Apple Watch wariant Nike Plus podoba mi się najbardziej. I chyba wynika to z resentymentu, bo wiele, wiele lat temu, przed epoką dinozaurów, biegałem w Pegasusach od Nike i miałem w nich zainstalowany chip, który komunikował się z opaską, którą ładowało się w porcie USB. Tak – liczyła moje kilometry, które za każdym razem próbowałem wybiegać i często musiałem ją poprawiać, bowiem wskazywała inne dystanse niż GPS w smartfonie, zatem stawiałem sobie za cel równanie do góry i w efekcie przebiegałem dłuższe dystanse niż pierwotnie zakładałem.

Apple Watch series 2 Nike Plus Edition - fot. mat. pras.

Apple Watch series 2 Nike Plus Edition – fot. mat. pras.

Ale to było wieki temu. Bo, kiedy skończyłem zabawę z opaską, to przerzuciłem się na dedykowaną od Nike aplikację mobilną (wcześniej jeszcze kolejne całe wieki biegałem ze Sports Trackerem w Nokii E52, a później z MiCoach od Adidasa na niezliczonej ilości smartfonach). I w sumie byłby to doskonały zakup teraz, gdybym zdecydował się na wariant Apple Watcha brandowany jako Nike Plus. Ale nie mam iPhone’a i raczej nie zanosi się, abym miał mieć, chociaż dla samego zegarka chętnie przygarnąłbym jakiś nawet starszy model, aby wreszcie przekonać się długodystansowo, jak to z tym Jabłko-Watchem jest (dość obszerne doświadczenie z Tizenem i Androidem Wear już mam), bo brakuje mi wiedzy praktycznej na temat tego, jak to się robi w Cupertino, a posiąść bym ją chciał…

Apple Watch series 2 - fot. mat. pras.

Apple Watch series 2 – fot. mat. pras.

W każdym razie Apple pokazał dzisiaj odświeżonego Watcha, zgrabnie nazwanego series 2, pochwalił się, że w zeszłym roku ten jabłkowy produkt zajął drugie miejsce (za Rolexem) wśród popularności zegarków, przeskakując wszystkich – tak całkowicie wszystkich producentów czasomierzy świata. Bez wątpienia Apple Watch jest niekwestionowanym liderem wśród smartwatchy w ogóle, ale nie mogę przemilczeć faktu, że jego drugie wcielenie to jakiś lekki – lub większy – śmiech…

Apple Watch series 2 - fot. mat. pras.

Apple Watch series 2 – fot. mat. pras.

Dodali wodoszczelność, niby mocniejszy chip i w sumie – Ta dam! Oszalejcie na punkcie naszego „nowego” zegarka! Jakoś nie czuję tego nastroju. I skoro nawet Apple nie może wymyślić niczego przełomowego w inteligentnych zegarkach, to naprawdę wolę swoje sympatie przerzucić na Geary od Samsunga oraz wybrane modele smartwatchy z Androidem Wear, bo przynajmniej różnicują rynek, gwarantują wybór, oferują świetne platformy i są zwyczajnie… tańsze.

I chyba tyle wypada mi rzec o Apple Watchach series 2… Rewolucji i progresu tutaj jak na lekarstwo, ale trzeba być Apple, aby wokół tak jałowego tematu spędzić jedną czwartą czasu konferencji… Zieeeeew…

Udostępnij

O Autorze

Niedźwiedź - ROAR! Redaktor Naczelny 90sekund.pl i MojChromebook.pl. Pasjonat humanistyki cyfrowej oraz literatury Myliwskiego, Pamuka, Cabrea i biegania.

  • LinekPark

    Ten od „najacza” ma fajny kolor, wiem, jak się nazywa: żółty śnieg!

    • GLOCK

      kolor i nic więcej.

      • LinekPark

        Ale jaki! Ojszczany śnieg jest…. „ciekawy”… ;D

        • GLOCK

          Tak.wlasnie ta zolc jest ciekawa.cala reszta to chinska tandeta z opaska z logo NIKE.