Biegaj z 90sekund – Przebiegłem kolejny maraton. Wiem już, że ten ból uzależnia!

Po raz kolejny mogę napisać – UDAŁO SIĘ! Znów stałem się maratończykiem. Tym razem w Krakowie, gdzie w deszczu (znów), przy niezbyt przyjemnej pogodzie, jak na tę porę roku, i w towarzystwie tysiąca biegaczy – pokonałem z wielką satysfakcją dystans 42 km. I co prawda ten pierwszy raz zawsze będę pamiętać się do końca życia. W końcu maraton nie przypadkowo nazywany jest królewskim dystansem. Do drugiego tego typu biegu w życiu podchodzi się z równym respektem, ale i bagażem doświadczeń z poprzedniego razu, co w moim przypadku zaowocowało poprawą życiowego rekordu.

Biegaj z 90sekund – Udało się! – 90sekund.pl

Nie będę kłamał, że nie zwracałem uwagi na uzyskany czas, szczególnie gdy okazało się, że złamałem granicę 5 godzin. Dla wielu biegaczy to pestka i żadne wyzwanie. Chwalić się przed nimi nie zamierzam, ale nie ścigałem się z osobami, biegnącymi na 3 czy 4 godziny. Brzmi banalnie, ale ścigałem się nie tyle z samym sobą, co z moimi słabościami, tym bardziej, że moje przygotowania do maratonu w Krakowie nie były ani solidne ani regularne. Tak naprawdę nie byłem pewny, czy nawet pobiegnę w mieście Smoka Wawelskiego, przez moje kolano, tak więc pewnym sukcesem było już to, że mogłem stanąć na starcie. Osiągnięcie mety – i to z czasem prawie 30 minut szybszym niż w Poznaniu – oznacza dla mnie ogromną radość. Tym samym nikomu nie muszę nic udowadniać, a sam czuję motywacyjnego kopa do tego, by znów się poprawić w przyszłości.

Biegaj z 90sekund – Buty, numer startowy, ale przede wszystkim specjalna koszulka ;) – 90sekund.pl

Skończyło się wszystko naprawę świetnie, ale stojąc na starcie miałem obawy. Cykl przygotowawczy nie był przeze mnie przepracowany tak jakbym sobie tego życzył, a 42 km to nie przelewki, o czym przekonałem się tak bardzo w Poznaniu. Dla takich biegaczy jak ja, maraton to również cierpienie. Ból i próba pokonania go, kiedy już naprawdę masz ochotę zejść z trasy. I choć pewnie Ameryki nie odkrywam, ale o ile kondycyjnie trzeba być oczywiście przygotowanym do takiego dystansu, to maraton to tak naprawdę walka z bólem, który zaczyna doskwierać w okolicach słynnego 30. kilometra, na którym czeka tzw. “ściana”. Tym razem poradziłem sobie z tymi problemami lepiej, co zaowocowało satysfakcjonującym dla mnie wynikiem.

Coś czego obawiałem się jeszcze, to rozbicie dystansu na dwie pętle. Nie jestem zwolennikiem tego rodzaju biegów, wolę gdy trasa biegnie w jednej dużej. W Grodzisku Wielkopolskim, gdzie półmaraton ciągnie się właśnie w podobny sposób jak w Krakowie pamiętam, że strasznie mnie to męczyło. Człowiek myśli, liczy, analizuje i jeśli pierwsze kółko sprawiło Ci wiele trudu, to świadomość, że musisz pokonać taki sam dystans jeszcze raz – potrafi skutecznie dobić. Tym razem jednak – choć, jak wspominałem nie przepadam za pętlami – muszę przyznać, że wyjątkowo przypasowała mi taka struktura biegu. Udawało mi się uciec myślom, nie skupiałem się na sobie, a na innych. Mnie na przykład zawsze pociesza… cierpienie na twarzach współzawodników mijanych po raz wtóry. Mam bowiem bezpośrednie potwierdzenie tego, że nie tylko ja odczuwam zmęczenie, nie ma lepszego momentu, by to zobaczyć. To w gruncie rzeczy potrafi podbudować, chociaż to momenty krańcowe wręcz…

