Apple się ugina! Będzie anty-throttlingowy przycisk w iPhonie!

Na takie wieści czekałem, ale też przyznaję jednoznacznie – trzeba było całą sprawę załatwić w ten sposób od razu. A może i nawet sprzedać to, jako ficzer, który ma chronić modele ze starszymi bateriami przed nagłym wyłączeniem iPhone’ów i ratować je tym samym przed niespodziewanym uszkodzeniem. Ale Apple wybrał drogę przez mękę. I jak widać, nie opłaciło mu się to zupełnie. Arogancja Jabłka doprowadziła do lawinowo rosnącej niechęci do starszych smartfonów tej firmy. Ja sam przez moment byłem zainteresowany zakupem jednego z poprzednich modeli, żeby wreszcie przeskoczyć na jakiś czas na smartwatche Apple, ale informacja o systemowo obniżanej wydajności z uwagi na kondycję baterii, całkowicie mnie z tych zamiarów wyleczyła. Dziś zza Oceanu, płyną dobre wieści w tym temacie!

Szef Apple – Tim Cook – w rozmowie z ABC News powiedział, że wraz z nową wersją oprogramowania iOS, pojawi się suwak umożliwiający wyłączenie throttlingu, czyli celowego zmniejszania szybkości procesora, którym objęte zostały poprzednie modele iPhone’ów, w których mogą być zużyte licznymi cyklami ładowania baterie. Będzie też opcja śledzenia zdrowia ogniwa. Szkoda jednak, że sam pomysł na takie prewencyjne działanie nie został zakomunikowany przez Apple w sensowny sposób, ale odkryty przez użytkowników, którzy po kolejnych aktualizacjach softu zauważali nawet 50proc. spadek taktowania procesorów. Sprawie przyjrzał się duży serwis Geekbench i wyszło, że Amerykanie od dobrego roku spowalniają swoje urządzenia. W ich mniemaniu – na tzw. wszelki wypadek – co ogłoszono dopiero w grudniu, kiedy sprawa zaczęła wychodzić na jaw, a klienci z wielu innych krajów poczęli skarżyć się, że działanie to godzi w ich prawa konsumenta. Pozwy wisiały na włosku.

Gigant z Cupertino postanowił na osłodę dać możliwość wymiany zużytych ogniw w swoim serwisie po znacznie zaniżonych cenach, no ale niesmak cały czas pozostawał, bo jednak trzeba zapłacić za coś, co wnosi świeże oprogramowanie, a na co wpływu potencjalni klienci nie mają. Ulgowa taryfa w tym zakresie ma zasięg globalny i potrwa cały bieżący rok. Dzisiejsza deklaracja szefa Apple pokazuje, że można znaleźć jeszcze jedno, znacznie bardziej kompromisowe rozwiązanie. Wówczas i wilk jest syty i owca cała. Gigant będzie mógł powiedzieć, że ostrzegał przed skutkami nagłego wyłączania się jego smartfonów z powodu zużytych akumulatorów, a użytkownicy będą mogli sami decydować, czy chcą jechać na wolniejszym iPhonie, ale dłużej czasowo, czy na wciąż szybkim, ale krócej, z perspektywą niepewności, czy nie dojdzie do nagłego wyłączenia się telefonu.

Szczerze pisząc – jeśli smartfon faktycznie nie jest w stanie zaoferować kilku sensownych godzin pracy na jednym ładowaniu, to czy jest to iPhone, czy Galaxy S od Samsunga – otrzymujemy jednoznaczny sygnał, że czas na nową baterię. Natomiast celowe spowalnianie telefonu, wprowadzone cichcem, mogło być po prostu powodem, dla którego ludzie kupowali nowe telefony Jabłka, a wcale by tego nie zrobili, gdyby wiedzieli, że ich układy obliczeniowe są celowo spowolnione i można to wyłączyć jednym suwakiem w systemie iOS. Czekam więc na wprowadzenie przez Apple tego rozwiązania. Póki co – nadal pozostaję sceptyczny w kwestii zakupu jakiegokolwiek z wcześniejszych iPhone’ów i za nic do Sadu się nie pcham. Dobrze jednak, że sprawa ma pozytywny finał. Mam tylko nadzieję, że Apple wprowadzi stosowną zmianę już bez żadnych kruczków, przez które skorzystanie z tejże funkcjonalności, mijało się będzie z celem.