast fatalnych zdjęć produktów, od których roi się w polskim Internecie. Napisać o sprzęcie to jedno, a pokazać go to równie trudna sztuka.

            Wyobraź sobie, że jesteś postacią z pierwszych stron gazet i fotograf robi Ci góra pięć ujęć do artykułu, a przy okazji jedno – najfajniejsze z babolem na nosie. Wiem – przykład mocny, ale chciałbyś tak wyglądać w gazecie? Nie spotkałem jeszcze ani jednej sesji produktu czy jakiejkolwiek osoby, która składałaby się z kilku zdjęć i już.

            Myślę, że temat wyczerpany :)

        • RA

          Ten chromebook przeznaczony jest do biznesu, mozesz przy pomocy narzedzi Della wirtualizowac programy napisane na windows i wynosi to taniej niz normalny support MS. Biznes nie ma emocji, bierze co tansze.

    • Dominik Śniegucki

      Ale właśnie o to chodzi by system nie był “normalny”. ?

    • RA

      Dell Inspiron jest ladniejszy? Windows to jedyny i sluszny system?

      • Tak, ładniejszy. I nie ma takiego maleko touchpada.

        Windows to jedyny i sluszny system?

        A gdzie tak napisane?

    • RA

      Porownaj, pokusilem sie znalezc tego Inspirona 14 z i7. Laptop przeceniony o 200 dol. ciezar 2 kg, gorszy ekran HD, dysk talerzowy HDD. Po drugie te nowe chromebooki sa stylizowane do serii ultrabookow XPS i o wyglad mozna byc spokojnym, nie beda duzo odstawac od Pixela 2.

      http://www.dell.com/us/business/p/inspiron-14-5458-laptop/pd?oc=cai145w8pb2261&model_id=inspiron-14-5458-laptop

  • Chyba warto zwrócić uwagę, na to co najbardziej wyróżnia Della – serwis typu NBD. To jest to, co powoduje, że póki NBD będzie działał jak działa, to ja nie kupię innego komputera niż Dell.

    • Absolutnie – to jest zdecydowanie jedno z najlepszych rozwiązań. Przyjeżdża serwisant, majstruje godzinkę w uszkodzonym notebooku, naprawia i voila! Bez wysyłek, rozstawania się z komputerem, zastanawiania co z naszymi danymi etc.

    • BuKoX

      Wielu producentów ma taki typ gwarancji tyle, ze najczęściej jest ekstra płatny.

      • Chyba w HP jest też w cenie.

        • BuKoX

          Ja kupując na firmę laptopa HP wykupiłem przedłużoną gwarancją dodatkowo właśnie z naprawą u klienta. Było to ekstra płatne ale warto.

  • Mariusz Różycki

    Holender ! Właśnie wydałem resztę pieniędzy na budowę stabilnego i bezpiecznego systemu stacjonarnego. Rozwiązań mobilnych na razie nie potrzebuję, choć nie wiadomo co będzie w przyszłości – życie potrafi zaskakiwać :)

    Ale ten Dell … aż mi ślina pociekła :D Mniam, mniam. Muszę go w przyszłości upolować :D

    • Ja też muszę go upolować, a co konkretnie ma Pan na myśli pod kątem “budowy stabilnego i bezpiecznego systemu stacjonarnego”? ;)

      • Mariusz Różycki

        Kilka lat temu pasjonowałem się osiągnięciami astronautyki i kosmonautyki oraz nowoczesnymi konstrukcjami lotniczymi. Wtedy natknąłem się na termin “systemy zdublowane”. Chodzi o to, że w przypadku awarii jednego z urządzeń jego zadanie przejmuje kolejne urządzenie.

        W warunkach domowych, system zdublowany też się przydaje. Miałem taką sytuację gdy jedyny w domu komputer, netbook ASUS T100 Transformer zawiesił się na amen akurat w czasie gdy musiałem dokonać pilnego przelewu bankowego. Przez 3 godziny bezskutecznie starałem się go uruchomić. Placówki banku były już zamknięte ale sklepy z laptopami jeszcze otwarte :) Zgrzytając zębami ruszyłem do Galerii i wróciłem z nowym komputerem. A Asus – niespodziewanie ożył po moim powrocie :D

        Komputery jako skomplikowane urządzenia, składające się ze sporej ilości podzespołów, są szczególnie narażone na awarie. Do tego dochodzą szkodliwe programy które potrafią unieruchomić maszynę bądź po cichu wykradać z niej dane.
        Zagrożeń jest sporo.