Biegaj z 90sekund – To tak w razie wątpliwości ;) – 90sekund.pl

Maraton w Krakowie pozwolił mi i innym uczestnikom zobaczyć również prawdziwe ściganie. Wyobraź sobie, że jestem na 17. kilometrze pierwszego kółka. Biegnę w swoim tempie 6:40 minuty na kilometr, gdy z tyłu słyszę peleton maratonu. Najpierw motocykl, później samochód mierzący czas, a sekundy później lider biegu. Prawdziwy Kenijczyk, maratończyk! Facet, pod którym zawija się asfalt i wyglądający tak, jakby biegł na 100 metrów! Z perspektywy mojego żółwiego tempa wyglądało to naprawdę niesamowicie. Świadomość, że za chwilę kończy on już maraton – jest na 37 kilometrze drugiego kółka – robi ogromne wrażenie. 20 kilometrów różnicy! A przecież niecałe dwie godziny temu wystartowaliśmy mniej więcej w tym samym czasie. Ciekawe, co on myśli sobie o takich ludziach, jak ja? Nie zmienia to faktu, że było to fascynujące, a zarazem dziwne przeżycie. Zazwyczaj liderów widzę tylko na zdjęciach albo filmikach na YouTube. Tym razem niemalże otarł się o moje ramie, dzięki czemu mogłem na własne oczy zobaczyć, kim jest ten prawdziwy maratończyk.

Biegaj z 90sekund – Tuż przed startem – 90sekund.pl

Co jeszcze utkwiło w mojej pamięci podczas biegu w Krakowie? Na pewno brudna Wisła. Podczas biegu było mi wręcz wstyd, że widzą to inni, zagraniczni biegacze, ale szybko uświadomiłem sobie, że poziom rzeki jest wyższy niż zwykle, przez co po drodze na pewno zgarnęła wiele śmieci. Nie zmienia to jednak faktu, że widok był dołujący…

A co ze słynnym smogiem? Na trasie widziałem jednego zawodnika, który biegł w specjalnej masce i tak naprawdę dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, że Kraków (jak inne polskie miasta zresztą) ma z tym ogromny problem. Nigdy nie biegałem w takiej masce, ale dźwięki jakie wydawał ten facet przypominały mi głównego antagonistę Batmana, Bale (grał go Tom Hardy) z filmu Mroczny Rycerz Powstaje. Nie jestem pewien, czy oddychało mu się w tym swobodnie. Może kiedyś sam przetestuję taką maskę, by to sprawdzić?

Mija kolejny dzień od maratonu. Nogi wciąż bolą, ale dzisiaj to już przyjemny ból, który przypomina mi zadawane pytania przez znajomych – To po co w ogóle biec, skoro potem wszystko tak boli? Po co biegniesz, skoro cierpisz? Odpowiedź jest bardzo prosta, choć dla osób nie biegających, okaże się bardzo dziwna. Ale oto ona: Bo to uzależniające. I choć, gdy jestem na 35. kilometrze i mam już dość, to na mecie myślę już o kolejnym maratonie! Tym razem we wrześniu, we Wrocławiu. Tymczasem mogę dopisać sobie kolejny, drugi klejnot do mojej Korony Maratonów, do której brakuje mi jeszcze tylko/aż trzech takich biegów!

  • Jerzy Jabłoński

    Fajny tekst, przez chwilę nawet miałem chęć zacząć biegać. Ale chyba nie mam wystarczających pokładów masochizmu w sobie ;) Jedyne co mnie ciut zirytowało to to “prawdziwy maratończyk”. Przecież prawdziwym maratończykiem jest każdy, kto przebiegnie ten dystans. W “oryginalnym” maratonie chodziło w końcu o przebiegnięcie z wiadomością z Maratonu do Aten, a nie zrobienie czasu. Podobno oryginalny bieg zajął greckiej armii 9 godzin więc te 5 jest raczej powodem do dumy :)

    • BojaR

      Nie trzeba od razu biegać maratonów, może spróbujesz od mniejszych dystansów? ;) No jeśli oryginalnie zajęło im to 9 godzin to rzeczywiście nie mam się czego wstydzić :D A tak serio pisząc “prawdziwy maratończyk” miałem na myśli osoby które faktycznie się ścigają i walczą o zwycięstwo. Reszta walczy ze samym sobą i o to by zdobyć metę :).

    • Marx

      po prostu wyjdz pobiegac, nie planuj maratonu, jesli tego nie czujesz. Ja biegam, maratonu nie przebieglem i nie zamierzam. Aby nie bylo nudno – slucham podcastow. Takie 2w1 :)

  • luk_morphos

    Świetny tekst, szczególnie fragment o mijającym Cię Kenijczyku, coś niesamowitego. Wiele osób miałoby problem dotrzymać mu tempa… jadąc rowerem:) Jeśli o mnie chodzi to zacząłem biegać na początku tego roku i na razie jakoś sobie nie potrafię wyobrazić, jak można przebiec choćby połowę tego dystansu:) Pozdrawiam

    • BojaR

      Dzięki! Tempo tych najlepszych jest naprawdę niesamowite i rzeczywiście część z nas nie dotrzymałaby im “kroku” jadąc na rowerze – masz rację.
      Mi też trudno było sobie wyobrazić bieganie w takich dystansach, ale wszystko przyjdzie z czasem, spokojnie :)

  • Jakub Jabłoński

    Kolejny raz gratuluję. Nie ważne czy to pierwszy czy kolejny raz przebiega się maraton zawsze jest to powód do dumy i przemyśleń nad tym ile człowiek może wytrzymać.

    • BojaR

      Dziękuję :) Również się cieszę, że się udało :) Dla mnie to sukces, pomimo że czas nie jest rewelacyjny – ważna jest meta :)

  • Dave

    Gratuluję ukończonego maratonu!
    Pamiętaj jednak, że po maratonie bardzo ważna jest regeneracja i wbrew wielu opiniom – sen nią nie jest.

    Kluczem, który wskaże – jak będziemy się czuć zaraz po przekroczeniu linii mety jest to, co wtedy zrobimy. A nie wolno kłaść się na ziemi (my stoimy, ale nasze serce wciąż pracuje), uzupełnić płyny (minimum 3 litry w małych łyczkach), nie przesadzać w piciu piwa (jedno tak, ale nie więcej), przez pierwsze kilka dni wysiłek fizyczny ograniczyć do minimum (najlepiej wziąć wolne w pracy), zażywać ciepłe i długie kąpiele w wannie celem rozluźnienia mięśni itd..

    Tak na marginesie – do maratonu to trzeba dorosnąć a niestety wiele osób podejmuje tą decyzję tylko dlatego, że można byłoby się tym pochwalić w pracy.. Treningi taki osób są wtedy ponad możliwości ich organizmów a efektem na samym maratonie jest ból wynikający z kiepskich przygotowań (na ogół zbyt mało długich wybiegań w wolnym tempie), słabego nawadniania (wielu maratończyków pije zbyt mało na maratonie), oraz biegu znacznie szybszym tempem niż powinniśmy.

    Jeśli chcemy przebiec maraton to w pierwszej kolejności powinniśmy zaliczyć wizytę u lekarza sportowego, później kupić odpowiednie buty na podstawie videoanalizy ruchu stopy i.. poprosić znajomego biegacza o pomoc w treningach. To najlepszy sposób by pierwszy i kolejny maraton przebiec bez żadnego bólu.

    • BojaR

      Dziękuję za komentarz i cenne wskazówek:) Do wielu rzeczy staram się stosować, ale przyznaje, że nie zawsze jest to proste. Szczególnie w kwestii przygotowań. A najgorzej u mnie z dietą niestety ;)

      • Dave

        Najważniejsze jest, aby codziennie (przed zawodami, w trakcie, po zawodach) przyjmować 2-3 litry płynów by nasz organizm był stale nawodniony.

        Stopień nawodnienia bardzo łatwo sprawdzić korzystając z WC, tzn.: jeśli oddając mocz jest on koloru ciemnego (brązowy, czerwony) to jesteśmy maksymalnie odwodnieni a jeśli mocz jest zbliżony do bezbarwnego to jesteśmy dobrze nawodnieni.

        Warto z tej próby korzystać zwłaszcza przed startem w zawodach, ponieważ jeśli za mało wypijemy a w czasie biegu będziemy się pocić to jest to już oznaką odwodnienia..

        Ponadto wraz z potem wydalamy na zewnątrz sól, którą w trakcie wysiłku musimy dostarczyć organizmowi, więc.. na zawodach zamiast chlać sklepowe izotoniki lub czystą wodę warto zrobić sobie własny napój, tj. na 1 litr wody – odpowiednio 1 łyżka miodu, kilka kropel cytryny oraz szczypta soli.