        Utratę swoich danych też już przeżyłem kilka razy gdy np. nieoczekiwanie padł nowiutki 1 TB dysk Seagate :(
        Miałem też problem z dostępem do moich danych w One Drive (musiałem zmienić swoje Konto Microsoft po ataku wirusa) – bywa.

        Zacząłem więc myśleć również o systemie rozproszonym o którym czytałem artykuł kilka lat wcześniej. W końcu “zbudowałem jak umiałem” :) oraz na ile pozwoliły mi moje fundusze plus oferty kredytowe z banku :D

        W efekcie na biurku mam LG Chromebase z Chrome OS i Google Drive. Do niego podpięty jest PC z AMD APU A6-6400K pracujący pod kontrolą Windows 7 (o dziwo stabilny i szybki) z zewnętrznym dyskiem na dane a całość uzupełnia netbook Acer ES1-111m z Windows 8.1 i OneDrive. W szufladzie leży firmowa płytka recovery z Windows 7 oraz flaszki USB z obrazami odzyskiwania systemu Chrome OS i Acerowym Windows 8.1 plus płytka z Ubuntu 12.04.5 i flaszka USB z Ubuntu 15.04 do szybkiego uruchamiania komputerów w trybie “Live CD” (w razie czego)

        Wygląda to wszytko może z lekka paranoicznie :) – w końcu tak naprawdę nie wykorzystuję systemu do niczego ważnego ale nauczony przykrymi doświadczeniami postanowiłem zabezpieczyć się solidnie :) Przede wszystkim jednak, chciałem dokonać eksperymentu “zbudowania bezpiecznego i stabilnego systemu”.

        Najsłabszym ogniwem systemu wydaje się być Windows 7 który poległ, na trzeci dzień od kupna komputera, rażony wirusem. Używałem do jego ochrony “Microsoft Security Essentials” i akurat postanowiłem zmierzyć temperaturę APU bo program Speccy podawał niemożliwe wyniki: CPU 90 stopni Celsjusza, płyta główna 47 a karta graficzna tylko 7 stopni !!! A to przecież APU więc grafika stanowi wspólny rdzeń procesorem :D Ponadto temperatury APU z serii A6 nie przekraczają 70 stopni.

        Szukałem więc w internecie alternatywy do pomiaru temperatury. Polecany program “Core Temp” okazał się koniem trojańskim i to dosłownie :) Ale zabawnie nie było – 8 godzin pracy komputera i mojej zniszczone w kilka sekund.
        Co ciekawe, szkodnika znalazły i zablokowały Avast oraz “360 Total Protection” chińskiej firmy Qihu. Teraz testuję to drugie darmowe rozwiązanie. Na razie jest OK.

        – Qihu !
        – Bless you !

        :D

        Do pomiaru temperatury użyłem ostatecznie aplikacji “AMD overdrive” udostępnianej przez AMD – choć służy ona do overclockingu to podaje temperaturę i kilka innych ciekawych parametrów pracy układu APU.

        Zastanawiam się teraz czy zainstalować Ubuntu jako drugi system na dysku (obok Windows 7) czy zastąpić nim Windows 8.1 na netbooku Acera. Chrome OS i Ubuntu oferują już aplikacje pozwalające na dostęp do One Drive więc mógłbym zrezygnować z Windows 8.1. Przyznam, że niezbyt podoba mi się koncepcja zabezpieczania jednym hasłem jednocześnie: dostępu do komputera, dostępu do poczty, dostępu do danych w “chmurze” oraz ustawień swojego konta. U Googla jest podobnie ale Chrome OS jest jednak oparty na bezpieczniejszym jądrze Linuksa a poza tym posiada bardziej przejrzystą (przynajmniej jak dla mnie) politykę ustawień opcji zabezpieczających konto użytkownika.

        Mam nadzieję, że odpowiedziałem wyczerpująco na pytanie. Pozdrawiam.

  • Bartosz Drząsała

    Im więcej pojawia się takich Chromebooków, tym bardziej mam ochotę kupić jednego z nich. Poza tym mój komputer z kochanym Windows 10 zaczął wariować. Bluescreen ok. 15 razy na 3 godziny i tak cały dzień, zaraz zwariuję, nie mogę nic zrobić…
    Muszę zamówić sobie jakiegokolwiek, albo Chromebooka, albo Chromeboxa!

    • No, no! Kurczę, to rzeczywiście daje Ci w kość. A próbowałeś go zaorać i na czysto zainstalować? Oczywiście dobrze, że myślisz w tym kontekście o Chromebooku lub Chromeboxie, tylko że komputer z Windą od czasu do czasu będzie Ci też mimo wszystko potrzebny…

      • Bartosz Drząsała

        Nie próbowałem instalować go na czysto bo chciałem po prostu go przetestować od razu po premierze i wiem, że nie jest to system dla mnie. Chciałbym już zostawić Windows’a z sobą i do niego nie wracać, ale nie wiem, czy mi się to uda bo od września idę do technikum na informatykę i Windows mnie nie ominie, ale wydaję mi się, że Chromebook z zainstalowanym Ubuntu da radę i nie będę musiał korzystać z okienek…

        • Nooo, Chromebook z Ubuntu to dobry trop. I ludzie sobie chwalą. Pewnie – próbuj! Sam jestem ciekaw, jak Ci pójdzie z taką opcją w szkole, która jest – o czym już niedawno w jakimś komentarzu wspominałem – mocno umicrosoftowiona ;)

          • Bartosz Drząsała

            Tylko problem w tym, że bardzo chciałbym korzystać z Ubuntu i z Chrome OS. Kiedyś na swoim blogu pisałeś o tym, że udało się komuś postawić obok Chrome OS właśnie Ubuntu, ale nie wiem, czy takie coś mi wyjdzie, ale cóż trzeba zaryzykować ?

          • Tak, są takie manewry, ja nawet sam chętnie to sprawdzę na własnej skórze, ale jak znajdę więcej czasu, bo póki co dobę mam za krótką ;).

          • Mariusz Różycki

            Niestety. “Daremne żale, próżny trud … bezsilne złorzeczenia” :)

            Proszę nie liczyć za bardzo na instalację Linuksa obok Chrome OS. Można to zrobić instalując tzw. Croutona ale wtedy ma pan dostęp wyłącznie do bardzo okrojonej i niepełnej wersji Ubuntu (jak dla mnie wręcz kikuta systemu)

            Dosyć pomocne w tej sprawie (instalacji Ubuntu na komputerach Google) są świetne filmy Lona Sidemana na YT:

            Natywna instalacja Ubuntu na tym rodzaju komputerów też nie jest zbyt prosta. Na swoim LG Chromebase udało mi się zainstalować Linuksa po wielu trudach. Pomocna była hiszpańska instrukcja:

            http://chromebaselinux.blogspot.com.es/2015/01/como-instalar-linux-en-lg-chromebase.html

            Najtrudniejszym momentem była zamiana fragmentu fabrycznego BIOS na taki który umożliwiał uruchomienie instalatora innego systemu. Akurat tą część pracy trzeba wykonać na każdym z Chroboków (Chromebook, Chromebase, Chromebox) Pytanie tylko czy ten podmieniony fragment nadal zapewnia nam bezpieczeństwo takie jakie oferuje oryginalny BIOS ?

            Zbyt dużo tu własnej pracy, potencjalnego ryzyka i niewiadomych. Nie chciał by pan na pewno “zamienić w cegłę” swojego nowiutkiego komputera z Chrome OS.

            Nie chcę się tutaj wymądrzać ale widzę inne logiczne rozwiązanie i to bardzo proste. Może pan nabyć Chroboka :) i spokojnie go używać a na swoim szwankującym pod Windows 10 komputerze zainstalować Ubuntu. Przynajmniej ja bym tak zrobił na pana miejscu.

            Pozdrawiam i życzę sukcesów.

  • Michaś Koszczeszyn

    Oj Panie Michale ! Czuję że #Chromebook od Dell’a będzie nasz :)

    Pozdrawia @Nothingmore1026!

    • Piona za dobre przeczucia ;). Realia są troszkę trudniejsze, szczególnie od strony finansowej, bo póki nie ma tego modelu gdzieś bliżej Polski, to ściąganie go z USA na własną rękę będzie dość kosztowne. Ale kto wie?

      • Marcin Klajmon

        Dell 13 chromebook będzie dostępny w Europie od 1 października. The Dell Chromebook 13 will be available to purchase on dell.co.ukfrom October 1 in the UK, Ireland, France, the Netherlands, Denmark, Norway, Sweden and Finland.

  • Jerzy Jabłoński

    799 za wersje top? Drogo. Za drogo. Za podobną cenę można kupić
    podstawowego Thinkpada Carbon X1 z Windowsem i równie dobrym wykonaniem.
    Albo Della XPS. Krótszy czas pracy, ale dużo większa funkcjonalność.
    Windows 10 na dobrym sprzęcie da wszystko to co Chromebook plus dużo,
    dużo więcej. Przy tych cenach to designerska zabawka, taki MacChrome.

  • Marcin Klajmon

    Dell chrombook jest od dzisiaj dostepny w Europe cena startowa to 339£ do 600£ ja bore ten z i3 i touch screened za 449£